Polonistkom, psycholożkom, psychiatrom i prokuratorkom dziękuję za wyrozumiałość i brak fachowej opinii. Bo przecież wiem, żem grafoman i czubek. Ale duszę mam piękną; niestety na fotografii jej nie widać.
Hymnów pochwalnych proszę nie pisać, bo takie już otrzymałem. A od ich nadmiaru mógłby mi ogon odpaść. Oświadczam, że nie zarabiam pisaniem tekstów, a raczej koduję algorytmy programów komputerowych. Więc na pewno nie mam talentu pisarskiego. I tego się trzymajmy.

Do dziś nie wiem, po co założyłem ten profil na „S”.
Zbyt beztrosko i swobodnie sobie żyję, i chyba dlatego szukam kłopotów. I to raczej potwornych kłopotów z konsekwencjami. Przecież wiadomo, że oswoić się nie dam i nawet w złotej klatce nie zamieszkam.
Dlatego prowadzę ten blog, by nie ulec ewentualnej słabości i podszeptom szatana.

Im częściej tu bywam, tym bardziej czuję jak pętla zaciska się za uszami, a rozum głupieje. Jakiś dziki instynkt mnie tu przywodzi, albo własne pchły mnie tu przyciągają. Godzę się, by nikt mi nie zarzucił, że nie próbowałem i losu nie kusiłem.

Poza tym, jak się tak naczytam i naoglądam profili tego wojowniczego gatunku z planety Venus, to diametralnie przytomnieję, nabieram właściwego dystansu i staram się z całych sił nie popełnić wiadomego szaleństwa.

Całe szczęście, że żadna mnie nie chce.
Owszem, piszą do mnie piękne Panie o tym, jak poprawiłem im humor w poniedziałek z rana, albo podziwiają moje lekkie pióro. Niektóre, najbardziej złośliwe, zachwycają się moją treską przyszytą do uszu. Jedna to nawet stwierdziła, że kategorycznie nie wpuści mnie do swojego kurnika. A ja wcale tam nie zamierzałem dobijać się, bo nie jestem łowcą duchów.

Oczywiście podejrzliwość i przewrotność, typowe dla płci którą reprezentujesz. podpowiada, że jestem kogutem w lisim futrze. Bo, tak jawnie prezentuję nieprzychylną opinię o tym „przybytku”.
I wlazłem tu jak stary kogut, by upolować jakąś Lalę-Kokoszkę. Nawet o tym nie myśl, bo dojdziesz do gorszych wniosków. Zresztą, czy wyglądam na koguta? A co do tego kur?nika, to raczej przypomina mi Szuflandię, w rozmiarze King Size XXL.

Aniele Stróżu, dziękuję Ci, że czuwasz nade mną i strzeżesz przed tymi grzesznicami. Nie tylko mnie tu kuszą. A jaką opaleniznę obiecują pod zielonym szalikiem. Już samo oglądanie, niektórych fotografii, koliduje nie tylko z VI przykazaniem.
Ciekawe jaki mają cel w tym kuszeniu ?
Może tylko chcą sprawdzić swoją atrakcyjność na tle konkurentek ? A może tylko to, czy są w stanie jeszcze skutecznie skusić pozując do fotografii w leginsach lub kostiumie plażowym. Niewątpliwie chcą pokazać byłym, co utracili i jaką mają oglądalność.

Przejrzałem prawie wszystkie profile potencjalnych ofiar, z albumami włącznie, ale nigdzie nie zauważyłem fotografii własnoręcznie upieczonego, choćby placka drożdżowego. Tylko same kotki i pieski, których nie trawię. Na drugiej pozycji drzewa, krzaki lub jakieś ruiny. Dostrzegłem też kilka niemowląt, ale to raczej były dzieci dzieci. Chociaż trudno wyczaić -who is who-, bo zdjęcie główne przedstawia przeważnie córkę lub młodszą kuzynkę.

Konkludując… pułapek , sideł, wnyków… jest tu więcej niż we wszystkich lasach, aż do Władywostoku.
Mimo, że jestem lisem, to czuję się tu jak gazela na sawannie, w porze obiadowej. Nie wiem tylko, czy chwycą mnie za gardło, czy za kitę.

Reklamy