Przede wszystkim jestem niespotykanie przystojny, a najbardziej w nocy. Mankamenty urody, jeśli takowe posiadam, to zawdzięczam wyłącznie przodkom, więc ewentualne zażalenia to tylko do nich. Zapasiony ani tłusty nie jestem, ale jest się do czego przytulić, a nawet wtulić. Ma się te ramiona i bary.

Składam się z mięsa, kości i futra. Tego futra jakby coraz mniej, ale zapewniam, że brak w nim moheru, a krew jeszcze pod nim krąży. A wszystko to doczepione do…, o czym nie wspomnę, by nie być posądzonym o kosmate myśli.

Chyba jeszcze w miarę normalny & spokojny jestem.
Choć rudy, to na pewno nie wredny i nie podstępny.
Mimo, że mam serce lwio-zajęcze, to jestem silny i solidny jak ten „102”. O lufach nie wypada pisać, wszak to tekst dla wyposzczonych od lat. Tym bardziej, że są na celowniku i na wizji.

Jednym słowem… jestem niespotykanie dobrym, empatycznym lisem. Ale czuję jak stopniowo dziczeję i pewnie dlatego piszę prozą, podobno nawet e-pic-ko 🙂
Absolutnie nie jestem despotą czy kłótliwym, choć przyznać muszę, że przeważnie racja staje po mojej stronie.
Lubię słońce, spacery nad wodą lub w kniei i to mnie bardzo relaksuje. Lubię fotografować i to przeważnie analogowo.
Zestaw „Foton-Color”, mówi to komuś coś? Albo „Janpol-Color”?
No, właśnie.

Nor mam kilka, ale tylko jedną ulubioną. Tej od dawna nie sprzątam, więc jest tu bardzo swojsko i przytulnie.
Czy mam pisać dalej?
O.K.
Cokolwiek położę, zawsze tam leży i na mnie czeka. Nigdy nie mam problemu z odnalezieniem czegokolwiek. Wszystko mam pod ręką. Od wejścia do wyjścia prowadzi wąska kręta ścieżka, a po obu stronach wylegują się moje ukochane skarby. A mam ich prawie tyle co na Alledrogo. Po lewej stoją półki z księgami po sufit, po prawej legowisko i lufcik na świat oraz maszyna matematyczna, do pracy i polowań wirtualnych.
Pozostałe nory są tip-top.

Z przerażeniem czasami myślę, że musiałbym pozbyć się moich skarbów, gdyby tu jakaś jejmość bywała. No i to „ko-ko” albo „gę-gę” też mnie przeraża. O „kwak-kwak” nie piszę, bo zbyt trąci polityką.
Może, gdyby Amor mnie trafił, to ewentualnie skłonny byłbym do niewielkiego remanentu. Niewielkiego podkreślam.

Ale na szczęście wszystkie Kokoszki, Gąski… już wyzwolone. Samofinansujące i niezależne. Tylko nie wzięły pod uwagę, że czas płynie, a natura ma zew. Pozbyły się zbędnego balastu, urządziły na nowo, zwiedziły świat, a obok nadal nikt nie chrapie. I znęcać się nie ma nad kim. A przydałby się też do odśnieżania i zmiany kół w aucie.

We mnie też już widzą tylko skalp z łapkami.
Ale ja tak łatwo futra nie oddam. I dlatego postanowiłem jeszcze trochę poszaleć. Przynajmniej wirtualnie.

Z praniem i pitraszeniem nieźle sobie radzę.
Po smacznym posiłku przyjemnie poleżeć w spokoju, choć przydałby się Ktoś, by po brzuszku pogłaskał, za kitę pociągnął, futerko potargał i za uszami podrapał.
Na deser zwykle wypijam czekoladę i zagryzam szwedzkim ciasteczkiem korzennym. Znam gorsze nawyki.

Dawno nie konsumowałem pieczystego, więc jestem niemal jaroszem. Trochę z wyboru, a bardziej ze strachu. Bo wiadomo, nie ma konsumpcji za darmo. Nawcinam się, a potem będę miał przechlapane.
Już słyszę: „posprzątaj i nie bałagań”, „skocz do sklepu”, „odwieź i przywieź”, „chodź tu”, „pozmywaj”, „odkurz”, „nie chrap”. Albo: „co nie smakuje?”, „”skoś trawnik”, „wyprowadź psa i nakarm koty”, czy „umyj auto i zatankuj”.
Jak o tym pomyślę (brrr!), to natychmiast wylogowuję się stąd.

Właściwie to wad nie pamiętam, nawet Rh też mam dodatnie. Dlatego też nie będę przynudzał moimi zaletami, bo ich lista jest długa, a ta kartka za krótka. Zresztą i tak nikt mi nie uwierzy, bo już raz lub kilka* -(naście)* -(set)* uwierzyła (*-niewłaściwe skreślić) i uwierzyć nie może, nawet gdyby chciała.
I to potrafię zrozumieć.
Rower oczywiście posiadam i wszystkie możliwe sporty uprawiam. Codziennie. Żegluję tylko w sezonie, a na kółkach popylam od marca do grudnia.
O futro dbam, kita też OK. Bez niebieskich ‚się podnosi’, nie tylko na widok Dosi, Zosi, Małgosi…
Oponki nie noszę i chce mi się chcieć.
W ogóle to nawet ładny jestem i mogę się podobać.
W skutecznych łowach przeszkadza mi mój własny PESEL, bo jest duuużo starszy ode mnie. Natomiast szalenie pomagają uszy, bo każda z was jest przede wszystkim ciekawa. Nawet zaglądają do mojej norki młode gąski, takie –30+.
Gdybym ujawnił zdjęcie kity, to dopiero by się działo.

Dla ułatwienia dodam, że ze mną to tylko… przez paszczę do serca. Oprócz pieczeni uwielbiam czekoladę gorzką, daktyle i figi. Ciepłą szarlotką i makowcem z bakaliami na pewno nie pogardzę.
O fiki-miki nie wspomnę, bo wiadomo… MO-derator czuwa.
No cóż, wszak nikt nie jest doskonały.

Nie ukrywam i szczerze przyznać muszę, że chodzi mi głównie o konsumpcję. Taką przez duże *K* jak Kur?ik.
A to, że futro mam coraz bardziej srebrne niż rude też się przecież kiedyś wyda. Dlatego kłamać absolutnie nie zamierzam. Ba, brzydzę się kłamstwem wszelakim !
Fotki nie zamieściłem, bo poluję z ukrycia, a głównie dlatego, by te, których nie chciałem nie mogły mnie rozpoznać.
Teraz to już chyba wszystko jasne?
A ten typ na zdjęciu głównym to mój sąsiad, podobno TW Alf.
Ja jestem dużo ładniejszy i mam mniejszą kufę.
Ale pssssst, bo się wyda !

Całkiem jak ten co mu w żłoby dano… zaglądam tu i ciągle nie mogę się zdecydować. Takie tu dorodne, piękne i smakowite kurki, kokoszki, kaczuszki i gąski. Perliczek i indyczek też sporo. Jest nawet parę pawi, a nawet anielice. Niektóre nawet w kropki, kratkę i w paski… niebieskie, zielone, blond, a nawet bardziej ode mnie rude. Brać i wybierać. Do wyboru i koloru… że tylko palce lizać, aż pooo saaame uszy.
Te odważniejsze zaglądają do mojej nory, a nawet podrzucają piórka. A ja mam uczulenie na pierze, po pradziadku.

Reklamy