Witam… nazywam się Zdzisław Dziąsło i jestem uzależniony od płci przeciwnej. Dlatego postanowiłem wreszcie skończyć z samotnością. Ta decyzja rodziła się długo i w straszliwych męczarniach.
Ale w końcu podjąłem decyzję nieodwołalną. Albowiem dość mam już tego gadania z monitorem, telewizorem i całym Internetem. Po uszy mam także tego sprzątania, gotowania, pieczenia, smażenia, odkurzania, prania, zmywania, ścielenia, zamiatania, gotowania, odkurzania, zmywania, prania, gotowania…
Poza tym potrzebuję towarzystwa, bo czuję jak z dnia na dzień dziczeję.
Nikt o mnie nie dba, nie powie dobrego słowa, nie pogłaszcze, nie przytuli… nie pomizia.

Zaglądałem na Szympatię, ale TAM to niemożliwe. Tylko czysta i szalona strata czasu. Tam można tylko wyrwać lasencję na kawę, spacer, współną kolację, rowerowanie… mizianie. I prędzej kitę odwalić i łapy wyciągnąć niż poznać TĘ właściwą do grobowej deski.

Dlatego włożyłem futro, wszedłem w postać Lisa i…
… zapraszam do kategorii: *O mnie co nieco*, *Przybywam z „S”* i *Co dalej*.

Dlaczego taką postać przybrałem wyjaśniam we wpisie pt. *Dlaczego włożyłem*.

Hmmm…
Na początku ustalmy, że:
1. nie jesteśmy w biurze matrymoonialnym,
2. nie uczestniczymy w łowach na Misia lub Lisia,
3. zanim kogoś ocenimy zawsze zerkniemy w lustro,
4. nie obrażamy się, jeśli nie otrzymamy odpowiedzi,
5. nikt nie musi czytać, tego co poniżej.

Odważne uprzedzam, że ciężko będzie. W dodatku same dłuuużyzny.
Nuuuda. Więc absolutnie nie polecam.
Dotychczas tylko kilka najbardziej ciekawych fanek, czytając w odcinkach, dotarło do THE END. Oczywiście natychmiast zameldowały o tym wyczynie.

Proszę oderwać guziki od rękawów, zsunąć pierścionki, by twarzy nie podrapać i ocząt nie wydłubać podczas ocierania łez.
Łez śmiechu i rozpaczy. A potem usiąść wygodnie, najlepiej w pampersie, bo… zaczynamy.
Postaram się w krótkich słowach napisać o sobie, małe co nieco.

Życzę miłej lektury.

Reklamy