KĄCIK KRAJOZNAWCZY GĄSKI BLONDYNKI
Jak zapewne wiecie, wyruszyłam w Polskę, żeby sprawdzić, czy przyleciały już gęsi. Właśnie wróciłam i stwierdzam, co następuje: gęsi są, a przynajmniej stadko, które spotkałam.

A TERAZ PRZEBIEG WYDARZEŃ:
.
DZIEŃ PIERWSZY
Z pewną nieśmiałością wyruszyłam rano z domu. Skierowałam się do Nadmorza przez Malborek. Po namyśle jednak zmieniłam trasę w stronę Grudziądza, broń Boże, nie jechałam pociągiem PKP. Już za Grudziądzem spotkałam klucz dzikich gęsi i dołączyłam do nich. Zaprowadziły mnie do ogromnego zamku w Gniewie. Jest to podobno największy zamek krzyżacki po lewej stronie Wisły.
Przywitała nas na dziedzińcu Husaria i salwa armatnia, aż nam piórka powypadały. Ale poczułyśmy się docenione i ważne.
Zakwaterowano nas w Pałacu Marysieńki. Tej od Króla Jana III Sobieskiego, gdyż onegdaj tam oczekiwała na niego, gdy on walczył w różnych bitwach. A jakie piękne listy miłosne pisali do siebie, nie to co w naszym kurniku, gdzie lis ciągle tylko nas się czepia, zamiast napisać, jak nas kocha.
Podczas pobytu w zamku dowiedziałam się bardzo dużo z historii zamku, o husarii – jaką mieli broń: o kopiach, o pistoletach i szablach. Również np. o piórach, które miała husaria – te pióra pochodziły od orłów, sokołów, jastrzębi, ale także były to nasze gęsie pióra. Byłam i jestem bardzo dumna, że nasze gęsie pióra gromiły wojska szwedzkie, tureckie lub rosyjskie. A jak husaria pięknie w nich wyglądała.
Zapoznano nas również z dawnymi rzemiosłami. Pokazano jak wyglądały warsztaty tkackie, drukarskie czy garncarskie i jak się na nich pracowało.
Uczyliśmy się strzelać kuszą – no i wyszło na jaw, że Wilhelm Tell był kobietą, tak jak Kopernik.
Były też straszniejsze momenty tego dnia: średniowieczne machiny tortur czy spektakl multimedialny: Duchy zamku.
Dzień zakończył się spacerem po zamku z pochodniami i pięknym ogniskiem na dziedzińcu. Bardzo zmęczone zasnęłyśmy wtulone w swoje piórka.
.
DZIEŃ DRUGI
Od rana podziwiałam widoki z okna Pałacu Marysieńki. Wisła, dolina Wisły, łąki i las w oddali. Widok przecudnej urody, nie mogłam się napatrzeć. Tu byłby raj dla gęsi.
A później zaczął się dzień pełen zdobywania wiedzy na tematy: Alchemia – nauka czy mistycyzm, Magia fizyki, Zamkowe ciekawostki matematyczne. Na koniec podłączono mnie do 3000 V i próbowano upiec na grillu ( czyżby tam był lis w cudzej skórze?), ale im się nie udało. Tylko piórka „stanęły mi dęba” , ale komuś, kto ma kota Ampera żadne ampery i volty nie zaszkodzą.
Kolejny dzień pełen wrażeń zakończył się pokazami obrazów laserowych na tle starych murów zamczyska w takt porywającej muzyki. Dzioby nam się z podziwu pootwierały.
Zmęczone wypełnionym po brzegi zajęciami dniem, udałyśmy się na spoczynek do naszych komnat.
.
DZIEŃ TRZECI
Wrażenia wrażeniami, ale trzeba było zakończyć pobyt w niezwykłym zamku w Gniewie. Przykro mi było rozstawać się z moim stadkiem dzikich gęsi. Zżyłyśmy się podczas tylu różnych zajęć, prac i przeżyć. Jednak i one postanowiły lecieć dalej, i ja musiałam wracać do domu. Na pewno jeszcze się spotkamy.
Ahoj, żeglarze przestworzy!!!
.
Wasza Gąska Blondynka
.

Reklamy