… róż i osłów !

.
To wręcz ogród ze zdziczałymi różami, które miały kiedyś osobistego ogrodnika. Był lepszy lub gorszy, ale jednak był i użyźniał, kolce piłował i wąchał, przytulał etc.
Nie pasowało, za dużo miały obowiązków i duszno im było. Więc wyzwoliły się i tym samym zupełnie zdziczały. Są teraz wolne, niezależne, samofinansujące, mają dużo czasu, popylają w swoich autkach… ale są same. I co gorsza biorców na stałe brak.
Wieczorami w globalnej sieci badają swą atrakcyjność. Niektórym wydaje się, że nadal i zawsze będą różami ogrodowymi lub cieplarnianymi. Wyłącznie do wąchania i podziwiania, usługiwania, wożenia po świecie, obdarowywania etc..
Szukają tam swojego ogrodnika, który zadbałby o nie, ale wszyscy dobrzy dawno zajęci i na łańcuchach. A jakie wymagania im stawiają… wysoki, równolatek, pełen humoru…
Ale podrywają je tam głównie młode i stare rozbrykane dzikie osły, które traktują je jak swój wielki przysmak – oset. Odważne różyczki ganiają na randki i załatwiają sobie swoje potrzeby duchowe i zwłaszcza cielesne. Dowartościowują się, a użyźnianie i ruch poprawia im kondycję płatków i jędrność kolców. Te z ogromnymi nastroszonymi kolcami są pomijane, na własne życzenie. I usychają powoli, do końca ciekawskie i podpatrujące resztę. I oceniające, zwłaszcza potencjalnych ogrodników.
A życie każda ma jedno i nic… se ne wrati.
I kto tam jest większym osłem, a raczej oślicą ?

Bywa też i tak… sporadycznie.
Ale o tym w oddzielnym wpisie. I najlepiej niech tego dokona jednostka pCi żeńskiej.

Reklamy