Każda kobieta jest egoistką i hipokrytką, emocjonalnie niestabilną ćpunką lecącą na hormonalnym dopingu bez absolutnie żadnej kontroli i refleksji nad sobą i wpływem na otoczenie, nie mającą pojęcia jakie tak naprawdę ma cele i czego chce.


.
Jedyne po co potrzebny jest jej mężczyzna, to tylko, żeby zaspokoił jej chęć macierzyństwa i zapewnił zasoby niezbędne do wygodnego życia i wychowania jej potomstwa. Jeśli nie jest w stanie spełnić któregokolwiek z tych wymagań, to przynajmniej musi być świetnym obiektem, na którym można się wyżyć emocjonalnie. Nigdy nie można okazywać kobiecie zbytnio zainteresowania i uwagi, bo ta stwierdzi, że ma do czynienia z jakimś mięczakiem i nagle przestaje ją taki „dobry i ułożony ciapciak” interesować.

Zawsze należy trzymać kobietę na dystans i nie pozwolić sobą manipulować, dawać tylko 75% tego czego oczekuje, tak aby zawsze była „na głodzie”, wtedy widzi dopiero interesującego i równoprawnego partnera, zawsze ma też tematy do użalania się przed koleżankami, a poczucie totalnego spełnienie jej nie dotyczy i bez skrępowania może walnąć raz na jakiś czas totalnego focha z przytupem, żeby nie cierpiała na tym jej wizja szczęśliwego świata. Wiecznie oczekująca, aż się podejmie za nią decyzję, żeby potem mieć pretekst do zrobienia awantury, za źle podjętą decyzję lub decyzję podjętą bez konsultacji z nią ewentualnie z powodu tejże konsultacji -„no bo przecież jesteś mężczyzną, powinieneś wiedzieć co robisz!” …

Tak, jestem mężczyzną, bywam zarozumiały, bywam egocentryczny, nieznośny, złośliwy, czasem w obliczu „kobiecej logiki” nieporadny, a w niektórych tematach totalnie głupi. Ja mam świadomość tego, że posiadam wady i są też cechy mojego charakteru, które mogą stać się wadami. Wiem, że niektóre z tych wad są nie do przeskoczenia, ale wiem też, że można je zniwelować do poziomu nieszkodliwego dla otoczenia. Mam ograniczenia fizyczne, emocjonalne i intelektualne, ale nie poznałem i nie przetestowałem granic we wszystkich przypadkach życiowych. Wbrew temu co uważają kobiety posiadam uczucia i emocje, ale rzadko je staram się okazywać, żebyście nie wykorzystywały tego przeciwko mnie.

Skoro już wymieniliśmy swoje wady pojawia się pytanie: co z tym mamy zrobić ?

Radziłbym iść na kompromisy, negocjować, dyskutować, zmieniać, poprawiać i budować własną wspólną przyszłość. Nie mam pojęcia, jakie „granice” negocjacji ma druga strona i czy zawsze będzie się układało. Życie to jednak chwile wzlotów i upadków, jak w sinusoidzie – jest amplituda. Jedyne czego potrzeba, to chcieć zrobić coś dobrego dla kogoś i dla siebie …

A teraz smutna rzeczywistość, nie spotkałem jeszcze kobiety, która byłaby w stanie zrozumieć i zastosować w praktyce, to co opisałem powyżej. Spotykałem się tylko z „ty masz się starać, ty masz pokazywać, ty masz budować”, ale żadna z nich nie była na tyle chętna, żeby cokolwiek dawać więcej od siebie niż ciało. Traktując mnie co najwyżej jako odskocznię lub nagrodę pocieszenia.

Niestety takich nie ma

Reklamy