Żyjemy w zwariowanej rzeczywistości, należącej do ludzi *aktywnych inaczej*, dla których czas to pieniądz, a uczciwość, moralność, godność, miłość, szacunek, pokora… to pojęcia czysto abstrakcyjne. Owszem słyszeli o nich, ale nie są im potrzebne lub kolidują z pędem do kariery, bogactwa… Cały ich wysiłek skierowany jest na upolowanie atrakcyjnych zdobyczy, w tym także partner-a/-ki życiowej. Byle tylko szybko móc zaspokoić swoje potrzeby i mieć czym/kim pochwalić się przed innymi. Lub tylko zabawić się. A przy okazji podbudować swoje ego.
Oczywiście wśród nich ukryte są Rodzynki, czyli jednostki mniej nowoczesne, ale o tradycyjnym podejściu do życia, według sprawdzonych wartości.

Jak więc i czy w ogóle można wśród nich znaleźć stałego partnera życiowego ?
Oto kika wskazówek, może staroświeckich, ale skutecznych.
Można je zawrzeć w dwóch słowach: powoli i mądrze !

.
Nie zaczynamy żadnej znajomości od związku bez związku, sensu i dla sportu.
Zaczynamy od luźnej znajomości, najlepiej w grupie i na bazie wspólnych zainteresowań. Bo, wtedy nie zabraknie tematów i nikt nikogo nie będzie zanudzał (spacery, rowery, fotografowanie itp.) I ten etap faktycznie może być niezobowiązujący. Łatwo też wycofać się w porę lub zmienić obiekt zainteresowania. Jeśli przez pewien dłuższy czas jest OK i obie strony są zadowolone, lubią przebywać ze sobą nie mogąc doczekać się następnego spotkania, to powoli przekwalifikowujemy się na kolegę/koleżankę lub bardziej zaawansowaną formę kumpel/kumpela. Z czasem (nie po kilku dniach czy trzech randkach), gdy już dokładniej poznamy się, nabierzemy zaufania do partnera/-ki możemy próbować zostać przyjaciółmi. Przyjaźń to fajna rzecz, acz bardzo poważna. A im dłużej ją ‚uprawiamy’, tym większe mamy szanse na coś bardziej trwałego, a nawet dozgonnego. Nawet wtedy, gdy tylko na niej poprzestaniemy. Jest też fundamentem do prawdziwego uczucia, takiego do grobowej deski. Udaje się to tylko nielicznym, bo większość starszaków jest mocno wyposzczona i za szybko lądują w pościeli. Twierdząc, że przyjaźń między pCiami nie jest możliwa i bywa podejrzana.
Wkrótce odkrywają, że to było tylko zauroczenie i… szukają dalej.
Jeśli obie strony są na poziomie, nie mogą bez siebie wytrzymać dłużej niż dzień-dwa-trzy, to… mają kolejny problem. Aby przekonać się o wzajemnych wadach, zaletach i charakterach warto pomyśleć o wspólnym wyjeździe. Wspólna dłuższa podróż autostopem, dłuższy urlop najlepiej na jachcie lub wędrowny… ujawni wszystko, wystarczy tylko uważnie obserwować i analizować.

.
Lenie, egoiści, zarozumialcy, szuje, kłamcy, królewny, feministki, oszuści, wykorzystywacze… nie ukryją się i widać to natychmiast. Jeśli już zaliczyliście etap *prześcieradła*, to jest już jakoś głupio i zaawansowanie, szczególnie paniom i brną dalej ku uciesze panów. A kobiety są przekonane, że potrafią ich zmienić lub szybko wymienić. Dlatego wstrzęmieźliwość w tych sprawach *) jest wskazana, ale niestety hamulce mają zużyte klocki. Duża w tym wina kobiet, pewnie obawiają się konkurencji i słyszą tykający zegar biologiczny. No i wtedy każdy rak, ślimak, żaba jest rybą.
W ten sposób działają przeciwko sobie, a potem narzekają na mężczyzn.

Dopiero po zaliczeniu testu podróżnego lub lepiej kilku i w różnych okolicznościach ujawniających wszystkie pożądane i niepożądane cechy, można i warto pomyśleć o zamieszkaniu ze sobą. Najpierw na próbę, np. na czas urlopu i raczej latem. Bez przeprowadzek i zwożenia gratów. Potem można umówić się na kolejny termin, a z czasem na stałe. Stopniowo poznajemy rodzinę wybranka/-ki, a wspólnie spędzony czas cementuje już chyba związek. Dopiero wtedy można zacząć eksperymentować z *figo-fago*.

Cokolwiek, im wolniej i uważniej budujemy, tym ta budowla jest trwalsza i lepsza.
Duże znaczenie ma także użyty materiał. Beton jest trwały, ale cement wiąże powoli. Zaś domki z kart można stawiać szybko, ale rozpadają się po… pierwszym dmuchnięciu *(

.
W przypadkach, gdy nie zaiskrzyło na czas, nie pojawiły się motylki, ktoś okazał się wredny lub wady i zalety okazały się nie do zaakceptowania… warto się rozstać, by nie tracić czasu i zachować miłe wspomnienia.
Jeśli mimo tego polubiliśmy kogoś, jest ciekawym człowiekiem choć nie nadaje się do pary, nie wyrządził nam świństwa, to możemy podtrzymywać znajomość, o ile życzy sobie tego druga strona.

Dycyzja co do dalszych losów udanego startu związku wymaga inywidualnych bliższych, dalszych i dalekosiężnych ustaleń, ale przybrzeżne rafy już za nami, wydostaliśmy się na otwarte moŻe (z dala od szczurów lądowych, żmij, hien…) i musimy płynąć wspólnie, albo moŻe nas zatopi.
Ale załoga już sprawdzona, wiadomo kto jest kapitanem, a kto majtkiem, każdy zna swoje role, prawa i obowiązki, a wszyscy płyną w jednym wspólnie obranym kierunku.
Do portu *Przeznaczenie*.
I nie warto już przez lunetę zaglądać do „S”, bo licho nie śpi.

(C) Doradca ds. Beznadziejnych i Niemożliwych

Reklamy