… „prawdziwa cnota krytyki się nie boi”.
Oczywiście cnota w sensie zalet, a nie…

Widocznie, a czego dowodem są komentarze w tym blogu, każda wzmianka o jakichkolwiek babskich sztuczkach, ujawnianie braku lub utraty cech kobiecych, umiejętności, zachowań… z doborem ubrań i człapaniem zamiast zgrabnego chodzenia włącznie lub jakakolwiek krytyka jest odbierana jako atak.
Oczywiście, żadna kobieta tego nie zauważa i nie wytyka innym, należącym do klanu tych nowoczesnych i wyzwolonych z rozpędu.
Ale opisujący to mężczyzna, czyli tzw. facet, określany jest mianem wroga kobiet, zwłaszcza gdy ujawnia stan zakłamania kobiet. Kobiet, które unikają roli żon i matek, oddają małe dzieci do przechowalni (żłobek, przedszkole, świetlica), pozbawiają ich ojców, by odzyskać wolność i przywileje samotnych matek, żądnych kariery i niezależności również finansowej, unikających roli babci i w zamian obdarowujących wnuczęta zabawkami, zamiast pomocy w ich wychowaniu itd. Lista jest długa.
Kobiet wiecznie poszukujących lepszego faceta, zamożniejszego, posłuszniejszego, dyspozycyjnego… i najlepiej takiego, który zastąpi je w domu. Już od urlopu tacierzyńskiego.

Obserwuję, że kobiety są zakłamane, zwłaszcza te młodsze. Najpóźniej przed 40-tką+ porzucają / zostawiają spokojnych / normalnych mężczyzn dla psychopatów. By, usprawiedliwić się przed sobą, rodziną i znajomymi doprowadzają do sytuacji, gdy bezradny mężczyzna zaczyna używać rozwiązań siłowych, zagląda do kieliszka lub ucieka do innej licząc na to, że jest inna.
Dlaczego? To proste, kręci je (i ich bobry) ktoś, kogo nie mogą „przeczytać” i kim nie mogą manipulować. Ten w domu już jest rozpoznany i nudny. A poza tym nie adoruje, nie prawi miłych słówek, nie kupuje zbyt często kwiatków, nie jest tak atrakcyjny jak koledzy w pracy czy panowie z portali randkowych.
Taka jest natura kobieca, prawdopodobnie pochodząca z odległych epok, a zawarta w genach. Ale tak dokazują do czasu, później tylko płacz i szukanie winnych…
Z kotem na kolanach lub pieskiem na smyczy.

Bo, jak inaczej możecie solidarnie reagować na oceny ? Pędząc z klapkami na oczach donikąd, ze szkodą dla rodzin, dzieci i siebie. Zmęczone, zabiegane, zaniedbane, samotne, niekochane… niespełnione w żadnej roli. Zagubione i uciekające w pracę, raczej dla towarzystwa niż zarobków. Szczycące się bohaterstwem samotnych matek.

Czy faktycznie główną nagrodą za „to”, ma być tygodniowa wycieczka w poszukiwaniu zagranicznych przygód ? Głównie do krajów, gdzie za parę dolców, każdy młody Arab wyzna mułłość nawet 100-letniej staruszce.

Rezygnujecie ze szczęścia i mułłości, na które często nie starcza po prostu czasu i sił. I nawet, gdyy pojawia się kandydat na partnera, to wyszukujecie w nim same wady, by tylko nie podejmować wyzwania i szansy na zmianę losu.
Może po prostu boicie się zmian ? Albo jest wam wygodnie, tak jak jest ?

Wczoraj stałem w długiej kolejce do okienka pocztowego i przyjrzałem się kobietom. Była ich tam zdecydowana większość i w różnym wieku, od podlotka po staruszkę. Nie zauważyłem żadnej ubranej jak kobieta. Same przebierańce, potargane i przeważnie jasnowłose z odrostami, w ubraniach i butach sprzed lat. A młode wystrojone jak papugi, chyba w szmateksach nie mają już takich ciuchów. Większość dźwigała jakieś wypchane torby podróżne zamiast damskich torebek. O butach i nakryciach głowy lepiej nie pisać.
Ogólnie tragedia. Poczułem się tak, jakbym odwiedził Rumunię lub obozowisko lumpów.
Zresztą wystarczy rozejrzeć się po ulicach, sklepach, galeriach handlowych, kinach… wszędzie sami przebierańcy.

Pewnie nikt nie uwierzy, ale nie bawi mnie ani krytyka, ani złośliwości pod adresem kobiet. Staram się pokazać, jak możecie być postrzegane i szkoda, że traktujecie mnie jak wroga. Tym bardziej dziwne, że opisuję zbiorowość, a nie czepiam się jednostek.
Zadziwiająca jest solidarność kobieca, nawet gdy dobrze wiecie, że nie spełniacie się jako partnerki, żony, matki, babki…
Większość to nawet ubrać się nie potrafi, a nawet zachowywać jak kobieta.
A gdy któraś odezwie się, to trzeba ją tłumaczyć na język polski.

Odpieranie wszelkich uwag na temat kobiet rodzi agresję i krytykę oceniających, zamiast wniosków. To typowe dla społeczeństw wychowanych w epoce bolszewizmu, który trwa nadal w nieco bardziej wyrafinowanej formie. Tym razem ze stolicą w Brukseli.

Nie chcecie zrozumieć, że największym wrogiem kobiet są „kobiety”, które siedzą w was. A które zostały wprogramowane z udziałem ich posiadaczek, a nawet na ich życzenie. Poprzez lektury czasopism i książek pisanych przez feministki, oglądanie seriali kręconych w Brazylii i w lokalnych stacjach TV.
I wcale nie twierdzę, że w 100%, ale w znacznej większości uprawniającej do tego, by uznać to za zjawisko negatywne, warte ceny nowej klawiatury i czasu moich przerw w pracy. Pomagają wam w schodzeniu na manowce i wyzbywaniu się kobiecości, te wszystkie aktywistki, feministki… opłacane przez inżynierów nowego porządku Świata.
A także waszym dzieciom, robiąc z nich kiboli, tęczowych bezpłciowych ludzików, ćpunów, a z chłopców nieporadne dzieFcynki, zaś z dziewcząt chuliganów.

Kobieto, pamiętaj, że Świat schodzi na psy, a razem z nim Ty !

Nie ja to wymyśliłem, że kobiety są filarem rodziny, rodzą i wychowują dzieci, prowadzą gospodarstwo domowe… a babcie powinny im pomagać. Ojcowie i dziadkowie niech zajmą się lepiej zabezpieczeniem bytu rodzinie, a ich autorytet niech je wspomaga w utrzymaniu dyscypliny i przekazaniu męskich wzorców chłopcóm. Model wypróbowany przez wieki i sprawdzony w różnych cywilizacjach, kulturach, i na każdym kontynencie czy wyspie.

Jeśli przeczytasz wpisy w tym blogu z innej pozycji, nie jeżąc się i nie potępiając w czambuł treści, tylko wyciągając wnioski, być może skorzystasz unikając tego typu problemów. I masz szansę do korekty swoich zachowań, ubioru, roli w rodzinie… a także własnego życia.

Wszystkie kobiety, które jeszcze nie doświadczyły w pełni inżynierii społecznej i nie do końca zostały ogłupione, przepraszam za generalizację zjawiska.
Wiadomo, że zawsze są wyjątki.

Reklamy