Moje życie zatoczyło koło. Wróciłam TU, skąd wyruszyłam w długą podróż na własny rachunek.

Moje miasteczko:

Image

Jak to mówią: „Było różnie – kwadratowo i podłużnie” Czasem świeciło słońce, czasem padał deszcz. Wychowałam dwójkę wspaniałych dzieci, ale małżeństwo mi się rozleciało. Miałam mnóstwo znajomych i przyjaciół i chyba ciągle mam, ale teraz jestem znowu TU, skąd wyruszyłam.

Przeprowadzka była ciężka, to nie to, co dwadzieścia lat temu – ale przeżyłam i mój pokój nabiera już mojego klimatu. Nie zawsze podoba się on mojej mamie, z którą jak wiecie zamieszkałam. Próbuje mnie poprawiać, ale jestem twarda i nie daję się. W końcu jestem dorosłym człowiekiem, a nie małym dzieckiem, któremu mówi się, co ma robić.

Owszem, ścieramy się, ale traktuję to jako działania na froncie. Jak już wszystko rozpakuję, poustawiam i zorganizuję, tak jak chcę, to wszystko się uspokoi.

Czuję się dobrze, w końcu to mój dom. Kot też się zaklimatyzował.

Fragment fermy wiatraków za miastem:

Image

Dzisiaj byłam na długim spacerze. Tutaj chodzi się na spacery na cmentarz poza miastem. Od razu spełnia się dobry uczynek i zapala znicze na grobie. A po drodze podziwiałam piękną zieleń, kwitnące jabłonie, bzy, a nawet kasztany – pierwszy raz je tej wiosny zobaczyłam. No i oczywiście mnóstwo innych, kolorowych kwiatów.

Ludzie sympatycznie się uśmiechają, niektórzy mnie rozpoznają, ale jest też mnóstwo nieznanych mi osób. To małe miasteczko, a ja 35 lat tu nie mieszkałam.

Będzie dobrze! A czego mi teraz potrzeba?

„Trzeba mi wielkiej wody,
Tej dobrej i tej złej,
Na wszystkie moje pogody
Niepogody duszy mej
Trzeba mi wielkiej psoty,
Trzeba mi psoty, hej…
Na wszystkie moje tęsknoty,
Ochoty duszy mej

Wielkich wypraw pod Kraków,
Nocnych rozmów rodaków,
Wysokonogich lasów
I bardzo dużo czasu…

I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
Gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
I gdzie muzyka gra, muzyka gra…
Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować
Tak zwanej życiowej mądrości,
Dopóki życie trwa, póki życie trwa…”

 

Reklamy