Strona główna

Kwiat pustyni…

16 komentarzy

… czyli „Afrykanki są szczęśliwe”.

W komentarzu do ostatniego wpisu Lis napisał, że Afrykanki są szczęśliwsze od kobiet z cywilizowanych krajów. No to dowiedzmy się, na czym to ich ”szczęście” polega i czego możemy im zazdrościć.

Nie tak dawno obejrzałam w telewizorni  film, który mną wstrząsnął. Był to film  „Kwiat pustyni” – film fabularny z roku 2009 w reżyserii Sherry Horman, nakręcony w oparciu o bestsellerową powieść autobiograficzną Waris Dirie pod tym samym tytułem – Kwiat pustyni.

Fabuła filmu opowiada o somalijskiej dziewczynce, która w wieku trzech lat została poddana obrzezaniu, a siedem lat później została sprzedana człowiekowi, za którego miała wyjść za mąż. Dziewczynce udało się jednak uciec i została amerykańską supermodelką.

To ogólnie, a jak dokładnie wyglądało życie Waris?

Życie na pustyni od najmłodszych lat uczyło Waris bycia silną, twardą, odważną. Ta ostatnia cecha sprawiła, że postanowiła sprzeciwić się tradycji afrykańskiej mającej swój początek aż 4000 lat temu. Jako nastolatka uciekła i po długiej, wyczerpującej tułaczce po bezwzględnych terenach afrykańskich i pomieszkiwaniu kątem u innych ludzi dotarła do Londynu. Tam po kolejnych latach niewolniczej pracy jako służąca u swojego wuja stanęła na nogi i – zaczynając absolutnie od zera – usamodzielniła się. Przypadkiem odkrył ją fotograf, dzięki któremu powoli wchodzi w świat modelingu, gdzie po latach ciężkiej pracy osiąga niebywały sukces i sławę. Można by pozazdrościć takiego życia, prawda? Jednak Waris kryje w sobie okrutną tajemnicę. Jako kilkuletnia dziewczynka została poddana obrzezaniu. Tak naprawdę to „wyrzezaniu”, gdyż całkowicie pozbawiono jej genitaliów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż zrobiono to w tak bestialski sposób, że moja dusza nie jest w stanie tego „przetrawić”. Przyczyny tej tradycji są absurdalne („obrzezaną kobietę nie będzie kusił seks i pozostanie wierna swojemu, wybranemu przez ojca mężowi”). Ta koszmarna tradycja liczy sobie już cztery tysiące lat. To przerażające, że do tej pory nikt nie zdefiniował na głos tego bólu. Nie tylko bólu odczuwanego w trakcie „zabiegu”, bowiem obrzezanie odbywa się bez żadnego znieczulenia. Ba! Dokonuje się tego nieodkażonymi narzędziami, np. „żyletkami, nożami, kawałkami szkła, ostrymi kamieniami, a w niektórych rejonach – zębami”. Proces zaszywania ran jest jeszcze bardziej beznadziejny i bolesny. Pozostawia się tylko malutką dziurkę, przez którą kropla po kropli wydalać ma się mocz i krew menstruacyjna. Po zabiegu dziewczynka pozostawiona samiutka na pustyni, pod jakimś drzewem w cieniu ma obwiązane całe ciało sznurem, by nie mogła się ruszać, bo „może wdać się zakażenie”. Kilkuletnie dziewczynki niejednokrotnie tracą wtedy przytomność, a w wyniku powikłań wiele z nich umiera. Jeśli już przeżyją, to w noc poślubną są rozrywane lub rozcinane przez swojego narzuconego męża, żeby mógł kobietę z tą świeżą raną skonsumować. Jeśli wtedy kobieta się nie wykrwawi i nie umrze, to jeszcze ma szansę umrzeć podczas porodu, bo na skutek tych wcześniejszych operacji często są kłopoty z porodem. Kobiety umierają razem z dzieckiem, które nie może się wydostać. Miliony kobiet musi z tym piętnem żyć.

Obrzezanie

Przyznam szczerze, że nie pamiętam, kiedy aż tak poruszył mnie jakiś film. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym bestialstwie dokonywanym na kobietach, a to czego się dowiedziałam było przerażające.

Jak dokładnie wygląda takie obrzezanie?

Ekscyzja, czyli obrzezanie żeńskie, to praktyka rytualna, która może przybierać różne formy. Najprostszą z nich jest „sunna”, czyli właściwe obrzezanie, które polega na odcięciu żołędzia łechtaczki. Najbardziej rozpowszechniona jest jednak forma pośrednia klitoridektomia – usunięcie łechtaczki i małych warg sromowych. Najsurowsze zaś okazuje się obrzezanie faraońskie, czyli infibulacja, która charakteryzuje się klitoridektomią połączoną z wycięciem dwóch trzecich warg sromowych oraz zaszyciem rany nićmi bądź kolcami akacji. Pozostaje więc mały otwór pozwalający na wyciek płynów.

z16578949Q,Obrzezanie-kobiet-w-Egipcie-jest-wciaz-tematem-tab

Praktyka obrzezania kobiet sięga czasów starożytnych i była wykonywana w celu ochrony dziewictwa oraz zmniejszenia doznań seksualnych. Pierwsze ślady tego obrzędu pochodzą z XX wieku przed naszą erą. Dziś obrzezywanie kobiet lub okaleczanie żeńskich organów płciowych, praktykowane jest w 28 krajach Afryki. Zeszpilanie warg sromowych jest powszechne w Sudanie, Somalii i Nigerii. Według szacunków ONZ, na świecie żyje około 130 milionów obrzezanych kobiet, a 2 miliony rocznie, czyli 6 tysięcy dziennie pada ofiarą tej praktyki. Zabieg jest zwykle wykonywany przez akuszerkę, zazwyczaj w złych warunkach higienicznych. Jego konsekwencje, szczególnie w przypadku większych ingerencji, obejmują krwawienie, tężec, posocznicę, zakażenie HIV, dominujący ból i często śmierć. Liczba okaleczonych dziewcząt rośnie z roku na rok. Wielu Afrykanów, którzy wyemigrowali do Europy i Stanów Zjednoczonych zabrało ten zwyczaj ze sobą. Center for Disease Control and Prevention szacuje, że 27 tysięcy kobiet w Nowym Yorku zostało lub zostanie poddanych obrzezaniu.

Więcej na ten temat przeczytacie na stronie:

http://www.seminarium.org.pl/klerycy/knak/artykuly/008.html

Dane liczbowe  ( za  https://pl.wikipedia.org/wiki/Obrzezanie_kobiet  )

Na świecie żyje 130 mln „obrzezanych” kobiet, dziennie obrzezanych zostaje 6 tysięcy, czyli 2 mln kobiet rocznie.

98% okaleczonych kobiet w Somalii;

96% okaleczonych kobiet w Gwinei;

93% okaleczonych kobiet w Dżibuti;

91% okaleczonych kobiet w Egipcie;

89% okaleczonych kobiet w Erytrei i Mali;

88% okaleczonych kobiet w Sierra Leone i Sudanie;

76% okaleczonych kobiet w Gambii i Burkina Faso;

74% okaleczonych kobiet w Etiopii;

69% okaleczonych kobiet w Mauretanii;

66% okaleczonych kobiet w Liberii;

50% okaleczonych kobiet w Gwinei Bissau;

44% okaleczonych kobiet w Czadzie;

38% okaleczonych kobiet w Wybrzeżu Kości Słoniowej;

27% okaleczonych kobiet w Kenii i Nigerii;

26% okaleczonych kobiet w Senegalu;

24% okaleczonych kobiet w Republice Środkowoafrykańskiej;

23% okaleczonych kobiet w Jemenie;

15% okaleczonych kobiet w Tanzanii;

13% okaleczonych kobiet w Beninie;

8% okaleczonych kobiet w Iraku;

4% okaleczonych kobiet w Ghanie i Togo;

2% okaleczonych kobiet w Nigrze;

1% okaleczonych kobiet w Kamerunie i Ugandzie;

Zacytuję Lisa jeszcze raz: „Zaś Afrykanki są o wiele szczęśliwsze i mają więcej dzieci niż znerwicowane, zmęczone i niezależne kobiety z cywilizowanych i rozwiniętych krajów.”

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu ktoś uzna, że Afrykanki są szczęśliwe, to pomyślę, że niewiele różni się od hitlerowców.

Czy Lis pozwoliłby na to, żeby takie obrzezanie zrobiono jego córce, bo wtedy byłaby szczęśliwsza?

Mam nadzieję, że nie, bo chyba jeszcze nie postradał zmysłów całkowicie.

Feminizm…

5 komentarzy

… czyli równość płci.

Lis ciągle głosi pogląd, że kobiety powinny nie pracować, tylko siedzieć w domu, dbać o męża i dzieci, słuchać jego poleceń,  po cichu przełykać łzy i godzić się na wszystko, czego sobie życzy pan i władca. Jeśli jednak jakieś kobiety nie pracują i są na utrzymaniu mężów, to nazywa je pijawkami, darmozjadami i takimi, co traktują mężów jak bankomat. Nie wiem, która wersja jest właściwa. A może zależy od tego, którą nogą wstanie z łóżka, chociaż wydaje mi się, że obie nie są najlepsze. Zastanówmy się w takim razie, czym jest ten znienawidzony przez mężczyzn, jak również przez niektóre kobiety feminizm. Battleofthesexes Feminizm, wbrew temu, co myśli wielu jego wrogów, nie polega na zachęcaniu kobiet do pracy na budowie i strzyżenia się na krótko. Gwarantuje im natomiast prawo wyboru – możliwość zdecydowania, jakimi kobietami chcą być. Feministki mają prawo nosić sukienki i poświęcić swoje życie wychowaniu dzieci i zajmowaniu się domem. Mają też prawo zostać strażakami i ratować ludzkie życia, a po pracy chodzić w dżinsach i zapuścić włosy pod pachami. Mogą też połączyć te dwie skrajności – obecnie bycie kobietą powoli przestaje zawierać w sobie słowo „powinnaś” i za to możemy być wdzięczne feministkom.

Ciągle nam się wydaje, iż feminizm (cóż za brzydkie słowo!), to walka o prawa kobiet. Ale jest to przecież walka o równość płci. Obu. Nie tylko kobiet. Przecież mężczyźni też są dyskryminowani na wielu polach. To matkom, a nie ojcom, najczęściej przydziela się opiekę nad dzieckiem, choć niejednokrotnie to ojciec ma lepsze warunki do wychowania dziecka. My, kobiety, często nie informujemy mężczyzn, że jesteśmy w ciąży, bo to przecież nie ich sprawa. Jakby dziecko było tylko nasze. Są jeszcze inne przypadki na różnych polach, inne dla kobiet a inne dla mężczyzn. A feminizm nie powinien być walką o to, by zrównać kobiety z mężczyznami. Powinien być walką o to, by obie płcie miały takie same prawa, takie same szanse na wszystkich polach.  By kobieta mogła zostać dyrektorem bez kąśliwych uwag, że zrobiła to przez łóżko, a mężczyzna mógł trenować balet, jeśli to jest jego pasja i nie był nazywany słabeuszem lub gejem.  By mężczyzna mógł wychowywać dzieci, jeśli taka jest potrzeba w rodzinie, a kobieta mogła rozwijać swoją karierę, jeśli jest zdolna i ma możliwości. Bez osądzania. Bez krzywych spojrzeń. Bez narzuconego nam ograniczenia, które może i dobrze się sprawdzało u narodzin ludzkości, ale teraz jest zupełnie niepotrzebne, gdyż możemy wspólnie – ramię w ramię – pracować, wychowywać dzieci, żyć.

Czyż nie byłoby lepiej, gdybyśmy żyli w społeczeństwie, które nie narzuca nam – na podstawie płci –  kim mamy być? W którym kobieta nie słyszy, że jest mało kobieca, bo woli chodzić w spodniach zamiast w sukienkach i od dziecka uprzejma ciocia informuje ją, że nikt jej nie zechce. W którym chłopak, któremu pierwsza dziewczyna złamała serce, może iść do mamy i taty i po prostu się wypłakać, a nie słyszeć,  że jest facetem, więc powinien wziąć to na klatę i przestać się mazać?

Drodzy Panowie, my, kobiety, nie jesteśmy przeciwko Wam. A jeżeli jakieś są i przy tym nazywają się feministkami, to znaczy, że nie rozumieją znaczenia tego słowa. My, kobiety chcemy, byśmy byli razem równorzędnymi partnerami. W każdej dziedzinie życia. Bo przecież nie jesteśmy w stanie bez siebie funkcjonować, tworzyć społeczeństwa, czy choćby się rozmnażać. Chciałybyśmy stworzyć jedną drużynę, a nie dwie oddzielne, zwalczające się.

Mamy szczęście żyć w kraju, w którym podstawowe prawa zostały już wyrównane, ale nadal zbyt wiele nas dzieli, by móc mówić o całkowitej równości.  Ale przecież to nie tylko my, kobiety, podlegamy mobbingowi, nie tylko my cierpimy z powodu przemocy domowej, więc dlaczego mówi się tylko o nas? Dlaczego w tych ważnych sprawach pomija się mężczyzn? Feminizm nie ma na celu Was zwalczyć, drodzy Panowie, ma na celu poprawić jakość życia. Męską i żeńską. Feminizm powinien mieć twarz obojga płci. Zaczęło się od ruchu kobiet, bo taka była potrzeba, bo takie, a nie inne były układy damsko – męskie. Teraz jednak mamy inne czasy, ale powinniśmy pamiętać, czego dokonały kiedyś kobiety dla nas  – kobiet.

Fakt, że historia polskiego ruchu kobiecego nie była gwałtowna, dynamiczna, czy niebezpieczna, fakt, że polski feminizm był w niewielkim tylko stopniu autonomiczny (jako związany z szerszą koncepcją walki narodowowyzwoleńczej), sprawia, że Polki niezwykle łatwo zapomniały o jego zdobyczach, a także o tych kobietach, które z narażeniem dobrego imienia, spokoju życia rodzinnego, kariery, szacunku społecznego itd. angażowały się w działalność emancypacyjną. Czas oddać im hołd, podkreślając, że prowadzona przez nie kampania odbywała się w warunkach specyficznej sytuacji społecznej, politycznej, ekonomicznej i kulturowej Polski – była więc częścią walki o wolność narodu polskiego, ale także ważnym ogniwem w łańcuchu działań prowadzonych przez kobiety na całym świecie. Czas oddać im hołd, a nie wyśmiewać, atakować i zwalczać.

A jak ja się odnajduję w świecie gender? Przyszłam na świat w ciele dziewczynki, wyrosłam na kobietę, byłam żoną i już do końca życia będę matką. Dałam życie fantastycznym dzieciom i wychowałam ich na dobrych ludzi. Jestem z tego dumna i współczuję mężczyznom, że nie doświadczają takich uczuć, jak matka. Dzięki macierzyństwu poznałam co to prawdziwa miłość.

Może nie jestem najpiękniejsza, ale chyba coś w sobie mam, bo zwykle jestem lubiana, mam koleżanki, kolegów i przyjaciół. Jeśli chcę, mogę się stroić, nosić koronkową bieliznę, długie do samej ziemi szerokie spódnice i ulubione przeze mnie sznury korali lub kolorowe szaliczki. Mogę też, jak chcę, nosić dżinsy i  t-shirty lub rozciągnięte swetry oraz trampki. Nie muszę się znać na samochodzie, mam od tego mojego ulubionego i przystojnego pana mechanika. Mogę wymieniać się z koleżankami przepisami i mogę ryczeć na filmach. Bycie kobietą, to jest bardzo fajna sprawa.

Może nie mamy jeszcze pełnego równouprawnienia, ale jestem świadoma tego, że nasze babki czy prababki nie mogły nawet marzyć o cieniu takiej niezależności, jaką cieszą się teraz kobiety w Polsce. I za to powinnyśmy, my kobiety, być wdzięczne feministkom. Tym prawdziwym, mądrym a nie tym walczącym nie wiadomo o co. Są różne ruchy feministyczne i niektóre z nich niosą kobietom więcej szkody niż pożytku. Są jednak takie, którym zawdzięczamy naszą dzisiejszą wolność tzn:  prawo do decydowania o sobie, prawo do głosowania, prawo do edukacji, prawo do pracy, prawo do WYMAGANIA szacunku i stawiania wymagań partnerowi (partnerowi, nie PANU I WŁADCY)

Jestem wdzięczna losowi, że nie urodziłam się w Azji czy Afryce. Jestem wdzięczna losowi za to, że ja i moja córka mamy dostęp do służby zdrowia i do edukacji i że nikt mnie nie obleje benzyną i nie ukamienuje za to, że spędzę noc z mężczyzną, który nie jest moim mężem, i że nie zostałam poddana barbarzyńskiemu  rytuałowi obrzezania. Przede wszystkim jestem człowiekiem. Jako człowiek, mam możliwość decydowania o swoim życiu – o tym w jaki sposób i z kim je przeżyję.

Na koniec chciałabym zachęcić do obejrzenia filmu „Suffragette”, który pojawi się na ekranach kin 23 października. Moja ulubiona aktorka Meryl Streep wcieli się w rolę Emeliny Pankhurst, sufrażystki działającej na początku XX wieku, dzięki której kobiety na Wyspach Brytyjskich otrzymały prawo do głosu. W obsadzie możemy znaleźć takie nazwiska jak Carey Mulligan, Helena Bonham Carter i Meryl Streep. safe_image Film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, rozgrywających się na początku ubiegłego wieku. Zobaczymy pierwsze feministki, które walcząc z systemem będą chciały zająć się  prawami kobiet. Może zmienicie zdanie o feministkach, gdy obejrzycie ten film. A więc koniecznie go zobaczcie.

Liza

14 komentarzy

Liza Minnelli – amerykańska aktorka, piosenkarka i artystka estradowa. Zdobywczyni wielu nagród, w tym także Oscara.

liza-minnelli-cabaret

Czy ją znacie? Stworzyła niezwykłe kreacje w filmach, a jej piosenki przebywały długie tygodnie na listach przebojów.

Liza Minnelli jest jedynym dzieckiem Judy Garland i Vincente Minnellego. Otrzymała imię z piosenki Iry Gershwina „Liza (All the Clouds’ll Roll Away”, Po raz pierwszy przed kamerami wystąpiła w wieku 2 lat u boku swojej matki w obrazie „Dziewczyna z Chicago”. Kiedy skończyła 19 lat, była już uznaną artystką teatralną i zarazem najmłodszą w historii laureatką nagrody Tony za przedstawienia „Flora” i „The Red Menace”. W bardzo krótkim czasie, dzięki udanym występom w Stanach i Anglii, a także licznym programom telewizyjnym, Liza Minnelli osiągnęła międzynarodową popularność. Kiedy miała 23 lata, otrzymała pierwszą nominację do Oscara dla najlepszej aktorki za kreację, jaką stworzyła w filmie „Bezpłodna kukułka”. Trzy lata później, po międzynarodowym sukcesie „Kabaretu”, artystka osiągnęła status gwiazdy.  Niestety jej życie prywatne nie szło w parze z zawodowym. Cztery małżeństwa, które zawarła, zakończyły się fiaskiem. W 1984 roku aktorka znalazła się na leczeniu w klinice z powodu przedawkowania narkotyków i alkoholu. Jednak mimo tych niefortunnych zdarzeń Liza Minnelli przez długie lata była jedną z najpopularniejszych aktorek amerykańskich i wygrywała wielokrotnie sondaże na najbardziej lubianą gwiazdę kina.

Więcej o burzliwym życiu Lizy M. przeczytacie na stronie:

http://www.kobieta.twojetrojmiasto.pl/index.php/znani-i-nieznani/89021-liza-minnelli-

Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa filmy, w których grała główne role. Pierwszy z nich z 1972 roku –„ Kabaret” , a drugi z 1976 roku – „New York, New York

„Kabaret” jest opowieścią o romansie amerykańskiej piosenkarki i gwiazdy kabaretu oraz brytyjskiego pisarza, wplecioną w atmosferę ostatnich dni Republiki Weimarskiej. Film głośny również z powodu ścieżki dźwiękowej – wiele utworów muzycznych stało się przebojami i to nie tylko z powodu melodii, ale i aranżacji. Dużą popularność zyskała piosenka stanowiąca główny motyw muzyczny filmu w wykonaniu Lizy Minnelli (muzyka: John Kander, słowa: Fred Ebb). /źródło: Wikipedia/

Już kiedyś chyba pisałam, że oglądałam ten film wiele razy. I zawsze, kiedy emitują go w telewizji. Liza jest niesamowita śpiewając piosenki w tym filmie.

Drugi z filmów „New York, New York” właśnie dzisiaj obejrzałam kolejny raz na TVP Kultura.

„New York, New York” to także musical z 1977 roku. Powojenna Ameryka. Utalentowany saksofonista – Jimmy Doyle poznaje piosenkarkę – Francine Evans i zakochuje się w niej. Kiedy ona spodziewa się dziecka i zaczyna odnosić większe od niego sukcesy, ich małżeństwo z powodu zazdrości Jimmy’ego rozpada się. /tyle Wikipedia/

new-york-new-yorkA o czym jest tak naprawdę ten niesamowity film?

Cieszący się uznaniem reżyser Martin Scorsese i zdobywcy Oscarów Liza Minnelli i Robert De Niro połączyli swoje talenty w filmie stanowiącym kwintesencję nowojorskiej sceny jazzowej. Niezapomniana ścieżka dźwiękowa autorstwa Johna Kandera i Freda Ebba (Chicago, Kabaret) wraz ze znaną na całym świecie tytułową piosenką, New York, New York stanowi cudowny hołd złożony miastu, które nigdy nie zasypia. Jimmy jest saksofonistą, który pragnie zdobyć sławę grając w Big Bandzie; Francine natomiast jest piosenkarką marząca, by znaleźć się w świetle reflektorów. Gdy się spotykają atmosfera zaczyna się skrzyć. Jest to początek burzliwego romansu, który wystawia na próbę ich zdolność do zachowania równowagi między miłością do jazzu i do siebie nawzajem.

Do tego wszystkiego Jimmy jest egocentrycznym, seksistowskim dupkiem nastawionym tylko na własne sukcesy i wygodę. Lubi rządzić wszystkimi i wszystkim. Nie potrafi się nikomu podporządkować, na wszystkich musi patrzeć z góry. Nie tylko w relacjach zawodowych,  gdzie autorytarnie dyryguje zespołem, ale także na poziomie stosunków rodzinnych (relacja z Francine i synem). Od początku jest zazdrosny o sukcesy partnerki I taki pozostaje do końca. Lubi ludziom dokopywać i ich upokarzać. Francine za to jest prawie święta w obliczu jego okropnych zachowań.

Na koniec filmu jednak autor wraca do barwnego spektaklu, gdzie liczą się śpiew, muzyka i taniec, kolorowe światła i efektowna, kolorowa inscenizacja. Najważniejsze są emocje związane z tym, co widzimy: czy to na scenie czy to w kinie – na ekranie. Wielka Sztuka!

Tyle teraz różnych filmów, sensacja goni sensację, horror goni horror, a jakieś „badziewka” gonią „badziewka”. Dobrze, że chociaż niektóre stacje TV przypominają nam legendarne i niezapomniane filmy. Dzisiaj poczułam prawdziwe niedzielne święto oglądając „New York, New York”.

Uff, jak…

14 komentarzy

… gorąco !

Ale za to jak dobrze, że nie mieszkamy bliżej równika i żaden terrorysta do nas nie strzela. Choć, niektórzy amatorzy silnych wrażeń właśnie tam polecieli, by ryzykować życiem, połknięciem ameby, złapaniem kłopotliwej choroby lub poparzeniami skóry. Zapewne mają urlopy jednorazowe lub krótkie i nie mogą ryzykować trafienia w niekorzystną pogodę. Pewnie lubią też ryzyko oraz nowe wyzwania w stylu lotu z pilotem samobójcą, pikującym w Alpach lub spotkania z ruską rakietą. Pewnie też i dlatego, by móc pochwalić się znajomym i rodzinie, gdzie byli.
Niewątpliwie trzeba być nieźle stukniętym, by latem podróżować na południe, zamiast na północ Polski lub do lasów Norwegii.

Rozsądni urlopują się na miejscu lub terenie naszego pięknego kraju.
Możliwości jest wiele, a atrakcji jeszcze więcej. Warto też lepiej poznać własny kraj i pozostawić pieniądze w jego granicach. Oferta wypoczynku, wyjazdów, wycieczek… jest szeroka i urozmaicona, także cenowo i terytorialnie.
Od hoteli, pensjonatów, po kwatery agroturystyczne, schroniska i pola namiotowe.
Wszelkie informacje można znaleźć w Internecie.

Osobiście jestem zwolennikiem rajdu w nieznane, bo wtedy łatwiej o przygody. Najlepiej wsiąść na rower, a dłuższe trasy przebyć pociągiem. Z roweru najlepiej obserwować okolicę,można zatrzymać się w dowolnym miejscu, dojechać tam, gdzie autem nie wolno. Poza tym łatwiej o bezpośredni kontakt z napotkanymi turystami i tubylcami. Na rowerze zwiedzamy znacznie dokładniej, bo przemieszczamy się wolniej, nogi miej bolą, docieramy tam, gdzie pieszo nie chciałoby się dreptać i nie trzeba pilnować oraz wracać do pozostawionego auta.
Gdy pogoda szczególnie dopisuje warto udać się nad akwen wodny, a tam przesiąść się na jakieś pływadło. Lub chociaż brodzić w wodzie i chłodzić silnie ukrwione stopy. Z uwagi na czystość akwenów z pływaniem mogą być kłopoty.

Jednak podczas upału najlepiej poszukać leżaka w cieniu, zaopatrzyć się w zimne napoje, lody i niezbyt liczne towarzystwo. Najlepiej, gdy jest to miła i uczynna kobieta w stroju Ewy, z dużym liściem do wachlowania. Owoce cytrusowe, schłodzony arbuz pocięty w kostkę i polany odrobiną ulubionego alkoholu, też przyda się. A do kompletu cicha muzyka relaksacyjna np. Relaxing Blues Blues Music.

.
Po zachodzie Słońca, kolejnym prysznicu i wstępnym schłodzeniu wewnętrznym można przejść do pełnego relaksu, czyli masażu ramion i nie tylko. Dalsza część atrakcji podczas relaksu zależy wyłącznie od inwencji, chęci i pomysłów. Nocne burze i wichury mogą być dodatkową atrakcją, nie pozwolą też zasnąć i trzeba program rozszerzać lub powtarzać do rana.
Miłego wieczoru, aż do… poranka.

.

.

Podróże Bazylki – III

4 komentarze

Warszawa

Miałam nie pisać o Warszawie, wiadomo dlaczego, ale przecież muszę podzielić się wrażeniami z miejsc, które wydały mi się ciekawe.

Przyjechałam do stolicy około południa i nie odmówiłam sobie pobuszowania po wielkomiejskich sklepach. Gorąco było okropnie, ale na szczęście nie roztopiłam się. Nabyłam nawet drogą kupna bluzkę z promocji, gdyż takowych promocji, kuszących w każdym sklepie, było całe mnóstwo.

Gdy nadszedł czas powrotu mojej rodzinki z pracy, skierowałam moje kroki do tramwaju, który dowiózł mnie do właściwego celu.

Celem mojego wyjazdu były oczywiście spotkania rodzinne w różnych miejscach W-wy, ale w sobotę wybraliśmy się również na miasto.

Pierwszy raz jechałam nową linią metra M2 na Stadion Narodowy. Znajduje się tam wystawa „Oceanarium Prehistoryczne” i to właśnie ona zasługuje na moje wspomnienie.

Wchodząc do środka znajdujemy się w korytarzach wijących się pod jurajskim morzem sprzed 150 mln lat. Wszystko jest możliwe dzięki nowoczesnej technologii multimedialnej. Przez ogromne ekrany zerkamy w morskie głębiny, w których pływają gigantyczne stwory: mozazaury, ichtiozaury, plezjozaury. Zwierzęta te podpływają bardzo blisko z zaciekawieniem przyglądając się obserwatorom. Ale uwaga, nie wszystkie mają przyjacielskie zamiary. W ostatniej sali oglądamy krążące nad nami prehistoryczne rekiny. Jeden z nich nawet chciał na nas zapolować. Normalnie przestraszyłam się, ale nie napiszę co się działo, możecie sami sprawdzić. Ciekawa scenografia, efekty 3D a nawet chyba 5D, półmrok i tajemnicze dźwięki dają niezwykły efekt.

Moją szczególną uwagę zwrócił stwór morski o znajomej nazwie Bazylozaur, czyli  mięsożerny prawaleń, żyjący w wodach paleogenu około 39-34 milionów lat temu (epoka eocen).

bazylozaur

Więcej o nim i o oceanarium na stronie: http://oceanarium3d.pl/basilosaurus

Czyżby to był jakiś mój praprzodek, o którym nie miałam do tej pory pojęcia 🙂 ?

Późnym popołudniem, po obejrzeniu wystawy, pojechaliśmy  na Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto. Na Krakowskim co kawałek ustawiony jest fortepian i pianiści pięknie, odświętnie ubrani grają utwory Chopina.  Mnóstwo ludzi siedzących w kawiarniach, na ławeczkach i spacerujących. Rozbrzmiewająca wszędzie wspaniała, uspokajająca muzyka. Przecudna atmosfera. Gdybym mieszkała w Warszawie, jeździłabym tam co sobota. Oprócz tego, że słucha się pięknej muzyki, przebywa się także wśród ludzi. Coś dla tych, którzy nie mają towarzystwa w domu. Na pewno po takich chwilach moje baterie byłyby naładowane.

z12154295Q,Krakowskie-Przedmiescie

To tyle, jeśli chodzi o przeżycia ze stolicy. Ale podczas powrotnej podróży też przydarzyło mi się coś po raz pierwszy. Mianowicie pozwoliłam sobie na przejażdżkę Pendolino.

pendolino

Podróż rzeczywiście szybka, z W-wy do Iławy trwała 1 godzinę i 50 minut. Siedzenia wygodne, klimatyzacja, kawka lub herbatka w cenie biletu. Tanio nie jest, chociaż i tak kupowałam bilet ponad dwa tygodnie wcześniej, więc miałam zniżkę 30%. Czasami jednak można sobie pozwolić, tym bardziej, że normalnych pociągów pośpiesznych na tej trasie jest niewiele. No, i jeszcze ciekawostka: pierwszy przystanek po Warszawie to jest Iława, a więc podróż praktycznie bez przystanków.

Zachęcam do odwiedzania stolicy. To, co ja tu opisałam to tylko kropelka w morzu tego wszystkiego, co jest tam do zobaczenia.

Przygody w Warszawie co prawda nie przeżyłam, ale czas spędziłam bardzo przyjemnie.