Warszawa

Miałam nie pisać o Warszawie, wiadomo dlaczego, ale przecież muszę podzielić się wrażeniami z miejsc, które wydały mi się ciekawe.

Przyjechałam do stolicy około południa i nie odmówiłam sobie pobuszowania po wielkomiejskich sklepach. Gorąco było okropnie, ale na szczęście nie roztopiłam się. Nabyłam nawet drogą kupna bluzkę z promocji, gdyż takowych promocji, kuszących w każdym sklepie, było całe mnóstwo.

Gdy nadszedł czas powrotu mojej rodzinki z pracy, skierowałam moje kroki do tramwaju, który dowiózł mnie do właściwego celu.

Celem mojego wyjazdu były oczywiście spotkania rodzinne w różnych miejscach W-wy, ale w sobotę wybraliśmy się również na miasto.

Pierwszy raz jechałam nową linią metra M2 na Stadion Narodowy. Znajduje się tam wystawa „Oceanarium Prehistoryczne” i to właśnie ona zasługuje na moje wspomnienie.

Wchodząc do środka znajdujemy się w korytarzach wijących się pod jurajskim morzem sprzed 150 mln lat. Wszystko jest możliwe dzięki nowoczesnej technologii multimedialnej. Przez ogromne ekrany zerkamy w morskie głębiny, w których pływają gigantyczne stwory: mozazaury, ichtiozaury, plezjozaury. Zwierzęta te podpływają bardzo blisko z zaciekawieniem przyglądając się obserwatorom. Ale uwaga, nie wszystkie mają przyjacielskie zamiary. W ostatniej sali oglądamy krążące nad nami prehistoryczne rekiny. Jeden z nich nawet chciał na nas zapolować. Normalnie przestraszyłam się, ale nie napiszę co się działo, możecie sami sprawdzić. Ciekawa scenografia, efekty 3D a nawet chyba 5D, półmrok i tajemnicze dźwięki dają niezwykły efekt.

Moją szczególną uwagę zwrócił stwór morski o znajomej nazwie Bazylozaur, czyli  mięsożerny prawaleń, żyjący w wodach paleogenu około 39-34 milionów lat temu (epoka eocen).

bazylozaur

Więcej o nim i o oceanarium na stronie: http://oceanarium3d.pl/basilosaurus

Czyżby to był jakiś mój praprzodek, o którym nie miałam do tej pory pojęcia 🙂 ?

Późnym popołudniem, po obejrzeniu wystawy, pojechaliśmy  na Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto. Na Krakowskim co kawałek ustawiony jest fortepian i pianiści pięknie, odświętnie ubrani grają utwory Chopina.  Mnóstwo ludzi siedzących w kawiarniach, na ławeczkach i spacerujących. Rozbrzmiewająca wszędzie wspaniała, uspokajająca muzyka. Przecudna atmosfera. Gdybym mieszkała w Warszawie, jeździłabym tam co sobota. Oprócz tego, że słucha się pięknej muzyki, przebywa się także wśród ludzi. Coś dla tych, którzy nie mają towarzystwa w domu. Na pewno po takich chwilach moje baterie byłyby naładowane.

z12154295Q,Krakowskie-Przedmiescie

To tyle, jeśli chodzi o przeżycia ze stolicy. Ale podczas powrotnej podróży też przydarzyło mi się coś po raz pierwszy. Mianowicie pozwoliłam sobie na przejażdżkę Pendolino.

pendolino

Podróż rzeczywiście szybka, z W-wy do Iławy trwała 1 godzinę i 50 minut. Siedzenia wygodne, klimatyzacja, kawka lub herbatka w cenie biletu. Tanio nie jest, chociaż i tak kupowałam bilet ponad dwa tygodnie wcześniej, więc miałam zniżkę 30%. Czasami jednak można sobie pozwolić, tym bardziej, że normalnych pociągów pośpiesznych na tej trasie jest niewiele. No, i jeszcze ciekawostka: pierwszy przystanek po Warszawie to jest Iława, a więc podróż praktycznie bez przystanków.

Zachęcam do odwiedzania stolicy. To, co ja tu opisałam to tylko kropelka w morzu tego wszystkiego, co jest tam do zobaczenia.

Przygody w Warszawie co prawda nie przeżyłam, ale czas spędziłam bardzo przyjemnie.

Advertisements