… czyli równość płci.

Lis ciągle głosi pogląd, że kobiety powinny nie pracować, tylko siedzieć w domu, dbać o męża i dzieci, słuchać jego poleceń,  po cichu przełykać łzy i godzić się na wszystko, czego sobie życzy pan i władca. Jeśli jednak jakieś kobiety nie pracują i są na utrzymaniu mężów, to nazywa je pijawkami, darmozjadami i takimi, co traktują mężów jak bankomat. Nie wiem, która wersja jest właściwa. A może zależy od tego, którą nogą wstanie z łóżka, chociaż wydaje mi się, że obie nie są najlepsze. Zastanówmy się w takim razie, czym jest ten znienawidzony przez mężczyzn, jak również przez niektóre kobiety feminizm. Battleofthesexes Feminizm, wbrew temu, co myśli wielu jego wrogów, nie polega na zachęcaniu kobiet do pracy na budowie i strzyżenia się na krótko. Gwarantuje im natomiast prawo wyboru – możliwość zdecydowania, jakimi kobietami chcą być. Feministki mają prawo nosić sukienki i poświęcić swoje życie wychowaniu dzieci i zajmowaniu się domem. Mają też prawo zostać strażakami i ratować ludzkie życia, a po pracy chodzić w dżinsach i zapuścić włosy pod pachami. Mogą też połączyć te dwie skrajności – obecnie bycie kobietą powoli przestaje zawierać w sobie słowo „powinnaś” i za to możemy być wdzięczne feministkom.

Ciągle nam się wydaje, iż feminizm (cóż za brzydkie słowo!), to walka o prawa kobiet. Ale jest to przecież walka o równość płci. Obu. Nie tylko kobiet. Przecież mężczyźni też są dyskryminowani na wielu polach. To matkom, a nie ojcom, najczęściej przydziela się opiekę nad dzieckiem, choć niejednokrotnie to ojciec ma lepsze warunki do wychowania dziecka. My, kobiety, często nie informujemy mężczyzn, że jesteśmy w ciąży, bo to przecież nie ich sprawa. Jakby dziecko było tylko nasze. Są jeszcze inne przypadki na różnych polach, inne dla kobiet a inne dla mężczyzn. A feminizm nie powinien być walką o to, by zrównać kobiety z mężczyznami. Powinien być walką o to, by obie płcie miały takie same prawa, takie same szanse na wszystkich polach.  By kobieta mogła zostać dyrektorem bez kąśliwych uwag, że zrobiła to przez łóżko, a mężczyzna mógł trenować balet, jeśli to jest jego pasja i nie był nazywany słabeuszem lub gejem.  By mężczyzna mógł wychowywać dzieci, jeśli taka jest potrzeba w rodzinie, a kobieta mogła rozwijać swoją karierę, jeśli jest zdolna i ma możliwości. Bez osądzania. Bez krzywych spojrzeń. Bez narzuconego nam ograniczenia, które może i dobrze się sprawdzało u narodzin ludzkości, ale teraz jest zupełnie niepotrzebne, gdyż możemy wspólnie – ramię w ramię – pracować, wychowywać dzieci, żyć.

Czyż nie byłoby lepiej, gdybyśmy żyli w społeczeństwie, które nie narzuca nam – na podstawie płci –  kim mamy być? W którym kobieta nie słyszy, że jest mało kobieca, bo woli chodzić w spodniach zamiast w sukienkach i od dziecka uprzejma ciocia informuje ją, że nikt jej nie zechce. W którym chłopak, któremu pierwsza dziewczyna złamała serce, może iść do mamy i taty i po prostu się wypłakać, a nie słyszeć,  że jest facetem, więc powinien wziąć to na klatę i przestać się mazać?

Drodzy Panowie, my, kobiety, nie jesteśmy przeciwko Wam. A jeżeli jakieś są i przy tym nazywają się feministkami, to znaczy, że nie rozumieją znaczenia tego słowa. My, kobiety chcemy, byśmy byli razem równorzędnymi partnerami. W każdej dziedzinie życia. Bo przecież nie jesteśmy w stanie bez siebie funkcjonować, tworzyć społeczeństwa, czy choćby się rozmnażać. Chciałybyśmy stworzyć jedną drużynę, a nie dwie oddzielne, zwalczające się.

Mamy szczęście żyć w kraju, w którym podstawowe prawa zostały już wyrównane, ale nadal zbyt wiele nas dzieli, by móc mówić o całkowitej równości.  Ale przecież to nie tylko my, kobiety, podlegamy mobbingowi, nie tylko my cierpimy z powodu przemocy domowej, więc dlaczego mówi się tylko o nas? Dlaczego w tych ważnych sprawach pomija się mężczyzn? Feminizm nie ma na celu Was zwalczyć, drodzy Panowie, ma na celu poprawić jakość życia. Męską i żeńską. Feminizm powinien mieć twarz obojga płci. Zaczęło się od ruchu kobiet, bo taka była potrzeba, bo takie, a nie inne były układy damsko – męskie. Teraz jednak mamy inne czasy, ale powinniśmy pamiętać, czego dokonały kiedyś kobiety dla nas  – kobiet.

Fakt, że historia polskiego ruchu kobiecego nie była gwałtowna, dynamiczna, czy niebezpieczna, fakt, że polski feminizm był w niewielkim tylko stopniu autonomiczny (jako związany z szerszą koncepcją walki narodowowyzwoleńczej), sprawia, że Polki niezwykle łatwo zapomniały o jego zdobyczach, a także o tych kobietach, które z narażeniem dobrego imienia, spokoju życia rodzinnego, kariery, szacunku społecznego itd. angażowały się w działalność emancypacyjną. Czas oddać im hołd, podkreślając, że prowadzona przez nie kampania odbywała się w warunkach specyficznej sytuacji społecznej, politycznej, ekonomicznej i kulturowej Polski – była więc częścią walki o wolność narodu polskiego, ale także ważnym ogniwem w łańcuchu działań prowadzonych przez kobiety na całym świecie. Czas oddać im hołd, a nie wyśmiewać, atakować i zwalczać.

A jak ja się odnajduję w świecie gender? Przyszłam na świat w ciele dziewczynki, wyrosłam na kobietę, byłam żoną i już do końca życia będę matką. Dałam życie fantastycznym dzieciom i wychowałam ich na dobrych ludzi. Jestem z tego dumna i współczuję mężczyznom, że nie doświadczają takich uczuć, jak matka. Dzięki macierzyństwu poznałam co to prawdziwa miłość.

Może nie jestem najpiękniejsza, ale chyba coś w sobie mam, bo zwykle jestem lubiana, mam koleżanki, kolegów i przyjaciół. Jeśli chcę, mogę się stroić, nosić koronkową bieliznę, długie do samej ziemi szerokie spódnice i ulubione przeze mnie sznury korali lub kolorowe szaliczki. Mogę też, jak chcę, nosić dżinsy i  t-shirty lub rozciągnięte swetry oraz trampki. Nie muszę się znać na samochodzie, mam od tego mojego ulubionego i przystojnego pana mechanika. Mogę wymieniać się z koleżankami przepisami i mogę ryczeć na filmach. Bycie kobietą, to jest bardzo fajna sprawa.

Może nie mamy jeszcze pełnego równouprawnienia, ale jestem świadoma tego, że nasze babki czy prababki nie mogły nawet marzyć o cieniu takiej niezależności, jaką cieszą się teraz kobiety w Polsce. I za to powinnyśmy, my kobiety, być wdzięczne feministkom. Tym prawdziwym, mądrym a nie tym walczącym nie wiadomo o co. Są różne ruchy feministyczne i niektóre z nich niosą kobietom więcej szkody niż pożytku. Są jednak takie, którym zawdzięczamy naszą dzisiejszą wolność tzn:  prawo do decydowania o sobie, prawo do głosowania, prawo do edukacji, prawo do pracy, prawo do WYMAGANIA szacunku i stawiania wymagań partnerowi (partnerowi, nie PANU I WŁADCY)

Jestem wdzięczna losowi, że nie urodziłam się w Azji czy Afryce. Jestem wdzięczna losowi za to, że ja i moja córka mamy dostęp do służby zdrowia i do edukacji i że nikt mnie nie obleje benzyną i nie ukamienuje za to, że spędzę noc z mężczyzną, który nie jest moim mężem, i że nie zostałam poddana barbarzyńskiemu  rytuałowi obrzezania. Przede wszystkim jestem człowiekiem. Jako człowiek, mam możliwość decydowania o swoim życiu – o tym w jaki sposób i z kim je przeżyję.

Na koniec chciałabym zachęcić do obejrzenia filmu „Suffragette”, który pojawi się na ekranach kin 23 października. Moja ulubiona aktorka Meryl Streep wcieli się w rolę Emeliny Pankhurst, sufrażystki działającej na początku XX wieku, dzięki której kobiety na Wyspach Brytyjskich otrzymały prawo do głosu. W obsadzie możemy znaleźć takie nazwiska jak Carey Mulligan, Helena Bonham Carter i Meryl Streep. safe_image Film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, rozgrywających się na początku ubiegłego wieku. Zobaczymy pierwsze feministki, które walcząc z systemem będą chciały zająć się  prawami kobiet. Może zmienicie zdanie o feministkach, gdy obejrzycie ten film. A więc koniecznie go zobaczcie.

Reklamy