… młodej (no, może trochę przesadziłam) kuracjuszki.

Dlaczego młodej? Bo, mimo mojego wieku, byłam jedną z młodszych uczestniczek tego turnusu uzdrowiskowego.

Zacznę może jednak od początku. Podobno sanatorium trafiło mi się, jak ślepej kurze ziarno: ARKA MEDICAL SPA – KOŁOBRZEG.

http://www.arka-mega.pl/pl/

Czterogwiazdkowy hotel przy samej plaży ze wszystkim, czego dusza zapragnie. Pokój z widokiem na morze, baseny, restauracje, kawiarnia obrotowa na 11 piętrze z widokiem na morze i Kołobrzeg, codzienne koncerty popołudniowe i wieczorne – na zmianę: fortepianowe, saksofonowe, akordeonowe, skrzypcowe lub po prostu śpiewane. Co wieczór również odbywały się dancingi lub dyskoteki. Tyle jeszcze w moim życiu się nie natańczyłam 🙂

Najważniejsze jednak było to, że cały czas, chyba pierwszy raz w życiu, mogłam poświęcić tylko sobie. To inni przygotowywali dla mnie posiłki, zabiegi i atrakcje kulturalne.

Oczywiście, o tej porze roku, obawiałam się pogody, ale i ta mi dopisała. Deszcz padał może tylko raz lub dwa, słońce świeciło częściej. Temperatura na dworze ok. 10 oC. Spacery brzegiem morza w kierunku molo i z powrotem  były przyjemnością.

WP_20151127_001

WP_20151127_009

Kilka razy był sztorm, ale to była dla mnie dodatkowa atrakcja. Nie mogłam się napatrzeć na wzburzone morze i wysokie fale. W ogóle, chyba uzależniłam się od tych morskich fal.

WP_20151130_006

WP_20151130_012

Oprócz atrakcji, które wymieniłam, były jeszcze inne. Joga 2x w tygodniu, nauka tańca – na którą jednak nie chodziłam, gdyż miałam zajęcia z tańca codziennie od 20.00 do 23.30 🙂 , ćwiczenia fitness na siłowni. Nie było jednak aerobiku, na który się nastawiałam, i niepotrzebnie brałam strój i adidasy. Dwa razy w tygodniu było także kino.

WP_20151129_017

To wszystko, to były atrakcje gratisowe. Dochodziły jeszcze te płatne, a więc niedzielne wycieczki do Niemiec, do nadmorskich miasteczek lub do Szczecina. Ja wybrałam tę ostatnią, jednak z powodów czysto osobistych. Trochę oczywiście pozwiedzałam, jednak większość czasu spędziłam z moją cudowną koleżanką ze studiów, z którą nie widziałam się 35 lat, a która właśnie tam mieszka.

Do płatnych atrakcji należały także zabiegi w hotelowym SPA. Najróżniejsze. Ja pokusiłam się z ciekawości na zabieg na stopy –  FISH SPA. Na czym on polega? Siadamy na wygodnym siedzisku, a uprzednio umyte i zdezynfekowane stopy  umieszczamy w akwarium. Rybki zabierają się natychmiast do działania. Usuwają martwy naskórek, nie uszkadzając zdrowej skóry. Zabieg ten trwa ok.  20minut (+, – ) i jest odmianą  peelingu. Zabieg ten jest bardzo przyjemny, a osoby wrażliwe na łaskotanie przyprawić może o napady śmiechu. Dodatkowo skóra stóp poddawana jest leczniczemu działaniu ditranolu, enzymu wytwarzanego przez ryby. Natomiast szczypanie rybek poprawia krążenie krwi w całym ciele. Daje więc efekt bardzo delikatnego i przyjemnego masażu. Było baaardzo przyjemnie!

FISH SPA

W sanatorium byłam pierwszy raz w życiu, więc wszystko było dla mnie nowością. Również przeróżne zabiegi. Podczas pobytu w sanatorium przydziela się kuracjuszom 54 zabiegi. Ja miałam 6 różnych zabiegów po 9 razy każdy. Pewnie do tej pory nie mam pojęcia o wszystkich dostępnych zabiegach, ale niektóre z nich poznałam:

– mnóstwo różnych masaży mechanicznych i ręcznych, klasycznych – całościowych i częściowych,

– najróżniejsze lampy,

– przeróżne prądy na różne części ciała,

– okłady i kąpiele borowinowe,

– przeróżne kąpiele solankowe,

– inhalacje solankowe

I oczywiście basen, który był dla mnie najfajniejszą atrakcją. Basen z wodą morską, temperatura wody 30 oC. Miałam tam 20 minut gimnastyki z trenerem i 20 minut pływania we własnym rytmie. Cudo!!!

1156253544

Wiemy jednak, że życie sanatoryjne to nie tylko zabiegi, posiłki i atrakcje kulturalne. Pozostają jeszcze kontakty międzyludzkie. No i cóż w „tem temacie” ? Zanim namierzyłam kogoś płci przeciwnej, na kim można by zawiesić oko, to wszyscy byli już w parach. Szczyt szybkości – dwa dni! Ja w dwa dni to jeszcze hotelu nie zwiedziłam całego, a tu gdzie się nie obejrzysz, to przytulające się pary.

Chodziłam zatem grzecznie z poznanymi koleżankami na koncerty, do kina, na spacery, a w wolnych chwilach czytałam książkę Katarzyny Bondy „Pochłaniacz” – której twórczość ostatnio zgłębiam. Gdy już przeczytałam te 670 stron i zastanawiałam się co dalej, na spacerze brzegiem morza trafił mnie, jednak, ten grom z jasnego nieba. Mimo, że minął tydzień turnusu, znalazł się jeden (całkiem przystojny) nie zajęty, który  właśnie mi stanął na drodze i mnie oczarował.

I co dalej? No jak to co? Pozostałe dwa tygodnie to były najbardziej szalone i beztroskie tygodnie mojego życia.

Szczegółów nie będzie 🙂

A teraz, niestety, to moje bajkowe życie wróciło do realu. Związek nie ma nadziei na c.d., bo dzieli nas kosmiczna odległość, a każde z nas jest wrośnięte w  taką, a nie inną  sytuację rodzinną. Jak długo wystarczą rozmowy telefoniczne? Trudno powiedzieć. Ale wiem jedno – była to cudowna przygoda w moim życiu. I Wam też takiej życzę, bo dała mi wiele szczęścia i radości.

Na You Tube znalazłam taki filmik, zrobiony przez jakiegoś kuracjusza. Można jeszcze na stronie hotelu zrobić sobie wirtualny spacer.

Ja mieszkałam w części D od strony północno – zachodniej. Miałam bardzo duży taras, ale oczywiście o tej porze roku nie używany. W łączniku do części D leciała zawsze cudowna muzyka – lekki jazzik, aż szkoda było stamtąd wychodzić 🙂

 

Reklamy