Strona główna

W jakim celu…

2 Komentarze

… żyjemy?

Po ostatniej (i nie tylko) wymianie poglądów z Lisem stwierdziłam, że dla Lisa głównym celem życia ludzi jest rozmnażanie się po to, aby zachować własny kraj, nację, religię. Nieważne są ludzkie koszty i krzywda ludzi „gorszego sortu” (czytaj kobiet).

Cóż mówi na ten temat encyklopedia:

/https://pl.wikipedia.org/wiki/Sens_%C5%BCycia/

„Sens życia – istota i cel ludzkiej egzystencji, powołanie człowieka, to, co uzasadnia trud życia i czyni je wartym przeżycia. Pytanie o sens życia jest jednym z podstawowych zagadnień różnych systemów filozoficznych i religijnych, a odpowiedź na nie, jak się uznaje, zawiera całą mądrość ludzkości.”

„W wielu społecznościach dyskusja o sensie życia jest tematem tabu, gdyż sens życia wyznaczają w nich normy religijne, ideowe lub kulturowe. Większość ludzi, bardziej lub mniej świadomie, wyznacza sobie sens życia indywidualnie; wspomagając się swoimi: wierzeniami, przekonaniami, wiedzą i uczuciami.

Współczesne koncepcje sensu życia:

Niezależnie od wyznawanych wartości sens życia rozumiemy głównie jako relację do:

– dążenia do pełnienia albo rezygnacji z różnych funkcji i ról w życiu rodzinnym i społecznym,

– ostatecznego celu istnienia człowieka jako osoby i sposobów dojścia do niego zgodnie z własnymi przekonaniami,

– sensu podejmowania lub unikania: cierpień, niedogodności, trudności i wyrzeczeń,

– sensu czerpania satysfakcji i przyjemności.

jesli_chcesz_miec_szczesliwe_zycie_skup_sie_na_17499

Filozoficzne koncepcje sensu życia:

– Powołaniem człowieka jest realizacja jego najwyższych kwalifikacji – rozumu i cnoty, stawanie się doskonalszym moralnie i mądrzejszym (przekonanie dominujące od starożytności po współczesność).

– Człowiek żyje, aby gromadzić dobre doświadczenia, które są wartościowe jako takie (np. epikureizm).

– Człowiek, tworząc siebie poprzez próby określenia swego powołania, boryka się z problematyką egzystencji – która nie ma określonego sensu ani celu (np. egzystencjalizm).

Sens życia w buddyzmie:

Według nauk buddyjskich, z pytaniem o sens życia związane jest pytanie o to jak wyzwolić się od cierpienia. Jest tak ponieważ wystarczy spojrzeć co się dzieje, gdy człowiek odczuwa cierpienie odpowiednio wielkie i długotrwałe, psychiczne lub fizyczne – wówczas zaczyna tracić sens życia i zaczyna albo go poszukiwać albo wręcz myśli o samobójstwie. Jednak, gdy ktoś odczuwa głębokie szczęście, satysfakcję i zadowolenie w danym momencie, wówczas pytanie o sens życia przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie – wszystko pasuje – nie ma problemu, a zamiast pytania pojawia się uczucie głębokiego sensu istnienia. Zatem z punktu widzenia nauk buddyjskich pytanie o sens życia sprowadza się do pytania o przyczynę cierpienia i drogę do wyzwolenia od cierpienia”

Co jest sensem i celem życia dla chrześcijanina?

Dla człowieka wierzącego w Boga najwyższym i ostatecznym celem jest poznanie Boga, oddanie Mu czci, ukochanie Go, służenie Mu i przez to współżycie z Nim w wieczności.

Celem życia człowieka wierzącego jest zbawienie i życie wieczne w chwale z Bogiem.

Pamiętajmy jednak, że Jezus zalecił, aby na tym świecie „oddać Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie”. Zatem prawdziwy chrześcijanin niespecjalnie powinien przejmować się swoim krajem i narodowością. Dla chrześcijanina najważniejsze powinno być Królestwo Niebieskie.

Fanatycy religijni (islam czy katolicyzm we wcześniejszych okresach funkcjonowania) swój sens i cel życia widzą w mordowaniu wyznawców innych religii. To też czynią w imię Boże.

A jak widzą to ateiści?

Człowiek niewierzący widzi sens i cel własnego życia we własnych staraniach o to, aby świat był lepszy, podejmowanych bez oczekiwania na nagrodę i nie z lęku przed karą po śmierci. Widzi możliwość osiągania postępu również wówczas, gdy ostateczny cel zmian nie jest określony.

148528690501

Ateiści poszukują sensu życia nie w zaświatach, lecz wśród ludzi, bliskich i dalekich, niewierzący rozwijają w sobie rodzaj gatunkowej empatii, usuwając w pewnym stopniu z pola widzenia swoje własne „ja”, wraz z jego kruchością i skończonością. Czerpią satysfakcję, jeśli potrafią się przyczynić do pomnożenia ludzkiego dobra i szczęścia.

Myślę, że sens i cel życia ateistów jest zbliżony do buddystów. Dążą do szczęścia i do pozbycia się cierpienia, chcą zdobywać wiedzę, aby przyczynić się do rozwoju ludzkości

Celem i sensem życia ateisty jest po prostu życie, które zdarza się tylko raz, radość z życia, poznawanie świata, miłość i pomaganie innym. Nie w imię nagrody, ale w imię moralności i ludzkiego humanitaryzmu.

0_0_0_392653452

Człowiek jako istota obdarzona rozumem i wolną wolą każde swoje działanie kieruje do określonego celu. Wartość człowieka zależy od tego, jaki cel sobie on w życiu wybiera i czy  do niego zdąża. Każdy jednak musi rozważyć sam, który z nich jest najwyższym i ostatecznym celem całego życia ludzkiego.

Myśląc o celach własnego życia nikt z nas nie myśli górnolotnie, tylko raczej o tym, co dotyczy nas bezpośrednio. Zarówno zwykły szaraczek, taki jak ja, jak również ksiądz, biskup, premier czy prezydent. Można się puszyć i wymyślać cele dla dobra ludzkości, ale wtedy hipokryzja wylewa się z każdej nogawki, kieszeni czy innego dowolnego otworu.

Idąc jednak tokiem myślenia Lisa:

Skoro Polacy nie mogą wymrzeć,  a najwyższym celem kobiet jest rodzenie dzieci, to zorganizujmy dla kobiet  „hale produkcyjne”, w których kobiety będą zapładniane i będą rodziły dzieci masowo. Będziemy mieć hodowlę ludzi, tak jak hodowlę krów . Nasza obecna władza „panów” jest w stanie przeforsować bezdyskusyjnie każde zarządzenie.  Będzie po polsku, patriotycznie i tylko bez hipokryzji proszę i bez wciskania kitu, że to dla dobra ludzi, a zwłaszcza kobiet.

depositphotos_11593151-stock-photo-cowboy-and-cows-farming

/Pięknie, równiutko, na łańcuchu, żadna nie podskoczy – a w środku pan i władca stworzenia 🙂 /

Reklamy

Misja i…

8 Komentarzy

… naturalny porządek

Dla naszych przodków było oczywiste, że mężczyzna i kobieta to jedność, choć mają tak inne predyspozycje i role do spełnienia. A także i to, że powinni ze sobą odpowiednio współpracować dla wspólnego dobra. I nie tylko najbliższej rodziny. Wystarczyło, że podświadomie postępowali zgodnie z naturalną i przypisaną im misją. Inną dla kobiet, inną dla mężczyzn. Naturalnym modelem rodziny i zapewniającym prawidłowy rozwój i bezpieczeństwo był patriarchat, który pozwolił im przetrwać przez tysiące lat.

Ale przez postępujący od przeszło 100 lat socjalizm i emancypację kobiet wszystko pokręciło się, także w relacjach między kobietą, a mężczyzną. Co spowodowało też rozpad wielu rodzin i przysporzyło wielu samotników.

Dla wszystkich lepiej będzie, gdy powrócimy do tradycji słowiańskiej. O czym przekonać się można po wysłuchaniu poniższych racji.

Misja Kobiety – audycja S. Striżaka „Gry Bogów”

.
Misja mężczyzny – audycja S. Striżaka „Gry Bogów”

.
Po czym, analizując swoją przeszłość, łatwo określimy błędy, jakie popełniliśmy. I być może wyciągniemy wnioski na przyszłość.

Pięć lat minęło…

36 Komentarzy

… jak jeden dzień !

Faktycznie, było to tak niedawno. Gdy po pewnym sympatycznym komentarzu w profilu na „S” postanowiłem założyć blog. Aby przenieść i rozwijać obszerne wpisy tam zamieszczone, a także móc wymieniać poglądy na tematy między-płciowe i inne.

Od nazwy konta na „S” pochodzi pierwotna nazwa blogu, zachowana w adresie internetowym. Nazwę *Kurnik* nadałem, gdy powstał pomysł na stworzenie klubu internetowego dla bardziej dojrzałych singli, który miał również funkcjonować w wymiarze rzeczywistym.
Niestety ci dojrzalsi już są tak leniwi i na tyle spierniczeli, że wolą oglądać i prezentować się głównie w sieci. Szczególnie na łamach portali randkowych. Prawdopodobnie nadal randkują lub mają nadzieję. Ale raczej nie czują potrzeby spotkania się w większym gronie, choćby na wycieczce pieszej lub rowerowej. Zapewne interesuje ich głównie ocena własnej atrakcyjności, może ustawiczne randkowanie i spotkania w „cztery gałki”, a najchętniej pod pierzyną. Choć wszyscy deklarują inaczej i zachowują się pozornie tak, jakby szukali dożywotniego partnera/partnerki. Oczywiście wymarzonego, z pomocą chemii i fizyki. Z iskrzeniem włącznie.
Do aktywnego uczestniczenia na łamach blogu też nie ma zbyt wielu chętnych, choć ostatnio pojawia się coraz więcej komentarzy zagranicznych, nawet z innych kontynentów. Głównie w języku angielskim, ale też w hiszpańskim, portugalskim i nieznanych. Przeważnie pochwalne, a nawet zachęcające do publikowania w innych blogach. Osobiście mogę odpowiadać tylko na te w językach, polskim i angielskim.

Gdyby nie *Bazylka* i *Adelajda* to blog byłby o wiele mniej ciekawy i pozbawiony komentarzy.
Bazylka jest autorką wielu ciekawych wpisów, także opisujących wrażenia z podróży i wycieczek. Jej reportaże są pasjonujące i bogato ilustrowane fotografiami.
Adelajda, choć potrafi celnie i zgrabnie pisać, dotąd nie dała namówić się na własne wpisy. Poprzestaje na komentowaniu, a głównie wyrażaniu swoich opinii. Taki to ukryty talent.

Początkowo nie przypuszczałem, że będzie to trwało latami. Ale obszerność tematyczna i ustawiczne wspomaganie ze strony Bazylki w tworzeniu nowych wpisów, pomogły w osiągnięciu małego jubileuszu ** 5 lat **.
Tylko i aż 5 lat. Ale to zawsze cUś i miejmy nadzieję, że dobijemy do „10”.
Tematów na pewno nie zabraknie.

Korzystając z okazji jubileuszu gorąco dziękuję za wsparcie i pomoc w prowadzeniu bloga Bazylce i Adelajdzie, a wszystkim czytelniczkom i czytelnikom za uwagę.
Mam nadzieję, że zamieszczone wpisy okazały się przydatne, dostarczyły ciekawych informacji, pomogły w wyciąganiu wniosków, rzuciły nowe światło, zmieniły punkt widzenia, skłoniły do refleksji i przemyśleń, wzbudziły chociaż cień uśmiechu i przysporzyły wielu chwil relaksu.

Za te niezbyt trafne, obarczone truizmami, trącące myszką, oplecione pajęczynami… przepraszam, choć czasem warto je przeczytać po raz kolejny, a najlepiej na głos. Albowiem informacja dochodząca do mózgu przez wzrok to nie to samo, co docierająca poprzez słuch.

Także przepraszam za te wkurzające sformułowania i zbyt samcze poglądy. A jeśli pojawiły się to tylko po to, by podgrzać atmosferę bloga, oburzyć i sprowokować do wymiany poglądów, ożywić atmosferę… zaciekawić czytelników. Byśmy nie zasnęli przed ekranami, nie zgnuśnieli wśród identycznych poglądów…
Nigdy nie było moim zamierzeniem obrażać kogokolwiek, drwić z płci nadobnej… czy denerwować ponad miarę.
Poza tym nikt nie jest doskonałym, a ja nie jestem polonistą ani psychologiem, a tym bardziej pisarzem. A na pewno nie literatem, choć wiem jak wygląda ‚literatka’.
Powszechnie też wiadomo, że każdy chciałby „ustrzelić” lisa. Nawet, gdy mu nie wbiegł w drogę, niczego nie powiedział lub napisał i nie zjadł nawet chorej kury.
A przynajmniej… dziabnąć go widłami za nic ;(

Pozdrawiam wszystkich tu piszących & czytających i zapraszam do dalszej, jeszcze bardziej aktywnej współpracy.

nad-redaktor Lis

5 lat, czyli…

7 Komentarzy

… jubileuszowe wspominki.

37743131-5-year-anniversary-celebration-golden-star-ribbon-celebrating-5th-anniversary-decorative-golden-invi-stock-vector

Dawno, dawno temu zarejestrowałam się na pewnym portalu dla singli. Ponieważ na co dzień trudno spotkać innego samotnego, zwłaszcza płci przeciwnej, takie portale kwitną lub inaczej, rosną jak grzyby po deszczu. Wtedy jeszcze łudziłam się, że to ma sens.

Żeglując po profilach innych szukających pary, natknęłam się na profil okropnego Lisa, który zapraszał odważne kobiety do odwiedzenia Kurnika.  Ponieważ jestem odważna, więc oczywiście skierowałam moje żagle w tę stronę. Do komentowania zachęciły mnie pomysłowe, błyskotliwe i dowcipne kurnikowe wpisy. Później się okazało, że jeszcze bardzo złośliwe wpisy, które podnosiły adrenalinę i, co tu dużo mówić, ostro wkurzały.

Wtedy jeszcze pisywała w Kurniku Kaczka Dziwaczka, ale późniejsze wredne i złośliwe teksty okropnego Lisa przepełniły czarę zjadliwości i Kaczuszka wycofała się. Ja byłam trochę odporniejsza, ale i tak kilka razy czasowo nie wytrzymywałam i robiłam sobie przerwy, żeby nabrać dystansu.

I tak, mając chwile wzlotów i upadków, przetrwałam 5 lat. Mój pierwszy wpis na tym blogu miał miejsce 26 lutego 2012 roku., ale od początku prowadziłam dyskusje z Lisem i Kaczką.

Trochę później dołączyła do nas Adelajda, ale też przestała pisywać. Chociaż czasem tu zagląda i jeszcze się odzywa.

No cóż, ja tak się twardo trzymam, bo na początku Lis obiecał nagrodę dla najwytrwalszych. Niestety, jak to zwykle z mężczyznami bywa, nie dotrzymał słowa. Nie doczekałam się ani zaproszenia na kawę, ani na wino, ani na piwo, ani nawet na jego słynny bigos z marchewki (zapomniałam jak się nazywa). Jednym słowem obiecanki–cacanki,a głupiemu nadzieja 🙂

Jakieś pół roku temu już tę nadzieję całkowicie straciłam, ale dalej się nie poddaję. Teraz już „tworzę” teksty dla własnej przyjemności.

I tak sobie koegzystujemy  wspólnie na tym blogu już całe 5 lat. Okropny Lis i ja, Gąska Bazylka  – niebożę. Dzielnie stawiam czoło Redaktorowi Naczelnemu i bronię kobiet w świecie skierowanym na ich lekceważenie, poniżanie, wykorzystywanie i stosowanie różnych form przemocy.

Tematy, które mnie również szczególnie zajmują, to oczywiście miedzyludzkie relacje oraz zdrowy styl życia i zdrowe odżywianie.

Lis też ma swoje ulubione tematy. Niektóre są analogiczne do moich, ale lubi się też zajmować zagadkami świata i wszechświata, naturą i dobrą muzyką.

Jak to się mówi: „dla każdego coś dobrego”, więc każdy może znaleźć interesujące go zagadnienia. Szkoda tylko, że tak mało osób zaglądających tu, chce z nami dyskutować i wyrażać swoje zdanie na poruszane tematy.

Ale oczywiście wszystko przed nami. To nie aż 5 lat, ale dopiero 5 lat. Mam nadzieję, że będziemy świętować następne jubileusze.

Pozdrawiam wszystkich zaglądających tu i życzę przyjemnego czytania.

Wasza Gąska Bazylka

umiechnity-niedwied-z-szampanem-i-bukiet-czerwoni-kwiaty-47518321

Etapy związku

6 Komentarzy

Niby wiemy, że nie ma w życiu nic stałego. Jednak, gdy się zakochujemy, jesteśmy święcie przekonani, że taki stan będzie się utrzymywał przez całe życie.

Skąd mamy takie idealistyczne wyobrażenie o miłości? Być może z życia rodzinnego?

Jako dzieci w normalnej rodzinie mamy pewność, że rodzice kochają nas bezwarunkowo, wiele nam wybaczają i widzą w nas to, co najlepsze. Nie wiem jak ojcowie, ale matki kochają swoje dzieci bezwarunkowo. I pragnienie takiej miłości towarzyszy nam w dorosłym życiu.

Prawdopodobnie, gdy zakochujemy się w drugim człowieku, czujemy się tak, jakbyśmy wrócili do czasów wczesnego dzieciństwa. Byliśmy jednością z matką, teraz jesteśmy jednością z obiektem naszych uczuć.

Wyobrażamy sobie, że nasz wybranek jest dokładnie taki, jak my. Rozumiemy się w pół słowa. Pełna symbioza. Widzimy tylko wspólne przekonania, tylko wspólne pasje, a nawet wspólne traumy i trudne doświadczenia, które nas spotkały we wcześniejszym życiu.

463822237

Ale po kilku miesiącach szkiełka z różowych okularów zamieniają się w różowy kisiel, który zaczyna spływać z oczu. Okazuje się wtedy, że wspólnych przekonań i poglądów jest trochę mniej, niż nam się wydawało. A jednakowe, trudne doświadczenia, niekoniecznie łączą.

Przychodzi etap zadziwienia. Przestajemy żyć wyobrażeniami o drugim człowieku i przechodzimy do faktów. Zauważamy poglądy, które się różnią od naszych a także, że lubimy w inny sposób spędzać wolny czas, i że muzyka, której lubimy słuchać niekoniecznie jest taka sama.

Czyżbyśmy jednak byli zupełnie inni?

Wchodzimy zatem w fazę sprawdzania. Ale sprawdzania samego siebie, a nie tej drugiej osoby. Sprawdzamy mianowicie, na ile jesteśmy w stanie akceptować kogoś, kto ewidentnie się od nas różni. Jeśli już jesteśmy pewni, że możemy tę inność zaakceptować, zaczyna się etap szczerości i pracy nad związkiem.

Kończy się etap fajerwerków, ekscytacji, kreacji i udowadniania. Zaczynamy się odsłaniać, czuć się swobodnie przy tej drugiej osobie, ze swoim ciałem, ograniczeniami, słabościami, czasem z jakimiś schorzeniami.

Żegnamy się z iluzją i godzimy się z tym, że nasz bliski, intymny związek nie jest tym wariantem idealnym, ale miłym naszemu sercu.

Przychodzi chyba najważniejszy etap, etap podjęcia decyzji. Robimy bilans wad i zalet naszego partnera oraz zysków i strat płynących ze związku.

Podjęcie decyzji o byciu w tym, a nie innym związku, jest bardzo ważne. Powinno nam wyznaczać drogę w razie różnych kłopotów. Powinno mobilizować i dawać siłę.

Podejmujemy decyzję, że chcemy być razem na dobre i na złe.

No i doszliśmy do ostatniego etapu. Jesteśmy razem, znamy się dobrze, przegadaliśmy tysiące godzin i wiemy o sobie wiele.

Ale czy na pewno?

Jeśli jesteśmy przekonani, że będziemy jeździć tą samą drogą na pamięć, to z pewnością będzie to początek końca.

Musimy pamiętać, że nigdy nie znamy się do końca, że ludzie się zmieniają, że spotka nas w życiu wiele kryzysów, w obliczu których często sami nie wiemy, jak się zachowamy, a co dopiero partner. Dlatego nie możemy spoczywać na laurach, tylko cały czas musimy pracować nad naszym związkiem.

Przychodzą dzieci, kłopoty z pracą, ze spłatą kredytów, przytrafia się choroba. To wszystko są kryzysy, które mogą doprowadzić do wzajemnego zaniedbania. Żeby to przetrwać, powinniśmy pamiętać o podjętej decyzji i o tym, dlaczego właśnie TĘ osobę wybraliśmy na naszego partnera (partnerkę).

2667

Etapy te dotyczą, oczywiście związków, w których dwoje ludzi jest odpowiedzialnych i wie czego chce. Jeśli są to pary, w których tylko jednej osobie zależy, a druga pozwala łaskawie się kochać, to jest to już całkiem inna historia.

Katalog typów

3 Komentarze

Ponieważ ostatnio rozmawiamy na temat różnych typów mężczyzn, pozwolę sobie kontynuować temat i poszerzyć katalog rozpoczęty przez Lisa w ostatnich komentarzach.

Przypadkiem wpadła mi w ręce książka Hanny Bakuły „Wnuczkożona czyli jak utrzymać laskę”.

W oparciu o tę książkę omówię niektóre, najczęściej spotykane typy mężczyzn (w naszym wieku}.

W opisie krótko streściłam charakterystyki tam zamieszczone, a niektóre sformułowania i określenia zaczerpnęłam z książki.

Chodzi przede wszystkim o to, aby poszukujące panie wiedziały, z kim mają do czynienia. A może i panowie zastanowią się trochę nad swoimi postawami życiowymi.

  1. Chłopobab (w przeciwieństwie do babochłopa), czyli mężczyzna metroseksualny.

6076

Nieagresywny, zadbany bywalec salonów SPA, promocji i wyprzedaży. Wymanicurowany i wydepilowany znawca kobiecych potrzeb. Pachnący dezodorantem i pozbawiony jadowitych męskich wyziewów, używający kremów i balsamów. Świadomy tego, że podoba się kobietom, więc często zmienia je, jak rękawiczki.

  1. Typ heteropolitalny

Jest męski i kulturalny, ma odnosić sukcesy zawodowe i dbać o kobiety, ma zakończyć też erę panów metroseksualnych.

Zatem męski, ale opiekuńczy. Jeśli jest taka potrzeba, chętnie zajmuje się dziećmi. Pachnie whisky, jeździ motocyklem, w sportowych ubraniach. Chętnie wędkuje i rusza na męskie wyprawy.

Nieogolone policzki, obgryzione paznokcie, obcisłe kąpielówki, pety w popielniczce i kuchnia polska obfitująca w mięcho i śmietanę.

depositphotos_79157878-stock-photo-fashionable-man-sitting-on-his

  1. „Romantyk”

Przystojny i zadbany mężczyzna. Nie pije, nie pali i nie ma robali. Przeważnie bogaty i wykształcony, oczytany i na bieżąco z tym, co się dzieje dookoła.

Każda by się chętnie w takim zakochała, ale niestety – nie dla psa kiełbasa. Nasz romantyk wierzy w wielką miłość i to od pierwszego wejrzenia. Nie chce „byle czego”, a więc latka lecą, a on ciągle sam.

Nie przeszkadza mu to, oczywiście, „zaliczać” kolejne panie, gdyż ma powodzenie i przecież ciągle „szuka”.

  1. Kochaś – playboy.

Ma żonę, rodzinę i dom. Przychodzi jednak moment, że facet jak wilk stepowy, zaczyna wyć do księżyca i marzyć o wyuzdanym seksie z młodszą i zgrabniejszą.

Na początek kochanki z najbliższego otoczenia: sekretarka, koleżanka, siostra żony lub żona kolegi. Po co daleko szukać?

Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia i mamy stale urzędujących na portalach randkowych playboyów.

Proponują gorący seks z gwarantowaną satysfakcją już w pierwszym liście wysłanym do ewentualnej ofiary.

Nie zawsze te ekscesy kończą się dobrze dla naszego kochasia, żyjącego często na koszt własnej żony. Dla jego rodziny też, niestety, źle się to kończy.

  1. Ma długi.

Starawy, siwy, niezbyt przystojny, z wyraźnie zarysowaną ciążą spożywczą, mizogin, politykier, potrafiący pić i gadać tylko z facetami. Za to święcie przekonany o własnej szatańskiej i długiej męskości. Uważa też, że tylko długie jest piękne, dlatego też szuka długonogich anorektyczek lub co najmniej modelek, które podobno „stadami” na niego lecą.

Przy okazji historyjka na temat „mam długi” (z książki):

Pewien młodzieniec miał bogatego wujka w Australii. Napisał do niego telegram „Błagam, przyślij pieniądze, mam długi”. Odpowiedź przyszła szybko: „A ja mam krótki, sorry, z długim zarobisz sam”.

  1. Modelarz

Modelarz to gość, który klei się do modelek. Modelarzy mamy mnóstwo, zwłaszcza na portalach randkowych. Przeważnie niscy, tłustawi i zamożni. Często podstarzali, ale uganiają się za dwudziestoletnimi modelkami, starszym często blokując dostęp do swoich profili.

Tacy dziadziusie maja do rozmowy kolegów, do życia rówieśniczkę – żonę, a modelka jest potrzebna do pokazania – niech koledzy zazdroszczą.

Modelarze mają wysokie poczucie własnej wartości, a uwieszenie się na patyczaku jest symbolem statusu erotycznego (chociaż tak naprawdę już niewiele mogą).

starszy-facet

  1. Potworek

Mieszkający pół życia z mamusią, bo jest leniwy i wygodny. Szuka partnerki, która zastąpi mu kobiety wpatrzone w niego do tej pory. A więc starszej, zaradnej, pracowitej gosposi, która zgodzi się na bezwarunkowe zamieszkanie u niego w domu.

Taki potworek staruszkiem staje się już po czterdziestce. Wypina brzuszek, szura papućkami, szybko zapomina o tak nieistotnym aspekcie życia, jakim jest seks. Woli zajadać ciasto przed telewizorem, a partnerkę (żonę) zaczyna nazywać mamuśką.

000

Niereformowalny! Uciekajcie przed nim jak najdalej!

  1. Sprytny czub.

Czub wygląda jak najbardziej normalnie. Często ma smutne spojrzenie człowieka, który wiele widział, choć nie widział niczego, bo mieszka z matką w bloku lub w kawalerce po babci.

Mówi romantycznie o wielkiej miłości, przynosi polne kwiaty, zachwyca się nową kobietą swojego życia. Woli siedzieć sam z ukochaną ofiarą, bo a nuż mu ucieknie. Bredzi o swoich ideałach, przy których jej są skarlałe i trywialne.

Swoimi teoriami wpędza swoją wybrankę w ciągłe poczucie winy, że ma więcej od niego.

Świr wie swoje na temat relacji z kobietą, która go zrozumie. On mówi i maluje, ona słucha i patrzy. On się upija, ona patrzy. Ona się upija, on nie patrzy, bo się wyprowadza, żeby wrócić po pierwszym przepraszającym telefonie. Jest próżny i egocentryczny. Widzi tylko siebie i swoje problemy. Cały czas nadąsany, dąży do zwarcia, żeby pokazać, jaki jest biedny i niedoceniany. Gada głupoty, a potem jęczy, że kocha. Dzidzia emocjonalna.

Bardzo dobrze oddaje jego charakter piosenka Kory „To tylko tango” – wsłuchajcie się.

Na tym zakończę omawianie wybranych typów mężczyzn. Kto jest zainteresowany dokładniejszą charakterystyką i kolejnymi typami, niech zajrzy do cytowanej przeze mnie książki.

A kto zna inne przykłady męskich typów, niech się z nami podzieli.

Takiego chłopaka czyli…

3 Komentarze

… właściwie jakiego ???

Poszukujące drugiej połówki same nie wiedzą kogo szukają.
Zapytane o to coś tam bąkają, zmyślają lub wymieniają pozytywne cechy byłego i chciałyby spotkać duplikat.
I raczej dobrze wiedzą kogo nie chcą. Ale to nie jest dobry wskaźnik do poszukiwań i wyboru tego właściwego. Jeśli eksperymentują i biorą na próbę jak leci, to tylko tracą cenny czas, miesiące i lata.

.
Wszystkie poszukujące namawiam do wypisania na kartce, a najlepiej w notesie, cech poszukiwanego, w kolejności od najważniejszych do mniej istotnych. Ewentualnie z dopisaniem przy każdej, jej ważności w skali 1-5.
I do częstego zaglądania do tego wykazu.

Older Entries