Zielona polanka, a na niej zielone kapelusiki, zielone mundury. Tak, to nasi „przyjaciele” zwierząt – myśliwi. Huczna zabawa, podchmielone głosy, siarczyste przekleństwa, śmiechy. Młody dzik nadziany na szpikulec dopieka się na ogniu. Parę innych w kałuży krwi, poszarpanych i pokaleczonych leży nieopodal. Oj nie lubią nasi panowie, nie lubią, kiedy się na nich spogląda; nadzy w swej brutalności, bez aureoli „dobroczyńców”, czują się jakby nieswojo.

pokot-pazece-02-regular

Tak, to obraz myśliwych, którzy nazywają się obrońcami przyrody. Sami się tak nazywają, bo tak naprawdę myślistwo, to jeden z najohydniejszych procederów  uprawianych przez człowieka.

„Myśliwymi są przede wszystkim osoby majętne, z tzw. establishmentu: politycy, księża, sędziowie, prokuratorzy, wysoko postawieni policjanci, lekarze weterynarii, lekarze, przedstawiciele biznesu i finansjery, leśnicy, tzn. miejscowa elita. Polowanie jest „rozrywką” dla bogatych, ludzi z establishmentu, którzy podczas polowań  zawierają przydatne znajomości, uzgadniają ważne dla nich sprawy, dogadują się biznesowo.

Wśród byłych i obecnych polityków polskich myśliwymi są m.in. minister środowiska J. Szyszko, dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski, Paweł Kukiz,  Bronisław Komorowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Radosław Sikorski, Janusz Palikot, Dariusz Rosati, Elżbieta Radziszewska, Waldemar Pawlak. Mąż premier B. Szydło także jest myśliwym. Zresztą, poluje prawie cała lewica, a PSL poluje wręcz namiętnie.”

A skoro księża także namiętnie polują, to cały ten proceder jest uświęcony kościelnym kropidłem. Człowiek pan i władca, ambasador Pana Boga na Ziemi, może przecież robić ze zwierzętami wszystko co chce.

A co robi?

„Myśliwi zabijają rocznie ponad 900 tys. zwierząt. W sezonie łowieckim 2015/2016 zastrzelili ich 927 tys., w tym: 6 812 danieli, 75 447 jeleni, 187 971 saren, 310 329 dzików, 151 478 lisów, 88 449 bażantów i 90 325 kaczek. Są to oczywiście tylko oficjalne dane ze strony Polskiego Związku Łowieckiego – liczba zabitych zwierząt może być znacznie większa. Zenon Kruczyński, były myśliwy i autor książki „Farba znaczy krew” podaje, że może to być nawet 1,5 miliona rocznie.”

69448c38-e9c1-4f25-95e1-5f16e343e3c9

/A w tym wszystkim dzieci. No cóż, niech się uczą zabijać./

„Myśliwi zabijają cielęta jeleni i danieli, koźlęta saren, jagnięta muflonów, warchlaki dzików. Zabijają dzieci. Mogą zabijać dzieci dzików – warchlaki już od momentu, kiedy te skończą 1 dzień. Zabijane są również zwierzęta w ciąży lub zwierzęta opiekujące się małymi  (karmiące je) (locha dzika, łanie jeleni, saren).  Locha dzika może być zabita nawet na dzień przed porodem! Ciężarne łanie myśliwi zabijają do końca czwartego miesiąca ciąży (ciąża trwa 7 miesięcy), ciężarne sarny zabijają do końca szóstego miesiąca (ciąża trwa 9 miesięcy). Wszystko to odbywa się w zgodzie z obowiązującym prawem.”

[W cudzysłowie są fragmenty tekstu ze strony:   http://czarnaowca.org/blog/robia-mysliwi-lesie/    ]

Zwierzęta giną po cichu, bo nikt nie widzi ich rozszarpanych śrutem wnętrzności ani porąbanych ciał. Te stworzenia, dla których ziemia jest też ojczyzną, stanowiące istotną część jej naturalnego piękna – nie umieją się bronić. Łagodne oczy saren, rącze nogi zajęcy, białe, rozpostarte w locie skrzydła gęsi, nie mają szans przed wycelowanymi lufami.

Człowiek w pojedynkę czatuje na te biedne zwierzęta w swoich ambonach, albo w zorganizowanej grupie urządza nagonki, żeby zwierzę najpierw niemal na śmierć zagonić, a potem własnoręcznie dorżnąć. Sport, rozrywka, zabawa dla nielicznych, wybranych – tych rodzimych i tych „dewizowych” panów.

I nie wierzcie tym, którzy twierdzą, że przez odstrzał zwierząt przywróci się zachwianą równowagę ekologiczną. Jak mogą przywrócić ją ci, którzy sami w sobie równowagi nie mają, nie posiadają nawet elementarnego zmysłu moralnego, ani elementarnej wrażliwości. To oni są największymi szkodnikami przyrody, którzy rozrywając naturalne więzi rodzinne zwierząt, zakłócają naturalny rytm ich rozrodu i sami nakręcają tę ekologiczną nierównowagę.

Najpierw dokarmiają zwierzęta, żeby przyzwyczaić je do miejsc, gdzie mogą znaleźć jedzenie, a potem je tam wybijają. Jak można zgłodniałe zwierzęta wabić pokarmem, a kiedy ufne podchodzą, strzelać do nich? Jak można urządzać na nie mordercze nagonki.  Wiele zwierząt zranionych, z rozerwanymi wnętrznościami, dogorywa nieraz jeszcze długo w straszliwych męczarniach, podczas gdy panowie myśliwi podziwiają swoje trofea i urządzają „wielkie żarcie” i to na dodatek w poczuciu dobrze spełnionego wobec przyrody obowiązku.

Jak w ogóle w kraju, który zwie się chrześcijańskim może istnieć takie zjawisko jak myślistwo? Dlaczego Kościół daje na to przyzwolenie? Jak pokrętnie interpretowane zostaje boskie przykazanie „Nie zabijaj”.

polowanie_22345763

/Czyż to nie barbarzyństwo?/

Myśliwi mają nawet swojego patrona – św. Huberta. Zobaczmy, któż to był.

Hubert urodził się w 655 roku w Gaskonii, był potomkiem królewskiego rodu Merowingów. Zamiłowanie do polowania odziedziczył po swoim ojcu. Otóż mówi się, że gdy żona Huberta wyjechała do swojej umierającej matki, jej osamotniony mąż zaczął hulaszcze życie, a nade wszystko pokochał polowania, które zmieniły się w rzezie zwierzyny prowadzone bez umiaru. W trakcie jednego z takich polowań Hubert ujrzał wynurzającego się z kniei wspaniałego jelenia z krzyżem, jaśniejącym niezwykłym blaskiem pomiędzy pięknymi rozłożystymi rogami. Jednocześnie usłyszał nieziemski głos: „Hubercie! Dlaczego niepokoisz biedne zwierzęta i zapominasz o zbawieniu duszy?”.

Wydarzenie to spowodowało wewnętrzną przemianę Huberta, który od tego momentu zmienił swoje życie. Wobec takiego rozwoju spraw, nie rozumiem, dlaczego właśnie św. Hubert jest patronem myśliwych. Jeśli chcą brać z niego przykład, to powinni się nawrócić i przestać zabijać biedne zwierzęta. Jak wszędzie, tak i tutaj panoszy się wszędobylska hipokryzja.

Kiedyś ludzie polowali, żeby przeżyć. Teraz takiej potrzeby nie ma. Jest mnóstwo produktów pochodzenia roślinnego, które pozwalają człowiekowi przeżyć. Jest mnóstwo materiałów, które pozwalają się ubrać bez zabijania zwierząt. Nie trzeba też zabijać zwierząt, żeby nosić torebki, portfele czy buty . A już na pewno nie trzeba mordować całych stad zwierząt, które żyją sobie dziko i tylko fanaberie człowieka usprawiedliwiają funkcjonowanie takich praktyk.

Podobnie sprawa wygląda z hodowaniem i mordowaniem zwierząt. Podczas gdy 10 milionów ludzi umiera corocznie z głodu, a prawie miliard ludzi cierpi z powodu niedożywienia, 37% światowego plonu zbóż przeznacza się na paszę dla zwierząt hodowlanych. W Stanach Zjednoczonych odsetek ten wynosi 66%. Karmiąc bydło zbożem, tracimy 90% białek roślinnych, 99% węglowodanów i 100% błonnika. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że z niespełna 1/2 hektara ziemi uprawnej można wyprodukować około 20 ton ziemniaków, 15 ton marchwi, 25 ton pomidorów lub 125 kilogramów wołowiny – zaczniemy mieć pojęcie o skali marnotrawstwa nieodłącznie związanego z produkcją mięsa.

Zwierzęta hodowlane codziennie zjadają góry żywności – żywności, której brakuje do nakarmienia ludzi! Z obszaru ziemi uprawnej wielkości 5 boisk futbolowych (10 hektarów) można uzyskać wystarczająco: soi, aby nakarmić nią 61 ludzi; zboża, aby nakarmić nim 24 ludzi; kukurydzy, aby nakarmić nią 10 ludzi; mięsa, aby nakarmić nim 2 ludzi

Oprócz tego hodowla inwentarza żywego jest bardziej destruktywna dla środowiska naturalnego niż jakakolwiek inna działalność człowieka. Niszczenie dzikiej przyrody, skażenie wód gruntowych, zanieczyszczenie rzek i jezior, kwaśne deszcze, destrukcja warstwy ozonowej, wycinanie lasów tropikalnych, erozja gleb, rozszerzające się pustynie – hodowla zwierząt i produkcja mięsa jest często główną przyczyną tych problemów.

I tak mogłabym jeszcze długo, długo pisać o tych wszystkich przerażających stronach traktowania zwierząt przez człowieka. Ważniejsze jednak jest, jak długo jeszcze potrwa ten ogromny w skali mord, rzeź, ubój, odstrzał? Jak długo jeszcze zwierzęta pozostawać będą w ustroju niewolniczym – urzeczowione, uprzedmiotowione, pozbawione elementarnych praw do życia, rozwoju, wolności? Jak długo będą one dla nas tylko statystycznym pogłowiem, a nie żywymi, czującymi jak my istotami, naszymi młodszymi braćmi w stworzeniu?

A do tych wszystkich rozważań sprowokował mnie głośny ostatnio film Agnieszki Holland „Pokot”. Ciekawa byłam tego filmu, gdyż był kręcony w pobliżu Międzygórza akurat wtedy, gdy byłam tam jakieś 1,5 roku temu. Wiedziałam również, że będzie to film broniący praw zwierząt. I nie rozczarowałam się. Oczywiście, spowodował wiele refleksji związanych z traktowaniem zwierząt. Ale zobaczyłam też dużo zwyczajnych, prawdziwych i trudnych ludzkich emocji.

Film trochę kontrowersyjny, nie tak znów polityczny,  ale też taki zwyczajnie” ludzki”.

pokot_agnieszkamandat_byrobertpalka

/zdjęcie z filmu/

Tytuł mojego wpisu pożyczyłam, oczywiście, od filmu.

 

Reklamy