Strona główna

Podróże Bazylki – 2017

1 komentarz

PODLASIE

Jest, niestety, wiele miejsc w Polsce, których jeszcze nie odwiedziłam. Takim miejscem było również Podlasie. Tak naprawdę byłam tam może ze sto lat temu, czyli wtedy, gdy byłam nastolatką i chodziłam jeszcze do szkoły. Niewiele jednak z tej wycieczki pamiętałam.

Trafiła mi się jednak okazja, żeby z przyjaciółmi pojechać w tę piękną i ciekawą krainę. Nie była to może długa wyprawa, ale wypełniona po brzegi nowymi miejscami i ciekawymi historiami.

Dzień pierwszy.

Była to długa podróż ( prawie 400 km) w trakcie której pocieszyliśmy się regionalnymi potrawami. Ja pozwoliłam sobie na kartacze (lub inaczej cepeliny), i była nawet wersja wegetariańska – z pieczarkami.

Hajnówka przywitała nas zachodem słońca, a gospodarze, u których spaliśmy, ogniskiem, garem bigosu i innymi smakołykami.

Spaliśmy w podlaskim, drewnianym domu, których na Podlasiu jest przewaga w każdej miejscowości.

Takie wsie wyglądają niesamowicie, jakby wylądowało się w innych czasach. O tych domach możecie przeczytać na stronie

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zdobnictwo_drewnianych_dom%C3%B3w_na_Podlasiu

Stamtąd też pochodzą zdjęcia:

800px-Podlaskie_-_Narew_-_Trześcianka_Domy_20110910_02

Kotówka_003

Dzień drugi – Białowieża

Po obfitym śniadaniu, które miało dać nam siłę na większość dnia, ruszyliśmy najpierw do REZERWATU ŻUBRÓW.

IMG_20170603_103610

W rezerwacie, oprócz żubrów, przebywają również inne zwierzęta, np.:

Dziki – tego dnia wygrzewające się na słonku

IMG_20170603_094913

Wilki, które bardzo ładnie nam się zaprezentowały

IMG_20170603_100448

IMG_20170603_100544

Koniki polskie

IMG_20170603_100027

Żubronie – krzyżówka żubra i bydła domowego

zubron

Oczywiście żubry, które trochę nam się schowały

zubr

I mnóstwo innych zwierząt: żbiki, rysie, sarny, jelenie itd.

Zauważyliśmy też pierwszy raz wyschnięte świerki, zjedzone przez kornika drukarza, o których ostatnio jest tak głośno.

IMG_20170603_093416

Kolejny punkt naszej wycieczki to Białowieski Park Narodowy

IMG_20170603_110156

Najpierw udaliśmy się do Muzeum Przyrodniczo- Leśnego.

Muzeum to jest najstarszym muzeum w polskich parkach narodowych i równocześnie najstarszym, czynnym muzeum województwa podlaskiego. Jego tradycje sięgają okresu międzywojennego, a w swoich zbiorach posiada wiele cennych kolekcji naukowych i rzadkich okazów.

Siedzibą Muzeum Przyrodniczo-Leśnego Białowieskiego Parku Narodowego jest nowoczesny budynek, w którym w sposób innowacyjny i atrakcyjny prezentowane są zbiory przyrodnicze z dziedziny zoologii, botaniki, historycznego użytkowania Puszczy. Szczególnie silnie akcentowane są procesy ekologiczne charakterystyczne dla Białowieskiego Parku Narodowego.

Na uwagę zasługuje także Dworek Gubernatora Grodzieńskiego. Choć wygląda jak wyjęty z rosyjskiej bajki, istnieje naprawdę, i to od 1845 roku. Uroczy, drewniany Dworek Gubernatora Grodzieńskiego w Białowieży został wybudowany na terenie Parku Pałacowego i jest najstarszym budynkiem znajdującym się w polskiej części Puszczy Białowieskiej. Od lat przyciąga wzrok miejscowych spacerowiczów i zachwyca turystów tłumnie odwiedzających Białowieski Park Narodowy.

IMG_20170603_130706

Po krótkim odpoczynku i lekkim posiłku spotkaliśmy się z przewodnikiem, z którym to ruszyliśmy w Puszczę. Do ścisłego rezerwatu można wejść tylko z przewodnikiem i na szczęście udało nam się zdobyć przydział mimo, że wcześniej nie rezerwowaliśmy przewodnika ( po prostu nie wiedzieliśmy, że sytuacja jest tak skomplikowana).

IMG_20170603_141215

Przewodnik przekazał nam mnóstwo ciekawych wiadomości na temat drzew w puszczy i zwierząt tam żyjących. Opowiedział  ciekawe historie związane z polowaniami królewskimi i historie związane ze zmieniającym się stanem żubrów na przestrzeni lat. Przedstawił nam również sytuację  związaną z umierającymi świerkami w puszczy i kornikiem drukarzem. I przyznaję, że całkiem inaczej to sobie wyobrażałam i nie miałam pojęcia o sprawie. Ale zdanie tych, co się znają i tam mieszkają brzmi: NIE WYCINAĆ!

W puszczy spędziliśmy ponad 4 godziny i nie powiem, gdzie mi nogi wchodziły po tak długiej trasie.

To jeszcze jednak nie był koniec naszego zwiedzania.

Kolejny punkt naszej wycieczki to Skansen Sioło Budy. Skansen ten, to przeniesione, całkowicie autentyczne i ostatnie istniejące, chutorowe gospodarstwo kresowe z pierwszej połowy XIX wieku. W jego skład wchodzą: bardzo dobrze zachowana chata z 1836 roku, z jedynym zachowanym w Polsce czynnym drewnianym kominem, chlewik, stodoła, wozownia, studnia z żurawiem, bróg na siano oraz ogrodzenie z płotu tynowego.

IMG_20170603_183051

Po obejściu skansenu pojechaliśmy jeszcze na Szlak Dębów Królewskich. I chociaż nogi odmawiały już posłuszeństwa, to pokonaliśmy tę trasę podziwiając ogromne, kilkusetletnie dęby nazwane imionami królów i królowych polskich. Przed każdym dębem była tabliczka informująca o wymiarach i wieku dębu oraz o królu/królowej, których imieniem był dąb nazwany. Tak stronniczo wybrałam tabliczkę z imieniem Barbary.

IMG_20170603_180416

IMG_20170603_180604

Do domu , na nocleg, wylądowaliśmy ok. 20, ale znaleźliśmy jeszcze siłę, żeby smakować podlaskie smakołyki i integrować się z gospodarzami 🙂

Dzień trzeci – Białystok.

Tego dnia pożegnaliśmy Hajnówkę i wyruszyliśmy na północ, do stolicy województwa podlaskiego. Białystok jest  największym miastem północno-wschodniej Polski , mieliśmy jednak niewiele czasu na jego zwiedzanie, gdyż był to również dzień naszego powrotu do domu.

Zobaczyliśmy Pałac Branickich – czyli zabytkowy pałac w Białymstoku, który jest jedną  z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich epoki saskiej na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej w stylu późnobarokowym, określany mianem „Wersalu Podlasia”

IMG_20170604_110058

Obejrzeliśmy także ogród francuski i ogród angielski, roztaczające się wokół pałacu,

IMG_20170604_110648

Kolejnym obiektem, który odwiedziliśmy była tzw. Bazylika Mniejsza, czyli Zespół Bazyliki Archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Białymstoku – zespół świątynny w Białymstoku, złożony z dwóch połączonych ze sobą budynków kościelnych: starego (z początku XVII wieku) oraz nowego (z początku XX wieku).

Minor_basilica_in_Bialystok_1

Przepiękny kościół zrobił na nas ogromne wrażenie.

Posiedzieliśmy sobie także przy kawie, na Starym Mieście, pod Ratuszem po to, żeby poczuć atmosferę miasta. Pogoda była piękna, otoczenie przyjemne, mnóstwo spacerujących ludzi. Trafili nam się nawet piłkarze Jagiellonii Białystok przed meczem z Legią. Spacerowali sobie po deptaku, przy Ratuszu, w swoich klubowych strojach.

Przyszedł jednak moment, że trzeba było pożegnać Białystok i Podlasie, i ruszyć w powrotną podróż. Na pewno tam kiedyś wrócę, bo nie zobaczyłam jeszcze wielu ciekawych miejsc w tym regionie.

Was też zachęcam do podróży na Podlasie. Piękne, urokliwe wsie i miasteczka, mnóstwo zabytków, tajemnicza puszcza i smakowite regionalne potrawy.  Naprawdę warto!!!

 

 

 

Nieczystość

Dodaj komentarz

osiem-duchow-zla-nieczystosc-700x454

Nieczystość – temat morze – dlatego będzie krótko.

Przez całe stulecia grzech ten dotyczył w zasadzie tylko kobiet. Mężczyźni mogli zawsze, wszędzie i z kim tylko chcieli. Nawet papież Aleksander VI Borgio zorganizował w Watykanie całe miasteczko prostytutek dla siebie i całego dworu. Kobiety natomiast musiały być dziewicami do zamążpójścia, bo inaczej uzyskiwały miano nierządnic i były bardzo surowo karane np. chłostą, wygnaniem z miasta, spaleniem na stosie, ukamieniowaniem…. itp., itd.

Grzech nieczystości, to grzech związany z innymi grzechami, ale skupię się na nieczystości cielesnej, bo głównie w ten sposób kojarzy nam się ten grzech.

Mam wrażenie, ze w dzisiejszych czasach jest to grzech, którym ludzie przejmują się najmniej. Jako bywalczyni pewnego portalu randkowego, ciągle nie mogę się nadziwić, jak beztrosko panowie, a podobno też panie, proponują niezobowiązujący seks, będąc w związkach i mając napisane wyznanie rzymskokatolickie.

3dd5bed8c31eff1045ae10c125fe6b4e3127

Małżonkowie nie przejmują się seksem pozamałżeńskim, księża nie przejmują się seksem „pozacelibatowym”, a jeszcze tragiczniej wygląda sprawa pedofilii w stanie kapłańskim.

Z powodu namiętności związanych z grzechem nieczystości, ludzie są w stanie zaryzykować utratę rodziny, majątku, szacunku czy  pozycji społecznej. Żadne poczucie grzechu czy możliwość nadejścia kary w życiu doczesnym lub w piekle nie jest w stanie powstrzymać ludzi przed tego rodzaju grzesznymi czynami.

A może zachowanie czystości przez człowieka jest niezgodne z jego naturą? Skoro Bóg stworzył człowieka z takimi instynktami, to czemu wymyślił taki grzech? To jest zagadka!

Fakt jest jednak faktem i grzech nieczystości jest wymieniony wśród siedmiu grzechów głównych.

Bójcie się zatem grzesznicy, rozpustnicy i cudzołożnicy!!! Kara zapewne będzie wielka!!!

big_1

Na koniec taka ciekawostka a propos:

Niedawno oglądałam program Doroty Szelągowskiej „Tu jest pięknie”. W programie tym odwiedza różne nietypowe hotele. W tym odcinku była w „Oczyszczalni” – podobno niedaleko Warszawy.

W tym hotelu w jednej części znajdują się pokoje nazwane grzechami głównymi a w drugiej części nazwane cnotami. W każdym pokoju na ścianach prezentowana jest sztuka twórców mających znaczenie w historii malarstwa, odpowiednio dopasowana tematycznie do  nazwy pokoju.

Jest jeszcze drugi hotelowy budynek, pod nazwą „Rozpieszczalnia”, gdzie znajduje się np. pokój o nazwie NIEBO.

Bardzo to wszystko oryginalne, chociaż niekoniecznie chciałabym mieszkać w każdym pokoju. Obrazy na ścianach są bardzo wymowne i czasem przerażające.

 

Chciwość

Dodaj komentarz

Greckie słowo pleoneksia – chciwość – wyraża demonstracyjne i zachłanne nabywanie korzyści. Słowo to mieści w sobie wyobrażenie łapczywości i arogancji, pragnienie nadmiaru, posiadania ciągle więcej i więcej, i zawsze więcej niż inni.

osiem-duchow-zla-chciwosc-700x454

Nie będę tu rozważać podejścia Kościoła, Biblii czy Pisma Świętego do tego tematu. To zostawiam księżom. Ja bym chciała tylko zasygnalizować problem w naszym życiu, który u wielu ludzi istnieje, ale bardzo łatwo się z niego rozgrzeszamy i zapominamy, że jest to coś, co może zniszczyć nasze życie.

Jak naprawdę należy nazwać ten grzech? Chciwość czy skąpstwo? Musimy to rozróżnić. Chciwość to pragnienie zdobycia dóbr, skąpstwo zaś to namiętna chęć zatrzymania ich na własność. O ile chciwość jest brakiem zadowolenia z aktualnego stanu, o tyle skąpstwo jest sprzeniewierzeniem się hojności polegającej na dzieleniu się dobrem z innymi. Każdy, biedny i bogaty, może nadmiernie pragnąć więcej. Każdy, nawet biedny, może skąpić potrzebującym tego, co posiada. Ale to bogaci są, z natury rzeczy, bardziej narażeni na grzech chciwości i skąpstwa. Więcej posiadają, więc większa ciąży na nich odpowiedzialność. W odniesieniu do wad, chciwość jest tym, czym dla cnót szczodrobliwość. Chciwość jest przeciwieństwem szczodrobliwości

389

Chciwość jest jak studnia bez dna, jak dziura w sercu. Doskonałym przykładem jest tu bajka o Złotej Rybce, która ma przestrzec, nie tylko dzieci, przed uleganiem swojej zachłanności.  Żona Rybaka chce coraz więcej, aż traci wszystko z powodu swojej pazerności

Niektórzy uważają, że to dzięki ludzkiej pazerności rozwija się nasza cywilizacja…, bo ludziom nigdy nie jest dosyć, więc pracują na nowy samochód, mimo że poprzedni mógłby jeździć jeszcze 10 lat. To chciwość sprawia, że chcemy mieć więcej, niż nam naprawdę potrzeba – ciągle nowe ubrania, domy, komórki i coraz więcej pieniędzy.

d919508481

Chciwość dotyczy nie tylko dóbr materialnych. Można być chciwym miłości – wtedy człowiekowi nigdy nie jest dość dowodów tego, że inna osoba go kocha. Można być chciwym władzy, uznania, nawet jedzenia! Osoba chora na bulimię (żarłoczność psychiczna) pragnie jeść i jeść, aż do „zjedzenia wszystkiego”.

Chciwość jest naprawdę „grzechem głównym” – jej leczenie w dorosłym życiu jest trudne i długotrwałe. To dlatego, że korzenie tego uczucia leżą podobno głęboko w naszej osobowości – zachłanność wykształca się jeszcze wtedy, gdy dziecko nie umie mówić ani myśleć.

Chciwa osoba skupiona jest jedynie na tym, aby wziąć jak najwięcej. Nie umie być bezinteresowna. Jeśli chciwość owładnie czyimś życiem, sprawia, że staje się ono coraz bardziej nieszczęśliwe, jest gonitwą za iluzją i przynosi rozpacz. Chciwa osoba nigdy bowiem nie dostanie tego, czego pragnie, bo ona pragnie ciągle „więcej”.

Chciwość może być motorem działania, osiągania sukcesów, ale nie dzięki niej nasza cywilizacja osiąga postęp. Świat rozwija się w pożądanym kierunku przede wszystkim dzięki dobrej woli, dążeniu do uwolnienia się od cierpień i chorób, kreatywności, ciekawości świata i pracowitości. Chciwości prawdopodobnie doświadczają wszyscy ludzie, ale różne są obiekty tego uczucia (np. pieniądze, uznanie, jedzenie) i jego siła. To, czy ma destrukcyjny wpływ na nasze życie, zależy m.in. od tego, czy w naszej psychice wykształciły się mechanizmy obronne wobec niej: wspaniałomyślność, wstrzemięźliwość, wdzięczność, bezinteresowność.

Na koniec przytoczę jeszcze przykład z ostatnio czytanej przeze mnie książki Daniëlle Hermans „Tulipanowy wirus”. [ więcej o książce    http://marginesy.com.pl/sklep/produkt/132983/tulipanowy-wirus/  ]

Jej fabuła oparta jest na szaleństwie tulipomanii i momencie pęknięcia bańki spekulacyjnej w XVII-wiecznej Holandii – pierwszego takiego zdarzenia w dziejach. To historia, która opowiada o wolnej woli, nauce i religii, ale także o chciwości, pysze i arogancji.

Tulipomania – 1634 – 1637 jest znana jako najstarsza bańka giełdowa. Ludzie wtedy, z powodu własnej chciwości, potracili całe majątki.

W tym czasie tulipany stały się tak modne i pożądane, że ich cena wzrastała nawet o 2000% na miesiąc. Aby móc dokonać zakupów cennych cebulek pozbywano się nierzadko osobistych kosztowności, majątku i nieruchomości. Zaciągano nawet kredyty, które miały być spłacone z przyszłych zysków ze sprzedaży tulipanów. Zdarzało się, że zamieniano nieruchomości, ziemię czy bydło na cebulki tulipanów. Niektórzy sprzedawali wszystko co mieli, aby kupić upragnione sadzonki. Wiele osób dorobiło się fortun, inni stracili majątki. Dochodziło do sytuacji, w których sprzedawano już posadzone tulipany albo te, które zamierzano posadzić. Tulipany jak i inne płody rolne charakteryzują się sezonowością dostaw. Z tego powodu handlowano nimi zawierając kontrakty terminowe i opcyjne.

/najdroższy okaz tulipana w historii – Semper Augustus/

semper-augustus-798x380

Szczyt bańki spekulacyjnej przypadł na lata 1636-1637. Wtedy zaproponowano rekordową sumę za cebulkę tulipana gatunku Semper Augustus – 6 tysięcy guldenów, co stanowiło równowartość 5 hektarów ziemi lub 42-krotność średnich zarobków (średni roczny dochód w Niderlandach wynosił wtedy ok. 150 guldenów).

Rynek cebulek tulipanów załamał się w lutym 1637 roku, kiedy na aukcji w Haarlemie nie pojawili się żadni kupcy. Handlarze uzmysłowili sobie, że ceny cebulek znacznie przewyższają ich wartość. Sprzedawcy nie byli w stanie znaleźć kupców. Ceny zaczęły gwałtownie spadać, doprowadzając do ruiny inwestorów (spekulantów). Zapanowała panika, w wyniku której tysiące ludzi stały się bankrutami. Po tym kryzysie gospodarka holenderska kulała przez dziesięciolecia.

Wiele takich upadków giełdowych jest znanych. Tulipomania to jeden z nich.

Chciwość doprowadza ludzi często na krawędź życia. Zapominają, że w życiu najważniejsze jest jednak życie.

tylko_wspomnienia_ci_pozostana_20645

Pycha

2 komentarze

„Głupota i pycha rosną na tym samym drzewie”. /przysłowie/

„Pycha dzieli ludzi, a pokora ich jednoczy.” /Lacordaire/

Pycha to, według określenia słownikowego: „wysokie mniemanie o sobie, duma, wyniosłość, zarozumiałość”. Wyrazów bliskoznacznych jest wiele: zadufanie, arogancja, zuchwałość, hardość, buta, ale i wiara w siebie, poczucie własnej wartości i godność. Analogicznie, duma to „poczucie osobistej godności, wartości własnej, własnego środowiska, ambicja, także nieraz zbyt wygórowane pojęcie o sobie, nieprzystępność, wyniosłość, pycha”. Duma może być szlachetna, urażona albo zraniona

2

Żeby wyrazić pojęcie pychy, trzeba użyć określenia „fałszywa duma” albo arogancja. Duma może człowieka rozpierać, rozsadzać. Pycha nadyma.

Pycha bierze się z oceniania, wartościowania i porównywania. Jest egoizmem, skoncentrowaniem na sobie, fałszywą oceną własnej osoby. Każe nam samych siebie stawiać wyżej, innych zaś niżej, niż jest w rzeczywistości.

Człowiek pyszny nie umie również prosić, gdyż uznaje to za uwłaczające jego własnej godności. Nie umie dziękować, ponieważ nie widzi powodów do wdzięczności. Nie umie także przepraszać, gdyż w jego charakterze nie leży przyznanie się do błędu.

Przejawem pychy jest ksenofobia, rasizm, nadmierna duma etniczna, narodowa, której nie należy mylić z patriotyzmem. Pojawia się tam, gdzie jedna grupa ma się za lepszą od innych, gdzie przeważają uogólnienia, stereotypy, przesądy. Poczucie wyższości jednej kultury przeradza się w mniej lub bardziej subtelne lekceważenie innych.

Ludzie nie idą do psychologa po to, by nauczyć się, jak pozbyć się pychy i nabyć pokory. Szkolą się, jak zwiększyć asertywność i pewność siebie. Pokorę przedstawia się w sposób karykaturalny. Utożsamia się ją z kompleksem niższości. Człowiek pokorny to rzekomo ten, który pozwala się upokarzać. Pokorę uważa się  za słabość albo, co gorsza, za ukrytą pychę.

Pokora, uczą moraliści, może być dumna, ale nie będzie się pysznić. Jest prawdą i dlatego każe nam zauważyć nasze słabości i wady.

Pokora jest cnotą chrześcijańską, to uznanie własnej małości w zestawieniu z wielkością Boga. Ale w dzisiejszych czasach pokora jest też dla wszystkich cechą konieczną do rozwijania innych cnót. Człowiek działający pod wpływem pokory nie potrzebuje pochlebstw, nie porusza go ani obraza, ani cudze lekceważenie. Nie wstydzi się swojego pochodzenia, pozycji społecznej ani uczciwego zawodu. Człowiek skromny nie jest przewrażliwiony, nie tkwi ciągle w defensywie, potrafi ustąpić. Ma w sobie radość i pokój wewnętrzny – owoce pokory.

1

Pora więc zrobić sobie rachunek sumienia. Czy pycha, to jest coś, co kieruje moim życiem i zachowaniem? Jakie uczucia decydują o moim stosunku do ludzi? Czy uważam, że jestem kimś lepszym od innych?

Warto się zastanowić, tym bardziej, że mamy czasy jedynej słusznej partii, czasy jedynej słusznej prawdy, czasy dobrych panów i czasy ludzi drugiego sortu. Czy z czymś wam się to nie kojarzy?

Siedem…

12 komentarzy

… grzechów głównych.

Niedawno czytałam kryminał amerykańskiej autorki Lisy Jackson „Dreszcze”. Negatywny bohater tej książki, czyli psychopatyczny morderca, dobierał swoje ofiary parami, według następujących kryteriów: w każdej parze jedna osoba była grzesznikiem reprezentującym jeden z siedmiu grzechów głównych, druga osoba reprezentowała przeciwstawną cnotę.

PYCHA – SKROMNOŚĆ

CHCIWOŚĆ – SZCZODROBLIWOŚĆ

NIECZYSTOŚĆ – CZYSTOŚĆ

ZAZDROŚĆ – ŻYCZLIWOŚĆ

NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I PICIU – UMIAR

GNIEW – ŁAGODNOŚĆ

LENISTWO – GORLIWOŚĆ

Ponieważ ostatnio mieliśmy święta, które w zdecydowany sposób powinny wpływać na styl naszego życia, zastanawiam się, jaki wpływ na nie mają powyższe grzechy i cnoty.

Na pierwszy ogień wezmę tak często popełniany podczas wszelkich świąt grzech

„NIEUMIARKOWANIA W JEDZENIU I PICIU”

(nie ukrywam, że ja też ten grzech popełniłam w te święta)

Siedem grzechów głównych, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

Po świętach czy to Wielkanocnych czy Bożonarodzeniowych zalewani jesteśmy informacjami o wysiłkach lekarzy ratujących ofiary przejedzenia, wszystkich tych, dla których nadmiar okazał się być zgubnym w skutkach

Wiadomo, że musimy zaspokajać biologiczne potrzeby swojego organizmu. Jednak konsumowanie nie może stanowić dla człowieka stylu życia czy zasadniczego dążenia życiowego. Zaczyna liczyć się nie tylko smak tego co jemy czy pijemy, ale coraz to bardziej wyszukane potrawy czy napoje, a co za tym idzie i ceny. W telewizji mamy mnóstwo programów kulinarnych, które zachęcają nas do przygotowywania coraz to bardziej wyszukanych potraw. Zrobiła się nawet moda na gotowanie, na zdrowe gotowanie czy na udziwnione gotowanie. Nie chodzi też tylko o gotowanie, ale  i podawanie przygotowanych potraw w bardzo wyszukany sposób. Robimy z jedzenia „bóstwo”. Musi być dużo, wymyślnie i drogo.  I tak się ludzie przeważnie przygotowują do świąt.

1398124028_auruql_fb_plus

Czasem się zastanawiam, jak tu można się odchudzać, skoro wszędzie bombardują nas gotowaniem, potrawami i reklamami produktów żywnościowych.

Niby taki zwykły, codzienny grzech, prawda ? Co nam szkodzi coś więcej czy lepiej zjeść ?  Ale, niestety, szkodzi. Szkodzi nie tylko ciału ale i duszy.

18033003_1452938254766404_4186735217591831672_n

Niepohamowana zachłanność w zaspokajaniu apetytu to obżarstwo. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu brzmi mniej dosadnie, jest też lepszym określeniem na dzisiejsze czasy, kiedy zarówno przejadanie się, jak i głodzenie przybiera patologiczne formy.

Tak, tak! Dzisiaj nowymi formami patologii jedzenia są anoreksja i bulimia, a także zapychanie się jedzeniem niezdrowym, niepożywnym, bez ogródek nazywanym nie tylko przez Amerykanów śmieciowym.

Każdy żywy organizm musi się odżywiać. Zasadniczo przyswaja tyle pokarmu, ile potrzebuje. Człowiek jest jednak jedynym stworzeniem, które potrafi się nieracjonalnie objadać.

45c4357466c237fa0182bff34632bc2f

Jednak od zarania dziejów jedzenie jest też okazją do zbliżania się ludzi do siebie. Stół bowiem jednoczy ludzi, dostarczając im nie tylko pokarmu, lecz przede wszystkim stwarzając jedyną w swoim rodzaju przestrzeń, gdzie możemy spotkać się oraz dogłębniej poznać.

Ale nadmierne jedzenie i picie z pewnością nam szkodzi. Dlatego też trzeba umieć powiedzieć sobie głośno i wyraźnie: STOP! Praktykowanie zaś cnoty umiaru wydaje się wręcz wymarzoną receptą na nasze żywieniowo-kulinarne zapędy. Brak umiaru w jedzeniu i piciu prowadzi do utraty radości ze spotkania przy stole, który ma jednoczyć, a nie dzielić.

Prowadzi również do wielu chorób, a więc jedząc nadmiernie, działamy przeciwko sobie.

Zastanawiając się nad grzechem nieumiarkowania w jedzeniu i piciu nie sposób nie wspomnieć o pijaństwie. A pełno go wokół. Żałosne jego skutki odczuwa wiele osób. Są powodem wielu łez, nieszczęść i utraconych możliwości. Dlaczego więc jesteśmy tak wyrozumiali? Tak łatwo usprawiedliwiamy pijaków? Przecież to okoliczność obciążająca, a nie usprawiedliwiająca.

86e9aa27183c1e5329fe479d2a89ebaa

Ciekawe też jak to wygląda statystycznie – czy  ludzie spowiadają się z nadmiaru jedzenia i nadużywania alkoholu? A może ewentualne poczucie winy mija wraz z kacem i  wstaniem od stołu?

Warto się nad tym wszystkim zastanowić.

/ Kolejne grzechy w następnych odsłonach /

„Pokot”

10 komentarzy

Zielona polanka, a na niej zielone kapelusiki, zielone mundury. Tak, to nasi „przyjaciele” zwierząt – myśliwi. Huczna zabawa, podchmielone głosy, siarczyste przekleństwa, śmiechy. Młody dzik nadziany na szpikulec dopieka się na ogniu. Parę innych w kałuży krwi, poszarpanych i pokaleczonych leży nieopodal. Oj nie lubią nasi panowie, nie lubią, kiedy się na nich spogląda; nadzy w swej brutalności, bez aureoli „dobroczyńców”, czują się jakby nieswojo.

pokot-pazece-02-regular

Tak, to obraz myśliwych, którzy nazywają się obrońcami przyrody. Sami się tak nazywają, bo tak naprawdę myślistwo, to jeden z najohydniejszych procederów  uprawianych przez człowieka.

„Myśliwymi są przede wszystkim osoby majętne, z tzw. establishmentu: politycy, księża, sędziowie, prokuratorzy, wysoko postawieni policjanci, lekarze weterynarii, lekarze, przedstawiciele biznesu i finansjery, leśnicy, tzn. miejscowa elita. Polowanie jest „rozrywką” dla bogatych, ludzi z establishmentu, którzy podczas polowań  zawierają przydatne znajomości, uzgadniają ważne dla nich sprawy, dogadują się biznesowo.

Wśród byłych i obecnych polityków polskich myśliwymi są m.in. minister środowiska J. Szyszko, dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski, Paweł Kukiz,  Bronisław Komorowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Radosław Sikorski, Janusz Palikot, Dariusz Rosati, Elżbieta Radziszewska, Waldemar Pawlak. Mąż premier B. Szydło także jest myśliwym. Zresztą, poluje prawie cała lewica, a PSL poluje wręcz namiętnie.”

A skoro księża także namiętnie polują, to cały ten proceder jest uświęcony kościelnym kropidłem. Człowiek pan i władca, ambasador Pana Boga na Ziemi, może przecież robić ze zwierzętami wszystko co chce.

A co robi?

„Myśliwi zabijają rocznie ponad 900 tys. zwierząt. W sezonie łowieckim 2015/2016 zastrzelili ich 927 tys., w tym: 6 812 danieli, 75 447 jeleni, 187 971 saren, 310 329 dzików, 151 478 lisów, 88 449 bażantów i 90 325 kaczek. Są to oczywiście tylko oficjalne dane ze strony Polskiego Związku Łowieckiego – liczba zabitych zwierząt może być znacznie większa. Zenon Kruczyński, były myśliwy i autor książki „Farba znaczy krew” podaje, że może to być nawet 1,5 miliona rocznie.”

69448c38-e9c1-4f25-95e1-5f16e343e3c9

/A w tym wszystkim dzieci. No cóż, niech się uczą zabijać./

„Myśliwi zabijają cielęta jeleni i danieli, koźlęta saren, jagnięta muflonów, warchlaki dzików. Zabijają dzieci. Mogą zabijać dzieci dzików – warchlaki już od momentu, kiedy te skończą 1 dzień. Zabijane są również zwierzęta w ciąży lub zwierzęta opiekujące się małymi  (karmiące je) (locha dzika, łanie jeleni, saren).  Locha dzika może być zabita nawet na dzień przed porodem! Ciężarne łanie myśliwi zabijają do końca czwartego miesiąca ciąży (ciąża trwa 7 miesięcy), ciężarne sarny zabijają do końca szóstego miesiąca (ciąża trwa 9 miesięcy). Wszystko to odbywa się w zgodzie z obowiązującym prawem.”

[W cudzysłowie są fragmenty tekstu ze strony:   http://czarnaowca.org/blog/robia-mysliwi-lesie/    ]

Zwierzęta giną po cichu, bo nikt nie widzi ich rozszarpanych śrutem wnętrzności ani porąbanych ciał. Te stworzenia, dla których ziemia jest też ojczyzną, stanowiące istotną część jej naturalnego piękna – nie umieją się bronić. Łagodne oczy saren, rącze nogi zajęcy, białe, rozpostarte w locie skrzydła gęsi, nie mają szans przed wycelowanymi lufami.

Człowiek w pojedynkę czatuje na te biedne zwierzęta w swoich ambonach, albo w zorganizowanej grupie urządza nagonki, żeby zwierzę najpierw niemal na śmierć zagonić, a potem własnoręcznie dorżnąć. Sport, rozrywka, zabawa dla nielicznych, wybranych – tych rodzimych i tych „dewizowych” panów.

I nie wierzcie tym, którzy twierdzą, że przez odstrzał zwierząt przywróci się zachwianą równowagę ekologiczną. Jak mogą przywrócić ją ci, którzy sami w sobie równowagi nie mają, nie posiadają nawet elementarnego zmysłu moralnego, ani elementarnej wrażliwości. To oni są największymi szkodnikami przyrody, którzy rozrywając naturalne więzi rodzinne zwierząt, zakłócają naturalny rytm ich rozrodu i sami nakręcają tę ekologiczną nierównowagę.

Najpierw dokarmiają zwierzęta, żeby przyzwyczaić je do miejsc, gdzie mogą znaleźć jedzenie, a potem je tam wybijają. Jak można zgłodniałe zwierzęta wabić pokarmem, a kiedy ufne podchodzą, strzelać do nich? Jak można urządzać na nie mordercze nagonki.  Wiele zwierząt zranionych, z rozerwanymi wnętrznościami, dogorywa nieraz jeszcze długo w straszliwych męczarniach, podczas gdy panowie myśliwi podziwiają swoje trofea i urządzają „wielkie żarcie” i to na dodatek w poczuciu dobrze spełnionego wobec przyrody obowiązku.

Jak w ogóle w kraju, który zwie się chrześcijańskim może istnieć takie zjawisko jak myślistwo? Dlaczego Kościół daje na to przyzwolenie? Jak pokrętnie interpretowane zostaje boskie przykazanie „Nie zabijaj”.

polowanie_22345763

/Czyż to nie barbarzyństwo?/

Myśliwi mają nawet swojego patrona – św. Huberta. Zobaczmy, któż to był.

Hubert urodził się w 655 roku w Gaskonii, był potomkiem królewskiego rodu Merowingów. Zamiłowanie do polowania odziedziczył po swoim ojcu. Otóż mówi się, że gdy żona Huberta wyjechała do swojej umierającej matki, jej osamotniony mąż zaczął hulaszcze życie, a nade wszystko pokochał polowania, które zmieniły się w rzezie zwierzyny prowadzone bez umiaru. W trakcie jednego z takich polowań Hubert ujrzał wynurzającego się z kniei wspaniałego jelenia z krzyżem, jaśniejącym niezwykłym blaskiem pomiędzy pięknymi rozłożystymi rogami. Jednocześnie usłyszał nieziemski głos: „Hubercie! Dlaczego niepokoisz biedne zwierzęta i zapominasz o zbawieniu duszy?”.

Wydarzenie to spowodowało wewnętrzną przemianę Huberta, który od tego momentu zmienił swoje życie. Wobec takiego rozwoju spraw, nie rozumiem, dlaczego właśnie św. Hubert jest patronem myśliwych. Jeśli chcą brać z niego przykład, to powinni się nawrócić i przestać zabijać biedne zwierzęta. Jak wszędzie, tak i tutaj panoszy się wszędobylska hipokryzja.

Kiedyś ludzie polowali, żeby przeżyć. Teraz takiej potrzeby nie ma. Jest mnóstwo produktów pochodzenia roślinnego, które pozwalają człowiekowi przeżyć. Jest mnóstwo materiałów, które pozwalają się ubrać bez zabijania zwierząt. Nie trzeba też zabijać zwierząt, żeby nosić torebki, portfele czy buty . A już na pewno nie trzeba mordować całych stad zwierząt, które żyją sobie dziko i tylko fanaberie człowieka usprawiedliwiają funkcjonowanie takich praktyk.

Podobnie sprawa wygląda z hodowaniem i mordowaniem zwierząt. Podczas gdy 10 milionów ludzi umiera corocznie z głodu, a prawie miliard ludzi cierpi z powodu niedożywienia, 37% światowego plonu zbóż przeznacza się na paszę dla zwierząt hodowlanych. W Stanach Zjednoczonych odsetek ten wynosi 66%. Karmiąc bydło zbożem, tracimy 90% białek roślinnych, 99% węglowodanów i 100% błonnika. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że z niespełna 1/2 hektara ziemi uprawnej można wyprodukować około 20 ton ziemniaków, 15 ton marchwi, 25 ton pomidorów lub 125 kilogramów wołowiny – zaczniemy mieć pojęcie o skali marnotrawstwa nieodłącznie związanego z produkcją mięsa.

Zwierzęta hodowlane codziennie zjadają góry żywności – żywności, której brakuje do nakarmienia ludzi! Z obszaru ziemi uprawnej wielkości 5 boisk futbolowych (10 hektarów) można uzyskać wystarczająco: soi, aby nakarmić nią 61 ludzi; zboża, aby nakarmić nim 24 ludzi; kukurydzy, aby nakarmić nią 10 ludzi; mięsa, aby nakarmić nim 2 ludzi

Oprócz tego hodowla inwentarza żywego jest bardziej destruktywna dla środowiska naturalnego niż jakakolwiek inna działalność człowieka. Niszczenie dzikiej przyrody, skażenie wód gruntowych, zanieczyszczenie rzek i jezior, kwaśne deszcze, destrukcja warstwy ozonowej, wycinanie lasów tropikalnych, erozja gleb, rozszerzające się pustynie – hodowla zwierząt i produkcja mięsa jest często główną przyczyną tych problemów.

I tak mogłabym jeszcze długo, długo pisać o tych wszystkich przerażających stronach traktowania zwierząt przez człowieka. Ważniejsze jednak jest, jak długo jeszcze potrwa ten ogromny w skali mord, rzeź, ubój, odstrzał? Jak długo jeszcze zwierzęta pozostawać będą w ustroju niewolniczym – urzeczowione, uprzedmiotowione, pozbawione elementarnych praw do życia, rozwoju, wolności? Jak długo będą one dla nas tylko statystycznym pogłowiem, a nie żywymi, czującymi jak my istotami, naszymi młodszymi braćmi w stworzeniu?

A do tych wszystkich rozważań sprowokował mnie głośny ostatnio film Agnieszki Holland „Pokot”. Ciekawa byłam tego filmu, gdyż był kręcony w pobliżu Międzygórza akurat wtedy, gdy byłam tam jakieś 1,5 roku temu. Wiedziałam również, że będzie to film broniący praw zwierząt. I nie rozczarowałam się. Oczywiście, spowodował wiele refleksji związanych z traktowaniem zwierząt. Ale zobaczyłam też dużo zwyczajnych, prawdziwych i trudnych ludzkich emocji.

Film trochę kontrowersyjny, nie tak znów polityczny,  ale też taki zwyczajnie” ludzki”.

pokot_agnieszkamandat_byrobertpalka

/zdjęcie z filmu/

Tytuł mojego wpisu pożyczyłam, oczywiście, od filmu.

 

W jakim celu…

2 komentarze

… żyjemy?

Po ostatniej (i nie tylko) wymianie poglądów z Lisem stwierdziłam, że dla Lisa głównym celem życia ludzi jest rozmnażanie się po to, aby zachować własny kraj, nację, religię. Nieważne są ludzkie koszty i krzywda ludzi „gorszego sortu” (czytaj kobiet).

Cóż mówi na ten temat encyklopedia:

/https://pl.wikipedia.org/wiki/Sens_%C5%BCycia/

„Sens życia – istota i cel ludzkiej egzystencji, powołanie człowieka, to, co uzasadnia trud życia i czyni je wartym przeżycia. Pytanie o sens życia jest jednym z podstawowych zagadnień różnych systemów filozoficznych i religijnych, a odpowiedź na nie, jak się uznaje, zawiera całą mądrość ludzkości.”

„W wielu społecznościach dyskusja o sensie życia jest tematem tabu, gdyż sens życia wyznaczają w nich normy religijne, ideowe lub kulturowe. Większość ludzi, bardziej lub mniej świadomie, wyznacza sobie sens życia indywidualnie; wspomagając się swoimi: wierzeniami, przekonaniami, wiedzą i uczuciami.

Współczesne koncepcje sensu życia:

Niezależnie od wyznawanych wartości sens życia rozumiemy głównie jako relację do:

– dążenia do pełnienia albo rezygnacji z różnych funkcji i ról w życiu rodzinnym i społecznym,

– ostatecznego celu istnienia człowieka jako osoby i sposobów dojścia do niego zgodnie z własnymi przekonaniami,

– sensu podejmowania lub unikania: cierpień, niedogodności, trudności i wyrzeczeń,

– sensu czerpania satysfakcji i przyjemności.

jesli_chcesz_miec_szczesliwe_zycie_skup_sie_na_17499

Filozoficzne koncepcje sensu życia:

– Powołaniem człowieka jest realizacja jego najwyższych kwalifikacji – rozumu i cnoty, stawanie się doskonalszym moralnie i mądrzejszym (przekonanie dominujące od starożytności po współczesność).

– Człowiek żyje, aby gromadzić dobre doświadczenia, które są wartościowe jako takie (np. epikureizm).

– Człowiek, tworząc siebie poprzez próby określenia swego powołania, boryka się z problematyką egzystencji – która nie ma określonego sensu ani celu (np. egzystencjalizm).

Sens życia w buddyzmie:

Według nauk buddyjskich, z pytaniem o sens życia związane jest pytanie o to jak wyzwolić się od cierpienia. Jest tak ponieważ wystarczy spojrzeć co się dzieje, gdy człowiek odczuwa cierpienie odpowiednio wielkie i długotrwałe, psychiczne lub fizyczne – wówczas zaczyna tracić sens życia i zaczyna albo go poszukiwać albo wręcz myśli o samobójstwie. Jednak, gdy ktoś odczuwa głębokie szczęście, satysfakcję i zadowolenie w danym momencie, wówczas pytanie o sens życia przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie – wszystko pasuje – nie ma problemu, a zamiast pytania pojawia się uczucie głębokiego sensu istnienia. Zatem z punktu widzenia nauk buddyjskich pytanie o sens życia sprowadza się do pytania o przyczynę cierpienia i drogę do wyzwolenia od cierpienia”

Co jest sensem i celem życia dla chrześcijanina?

Dla człowieka wierzącego w Boga najwyższym i ostatecznym celem jest poznanie Boga, oddanie Mu czci, ukochanie Go, służenie Mu i przez to współżycie z Nim w wieczności.

Celem życia człowieka wierzącego jest zbawienie i życie wieczne w chwale z Bogiem.

Pamiętajmy jednak, że Jezus zalecił, aby na tym świecie „oddać Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie”. Zatem prawdziwy chrześcijanin niespecjalnie powinien przejmować się swoim krajem i narodowością. Dla chrześcijanina najważniejsze powinno być Królestwo Niebieskie.

Fanatycy religijni (islam czy katolicyzm we wcześniejszych okresach funkcjonowania) swój sens i cel życia widzą w mordowaniu wyznawców innych religii. To też czynią w imię Boże.

A jak widzą to ateiści?

Człowiek niewierzący widzi sens i cel własnego życia we własnych staraniach o to, aby świat był lepszy, podejmowanych bez oczekiwania na nagrodę i nie z lęku przed karą po śmierci. Widzi możliwość osiągania postępu również wówczas, gdy ostateczny cel zmian nie jest określony.

148528690501

Ateiści poszukują sensu życia nie w zaświatach, lecz wśród ludzi, bliskich i dalekich, niewierzący rozwijają w sobie rodzaj gatunkowej empatii, usuwając w pewnym stopniu z pola widzenia swoje własne „ja”, wraz z jego kruchością i skończonością. Czerpią satysfakcję, jeśli potrafią się przyczynić do pomnożenia ludzkiego dobra i szczęścia.

Myślę, że sens i cel życia ateistów jest zbliżony do buddystów. Dążą do szczęścia i do pozbycia się cierpienia, chcą zdobywać wiedzę, aby przyczynić się do rozwoju ludzkości

Celem i sensem życia ateisty jest po prostu życie, które zdarza się tylko raz, radość z życia, poznawanie świata, miłość i pomaganie innym. Nie w imię nagrody, ale w imię moralności i ludzkiego humanitaryzmu.

0_0_0_392653452

Człowiek jako istota obdarzona rozumem i wolną wolą każde swoje działanie kieruje do określonego celu. Wartość człowieka zależy od tego, jaki cel sobie on w życiu wybiera i czy  do niego zdąża. Każdy jednak musi rozważyć sam, który z nich jest najwyższym i ostatecznym celem całego życia ludzkiego.

Myśląc o celach własnego życia nikt z nas nie myśli górnolotnie, tylko raczej o tym, co dotyczy nas bezpośrednio. Zarówno zwykły szaraczek, taki jak ja, jak również ksiądz, biskup, premier czy prezydent. Można się puszyć i wymyślać cele dla dobra ludzkości, ale wtedy hipokryzja wylewa się z każdej nogawki, kieszeni czy innego dowolnego otworu.

Idąc jednak tokiem myślenia Lisa:

Skoro Polacy nie mogą wymrzeć,  a najwyższym celem kobiet jest rodzenie dzieci, to zorganizujmy dla kobiet  „hale produkcyjne”, w których kobiety będą zapładniane i będą rodziły dzieci masowo. Będziemy mieć hodowlę ludzi, tak jak hodowlę krów . Nasza obecna władza „panów” jest w stanie przeforsować bezdyskusyjnie każde zarządzenie.  Będzie po polsku, patriotycznie i tylko bez hipokryzji proszę i bez wciskania kitu, że to dla dobra ludzi, a zwłaszcza kobiet.

depositphotos_11593151-stock-photo-cowboy-and-cows-farming

/Pięknie, równiutko, na łańcuchu, żadna nie podskoczy – a w środku pan i władca stworzenia 🙂 /

Older Entries