Strona główna

Ogród dzikich…

6 Komentarzy

… róż i osłów !

.
To wręcz ogród ze zdziczałymi różami, które miały kiedyś osobistego ogrodnika. Był lepszy lub gorszy, ale jednak był i użyźniał, kolce piłował i wąchał, przytulał etc.
Nie pasowało, za dużo miały obowiązków i duszno im było. Więc wyzwoliły się i tym samym zupełnie zdziczały. Są teraz wolne, niezależne, samofinansujące, mają dużo czasu, popylają w swoich autkach… ale są same. I co gorsza biorców na stałe brak.
Wieczorami w globalnej sieci badają swą atrakcyjność. Niektórym wydaje się, że nadal i zawsze będą różami ogrodowymi lub cieplarnianymi. Wyłącznie do wąchania i podziwiania, usługiwania, wożenia po świecie, obdarowywania etc..
Szukają tam swojego ogrodnika, który zadbałby o nie, ale wszyscy dobrzy dawno zajęci i na łańcuchach. A jakie wymagania im stawiają… wysoki, równolatek, pełen humoru…
Ale podrywają je tam głównie młode i stare rozbrykane dzikie osły, które traktują je jak swój wielki przysmak – oset. Odważne różyczki ganiają na randki i załatwiają sobie swoje potrzeby duchowe i zwłaszcza cielesne. Dowartościowują się, a użyźnianie i ruch poprawia im kondycję płatków i jędrność kolców. Te z ogromnymi nastroszonymi kolcami są pomijane, na własne życzenie. I usychają powoli, do końca ciekawskie i podpatrujące resztę. I oceniające, zwłaszcza potencjalnych ogrodników.
A życie każda ma jedno i nic… se ne wrati.
I kto tam jest większym osłem, a raczej oślicą ?

Bywa też i tak… sporadycznie.
Ale o tym w oddzielnym wpisie. I najlepiej niech tego dokona jednostka pCi żeńskiej.

Reklamy

o Kur?iku kat.”S”

11 Komentarzy

.
Z moich obserwacji wynika, że w tych Kur?ikach zwanych portalami randkowymi, miesiącami i latami wylegują się same wymagające i wspaniałe profile. A ich właścicielki szukają tam tzw. „kwadratowych jaj”… doczepionych do bogatego Koguta albo nadzianego Misia. Czyli tego co nie występuje w Naturze, a najczęściej tego, kogo nigdy nie było i nie ma w tzw. real’u. W dodatku tak, by przypadkiem… nie znaleźć. Oczywiście zamieszczają tam stare fotografie, gdy były w wieku swoich córek albo tak zmienione w edytorze obrazu, by niewiele było widać szczegółów. Można oglądać fotki z wycieczek zagranicznych, gdy stoją daleko za kolumną, drzewem, głazem lub siedzą w aucie., na koniu, stoją obok konia, pod palmą.. Najlepsze są te zrobione smartfonem w łazience z pomocą lustra, gdy małżonek tego nie widzi. O sobie piszą przeważnie niewiele, a jeśli już to o pożądanych cechach kandydata na partnera, a głównie o… niczym. Czasami trafi się jakiś znany cytat lub sentencja. Zamieszczane są też linki do stron YouTube, z ulubioną piosenką lub utworem zawierającym jakieś przesłanie. Ogólnie to nie wiadomo, o co im chodzi. I nawet zdesperowanym trudno podjąć decyzję: podrywać czy omijać ?
Po liczbie odwiedzin ich profili i z pomocą innych portalowych sztuczek, właścicielki profili mają możliwość oceny własnej atrakcyjności dla płci przeciwnej. Czym podbijają sobie „ego” lub popadają w skrajną depresję i rezygnację.
Choć zdarza się, że profile wiszą tam od wielu lat, fotki jakby te same, treść nieco udoskonalona. Bardziej sprytne i niecierpliwe przeistaczają się i występują pod nowymi Nick’ami. To pozwala zachować stale ten sam wiek i wystąpić w nowej odsłonie. Ale zegar biologiczny niestety ciągle tyka… tik-tak, tik-tak… tik-tak, tik-tak…
A jakże… w każdym wieku chcą być podziwiane i kochane, ktoś musi do nich stale wzdychać i zabiegać o ich względy. Czarować, okłamywać, podrywać, obdarowywać… trzymać za rączkę i być pomocnym. W skrajnym przypadku amanci mogą liczyć na nagrodę w postaci… hmmm. Ale nie na pierwszej randce, na drugiej już tak.  Na trzeciej mają prawo domagać się zadośćuczynienia i zwrotu nakładów sił i środków. W wiadomej formie, a sposób, miejsce i czas do negocjacji.
Wenusjanki myślą przede wszystkim o randkach i przytulaniu, choć na uczuciach platonicznych nie zamierzają poprzestać. Wszak jeszcze hormony domagają się swego, a feromony im w tym pomagają. Zgodnie z przysłowiem: „w starym piecu diabeł pali” nie zamierzają „zasypywać gruszek w popiele”. Tylko te mniej urodziwe, nieśmiałe, mocniej przez los potrącone… i starsze, jakby szybciej rezygnują i zadowalają się obserwowaniem innych.
Niektórym marzy się złowienie stałego sponsora i opiekuna. Wiadomo, w parze bezpieczniej i łatwiej o podanie szklanki wody i pastylek w chorobie / na starość.
Oczywiście, gdyby zaiskrzyło, to dalej tylko na kocią łapę, w tzw. „związku” czyli bez zobowiązań. Przeżyte traumy i doświadczenia blokują odwagę, czuwają też dzieci. Czyli każdy w partnerskiej parze żyje własnym życiem i problemami, a od czasu do czasu spotykają się, by poflirtować lub podręczyć się wzajemnie psychicznie i fizycznie. Głównie to kobiety marzą o możliwości stałego dręczenia jakiegoś futrzaka, jego uroda nie ma znaczenia. Byle był odpowiednio łagodny, posłuszny, niezbyt leniwy i  skąpy. A przede wszystkim dyspozycyjny i taki kobiecy.
Dlatego niemal wszelkie futrzaki są tam w cenie, bo niemal każda JejmoŚĆ ma kota lub psa, a nawet kilka. I zapewne dlatego lubi okazałe ogony. Ale w weekendy chciałaby jeszcze randkować z Misiami. Najchętniej z tymi, co mają dużo „miodu”.
Czytając tam niektóre „reklamy” można nieźle poprawić sobie humor.
To niezła pułapka dla naiwnych, napalonych, ufnych… gamoni obu płci i olbrzymi wybór ofiar dla wytrawnych „psów na baby”. Ale za to… zabawa trwa !

Czy trafnie oceniła Szympatię Pani o nick’u: freja ? Cytuję:
„Siedzę na twardym krześle w największym teatrze świata – patrzę i oczom nie wierzę… nie wierzę, ale patrzę. Tragiczni komedianci od tylu lat Ci sami, niepowtarzalne tworzą kreacje zamieniając się wciąż rolami. Premiera za premierą – pomysłów nie zabraknie… publiczność zna ich sztuczki, a jednak cudów łaknie. Ten, który dziś grał króla do wczoraj nosił halabardę… jutro będzie tylko błaznem, prawa tej sceny są twarde! Po każdej plajcie antrakt, a po nim znów premiera i jeszcze większa plajta, a teatr nie umiera. Alchemik szczęścia, fałszerz kart, połykacz ognia stryczka wart, szarlatan i zaklinacz węży, dostawca rogów zacnych mężów, czarodziej i pogromca świata, nieustraszony dyplomata. Bo to jest cyrk, muzyka gra i gorzki uśmiech i gorzka łza !”

Czy podzielasz opinię Pani o nick’u: kitka116 ? Cytuję:
„Czytając opisy różnych osób stwierdzam, że to miejsce to targ próżności, wybujałego ego, marzeń i pobożnych życzeń i nie ma to wiele współnego z ich obrazem w rzeczywistości. Czas na ewakuację…”

„S” jak Strata

2 Komentarze

Pobyt na Szympatii to czysta strata czasu, „S jak Strata”. Zbyt dużo tu lanserek, mądralek i przebiegłych randowiczek… szukających kwiatu paproci, darmowych kolacyjek i wczasów. A pozostałe chciałyby mieć koleżkę na weekendy lub ślub w następną sobotę.

Oczywiście, że są wyjątki, a punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, nastawienia i pCi, Ale takie są moje obserwacje, a rzadko się mylę.
Jeśli jednak kogoś uraziłem, to s00rrry.
A kobiety generalnie lubię i łyżkami mógłbym je jeść.
Jakboniedydy. O czym nie omieszkam poblogować.

Sympatia

4 Komentarze

Wszyscy o niej mówią, działa też portal randkowy o takiej nazwie, nawet w wersji mobilnej. Ale tylko nieliczni znają dokładne znaczenie tego słowa. A szkoda.

Sympatia – społeczne powinowactwo, w którym jedna osoba blisko rozumie uczucia drugiej osoby. Wyraz sympatia pochodzi od łacińskiego sympatha, od greckiego συμπάθεια transliterowanego jako sympatheia; połączenie συν + πάσχω = συμπάσχω oznaczające „cierpieć wspólnie” lub „odczuwać z”.

Sympatia istnieje, gdy uczucia jednej osoby są głęboko rozumiane i akceptowane przez drugą osobę. W języku potocznym „darzyć kogoś sympatią” oznacza po prostu go lubić.

żródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sympatia

Co do wspólnego cierpienia to nie mam zastrzeżeń, co zaś do odczuwania to mógłbym dyskutować.

Temat uważam za rozwojowy, a na pewno nadający się do szerokiej dyskusji.