Strona główna

Dlaczego odszedłem ?

Dodaj komentarz

Spójrzcie na te zdjęcia. Tak odszedł ostatni Ideał. Ryszard Lubicz.
R.I.P.
Teraz będzie wąchał kwiatki tylko od spodu. Po co mu to było ?
A taki był dobry i tak bardzo starał się.

Podobnie jak ja. Więc też postanowiłem, tak jak Rysiek, nie wytrzymać w tej roli.
I wreszcie… opuściłem ten okropny Kur?ik, zwany Szympatią.
Kur?ik, w którym upolować nikogo nie można, chociaż można zabawić się kosztem naiwnych.
Dla poważnych pobyt na Szympatii to jednak czysta strata czasu i rozczarowanie.

Uprzedzałem, że tak będzie. I doczekały się.
Pożegnałem i pozdrowiłem.
Szczególnie TE, dla których za dużo tam było do czytania i cyganiły z fotkami.
Chciały krótko, to nareszcie mają krótko.
A niedługo będzie jeszcze krócej.

MO-deratorów absolutnie NIE pozdrowiłem.
Bo to przeważnie automaty programowe, „bez serc, bez ducha, to…”
Sporo czasu przez nich straciłem, bo tam gorzej niż w „Misiu”… każde słowo kontrolowane.

Reklamy

Nie interesują mnie:

Dodaj komentarz

Właścicielki zdjęć zrobionych kilka lat wcześniej odsyłam na profile farbowanych lisów, bo aż strach pomyśleć, co byłoby potem.
Wyzwolonym również dziękuję, bo nie nadają się do normalnej konsumpcji zwanej związkiem. A mnie sama konsumpcja, bez rozmowy wstępnej i mniłłości, absolutnie nie interesuje.
Na wieczne mamuśki, niańczące cwany przychówek po maturze, to nawet nie spojrzę, bo mi szkoda tych gamoni specjalnej troski.

Urażone formułą mojego profilu, cierpiące na brak poczucia humoru, wojujące feministki zapraszam do wilka.

… – – – … Osaczają mnie !

Dodaj komentarz

Zauważyłem, że coraz intensywniej osaczają mnie Byczunie.
Gwiazdy nawet podpowiadają, że dla mnie najlepszy byłby taki kąsek.
Nie przeczę, byłoby co ogryzać. Tylko te rogi, choć gdy czegoś potrzebują, to nawet potrafią być uczynne i miłe. Ale wobec ich chciwości na złoto i wszelkie luksusy, ja po prostu… odpadam. Bo musiałbym chyba wykonać podkop w Fort Knox.

Lwicom nie ufam, zresztą niańczą te swoje lwiątka do późnej starości. Owce są dla mnie za nerwowe i szkoda mi sił na ich naprawianie, Wodniczki są za odlotowe, a Łuczniczkę trudno spotkać w norze. Wagi nie mają do mnie odwagi.
Gdybym spotkał Skorpionkę, to resztę życia spędziłbym w pościeli i zostałyby po mnie tylko strzępy futra. Ryby są dla mnie zbyt senne, Raki wszystkie kocham, szczególnie gotowane z koprem. Kozice też są dla mnie wskazane, tylko dlaczego są tak uparte? Z Pannami zaś trudno cokolwiek ustalić.
Faktycznie, z tej całej rogacizny, najlepiej wypadają Byczunie. Ale gdyby trafił się szczególny wyjątek, to nie powiem nie. Oczywiście, w zdrowym tego słowa znaczeniu.

Muszę to wszystko dokładnie przemyśleć, bo wszystkie są tak dumne i wymagające, że… głowa mała.
Zastanawia mnie też popularne motto: „Koniec jest nadzieją na początek”.
Tylko dla kogo ?
I o który koniec tu chodzi ? Bo chyba nie o… THE END.

ps.
dla niewtajemniczonych szczurów lądowych:
… – – – … to sygnał S.O.S. alfabetem Morse’a

Wymarzona ?

Dodaj komentarz

Będąc kawalerem nie myślałem o tym, choć tata podpowiadał.
Wzrokowcem byłem i pewnie ulegałem feromonom, niedawno odkrytym.
Dlatego teraz jestem sam.
Nadszedł więc czas, by zacząć posługiwać się rozumem, a nie słuchać smrodków i wybierać wzrokiem.

Nadeszło opamiętanie i wreszcie rozsądek przybył do mnie.
Siadam więc wygodnie, zamykam oczy i puszczam luźno wodze fantazji…

Miła, pracowita i smacznie gotująca ! To byłby ideał.
Mile widziane 165+, choć powiadają, że jak wybierać, to raczej mniejsze zło.
Ale zaryzykuję. W ostateczności podaruję zdobycz wilkowi.
Oczywiście powinna być łowna i skłonna do grzechu.
Kwoki, Dziwaczki i Balbiny omijam szerokim łukiem.
Koniecznie wolna od nałogów, bo nie zamierzam całować popielniczki i zgniatać puszek po piwie.
Raczej szczupła, ale tylko tak, by było jeszcze co poogryzać.
No i przede wszystkim… pyszna musi być.
Mile widziana chrupiąca skórka po solarium.
I mądra, bo lubię po porozmawiać na różne tematy, np. czy te co się chlapią, to się łapią albo dlaczego mysz goni pułapkę ?
Nie będę rozpisywał się szczegółowo, bo mi nawet tego MO-derator nie puści.
Dodam tylko, że nie zwracam uwagi na piórka, wstążki i kokardki, a najmniej na kubraczki, czapeczki, chusteczki i majty. Ich kolor, wielkość i moda są mi całkiem obojętne, i… nie ze mną takie numery. Kabaretek i stringów nie wymagam, może być w samych przyprawach i zapachach.

Nie uganiam się za płochliwymi, bo w stresie są mało smaczne.

Przecież wiem, że to wiecie i dokładnie znacie upodobania lisów. Ba, nawet nieźle potraficie podbijać ten bębenek. Bo, ta gra przecież trwa od tysiącleci i nazywa się… łańcuchem pokarmowym. A zaczęło się tak niewinnie, od… jabłka.

I tylko bez eks’ów w tzw. separacji, bo nie znoszę gdy podczas… ktoś mi pie.rzy za uszami albo cyka fotki rozwodowe.

Całe szczęście, że…

Dodaj komentarz

Polonistkom, psycholożkom, psychiatrom i prokuratorkom dziękuję za wyrozumiałość i brak fachowej opinii. Bo przecież wiem, żem grafoman i czubek. Ale duszę mam piękną; niestety na fotografii jej nie widać.
Hymnów pochwalnych proszę nie pisać, bo takie już otrzymałem. A od ich nadmiaru mógłby mi ogon odpaść. Oświadczam, że nie zarabiam pisaniem tekstów, a raczej koduję algorytmy programów komputerowych. Więc na pewno nie mam talentu pisarskiego. I tego się trzymajmy.

Do dziś nie wiem, po co założyłem ten profil na „S”.
Zbyt beztrosko i swobodnie sobie żyję, i chyba dlatego szukam kłopotów. I to raczej potwornych kłopotów z konsekwencjami. Przecież wiadomo, że oswoić się nie dam i nawet w złotej klatce nie zamieszkam.
Dlatego prowadzę ten blog, by nie ulec ewentualnej słabości i podszeptom szatana.

Im częściej tu bywam, tym bardziej czuję jak pętla zaciska się za uszami, a rozum głupieje. Jakiś dziki instynkt mnie tu przywodzi, albo własne pchły mnie tu przyciągają. Godzę się, by nikt mi nie zarzucił, że nie próbowałem i losu nie kusiłem.

Poza tym, jak się tak naczytam i naoglądam profili tego wojowniczego gatunku z planety Venus, to diametralnie przytomnieję, nabieram właściwego dystansu i staram się z całych sił nie popełnić wiadomego szaleństwa.

Całe szczęście, że żadna mnie nie chce.
Owszem, piszą do mnie piękne Panie o tym, jak poprawiłem im humor w poniedziałek z rana, albo podziwiają moje lekkie pióro. Niektóre, najbardziej złośliwe, zachwycają się moją treską przyszytą do uszu. Jedna to nawet stwierdziła, że kategorycznie nie wpuści mnie do swojego kurnika. A ja wcale tam nie zamierzałem dobijać się, bo nie jestem łowcą duchów.

Oczywiście podejrzliwość i przewrotność, typowe dla płci którą reprezentujesz. podpowiada, że jestem kogutem w lisim futrze. Bo, tak jawnie prezentuję nieprzychylną opinię o tym „przybytku”.
I wlazłem tu jak stary kogut, by upolować jakąś Lalę-Kokoszkę. Nawet o tym nie myśl, bo dojdziesz do gorszych wniosków. Zresztą, czy wyglądam na koguta? A co do tego kur?nika, to raczej przypomina mi Szuflandię, w rozmiarze King Size XXL.

Aniele Stróżu, dziękuję Ci, że czuwasz nade mną i strzeżesz przed tymi grzesznicami. Nie tylko mnie tu kuszą. A jaką opaleniznę obiecują pod zielonym szalikiem. Już samo oglądanie, niektórych fotografii, koliduje nie tylko z VI przykazaniem.
Ciekawe jaki mają cel w tym kuszeniu ?
Może tylko chcą sprawdzić swoją atrakcyjność na tle konkurentek ? A może tylko to, czy są w stanie jeszcze skutecznie skusić pozując do fotografii w leginsach lub kostiumie plażowym. Niewątpliwie chcą pokazać byłym, co utracili i jaką mają oglądalność.

Przejrzałem prawie wszystkie profile potencjalnych ofiar, z albumami włącznie, ale nigdzie nie zauważyłem fotografii własnoręcznie upieczonego, choćby placka drożdżowego. Tylko same kotki i pieski, których nie trawię. Na drugiej pozycji drzewa, krzaki lub jakieś ruiny. Dostrzegłem też kilka niemowląt, ale to raczej były dzieci dzieci. Chociaż trudno wyczaić -who is who-, bo zdjęcie główne przedstawia przeważnie córkę lub młodszą kuzynkę.

Konkludując… pułapek , sideł, wnyków… jest tu więcej niż we wszystkich lasach, aż do Władywostoku.
Mimo, że jestem lisem, to czuję się tu jak gazela na sawannie, w porze obiadowej. Nie wiem tylko, czy chwycą mnie za gardło, czy za kitę.

Jak i którą mam wybrać ?

Dodaj komentarz

Nadal nie wiem.
Bo, jak która ładna, to ma zdjęcie prześwietlone albo ukrywa się w krzakach lub za drzewem. Lub poluje na muchy.
A jakie wymagania, Robert R. i Richard G. odpadają w eliminacjach do tego casting’u. A w dodatku ten Misiek ma być z Mokotowa, Ursynowa lub Centrum.

Niestety, nie czuję tych legendarnych motyli, których nikt zresztą nie widział. Fizyka magnetyzmu też zawodzi, dwa jednakowe odpychają się, a różne jeszcze bardziej. Próbowałem chemii domowej i feromonów z Brutala… nie działa, choć czuję z rana i w nocy jak hormony we mnie buzują. Ale co z tego… plus z minusem jakoś nie iskrzy, a nawet dodatnie minusy nie widzą moich plusów. Nic, słowem nic, czyli NULL
Chyba problem w tym, że żadna mnie nie chce.
Wiadomo, każda Pani w wieku Balzack’owskim chciałaby równolatka, a najlepiej młodszego.
I to też rozumiem i popieram, bo też wolę młodsze mięsko i z rusztu.
Najlepiej takie 18+.

Z fizyki pozostaje tylko optyka. Jedyna pociecha to, że z każdym rokiem zniżka na okulary nam rośnie.
A gdy się tak napatrzę, to potem zasnąć nie mogę. A jeśli mi się to uda, to widzę Tę Wymarzoną na…
porcelanowym półmisku, wśród pomarańczy i mandarynek, których i tak nie jadam.
Chwytam za grapefruit’y, głaszczę arbuzy, odrzucam szybko pozostałe owoce i ten liść sałaty, co udaje bikini, otwieram szeroko paszczę i…
zawsze w tym momencie budzę się.

Ale kiedyś Cię znajdę !
Ufam swojemu instynktowi, który jest niezawodny, zwierzęcy, jak u dzika, który węszy za truflami.
Kto wie, może już jestem na tropie.

Zaczynamy…

3 Komentarze

Witam… na imię mam Andrzej i jestem silnie uzależniony od płci przeciwnej.
Po dłuższej przerwie postanowiłem wreszcie skończyć z samotnością.
Decyzja ta rodziła się długo i w straszliwych męczarniach, pośród oceanu wątpliwości i dżungli rozterek.
Aż w końcu podjąłem , a czy ze skutkami pozytywnymi dla mnie, to dopiero okaże się. I to chyba raczej nieodwołalnie, choć forma i płaszczyzna obcowania jeszcze nie zostały ostatecznie ustalone. To dopiero będzie jazda !

Dość mam już tego gadania do monitora, telewizora i wirtualnych postaci w Internecie. Zwłaszcza w długie zimowe wieczory. Po uszy mam także tego sprzątania, zakupów, gotowania, pieczenia, smażenia, odkurzania, prania, zmywania, ścielenia, odgrzewania, zamiatania, gotowania, odkurzania, zmywania, prania, gotowania…
Poniekąd zostałem zmuszony, choć wspomagają mnie maszyny domowe. Ale chyba też potrzebuję przynajmniej odrobiny towarzystwa… i nie tylko. Bo, czuję jak z dnia na dzień coraz bardziej dziczeję. Nikt o mnie nie dba, nie powie dobrego słowa, nie pogłaszcze, nie przytuli… nie pomizia. Nawet nie nakarmi.

Zaglądałem na portal randkowy zwany Szympatią, ale TAM to niemożliwe. Tylko czysta i szalona strata czasu. Tam można tylko wyrwać lasencję na kawę, spacer, współną kolację, rowerowanie… mizianie. I prędzej kitę odwalić oraz łapy wyciągnąć niż poznać TĘ właściwą do tzw. grobowej deski. Natomiast te kilka i kilkanaście lat młodsze są tak przemądrzałe, wyrachowane… wymagające, że lepiej z nimi nie zaczynać. Rówieśniczki zaś są zbyt poważne i zasadnicze, poza tym chciałyby tylko sporadycznie, na odległość i w tajemnicy przed rodziną.

Dlatego włożyłem futro, wszedłem w postać Lisa i zapraszam do czytania wpisów z Kategorii: *O mnie co nieco*, *Przybywam z „S”* i *Co dalej*.

Dlaczego taką postać przybrałem wyjaśniam we wpisie pt. *Dlaczego włożyłem*. I tylko proszę bez myśli kosmatych.

Hmmm…
Na początku ustalmy, że:
1. nie jesteśmy w biurze matrymonialnym,
2. nie uczestniczymy w łowach na Misia lub Lisia,
3. zanim kogoś ocenimy zawsze zerkniemy w lustro,
4. nie obrażamy się, jeśli nie otrzymamy odpowiedzi,
5. nikt nie musi czytać, tego co poniżej.

Odważne uprzedzam, że ciężko będzie. W dodatku same dłuuużyzny.
Autor niezwykle okropny i nuuuda tu straszna. Więc absolutnie nie polecam.
Dotychczas tylko kilka najbardziej ciekawych fanek, czytając w wielu odcinkach, dotarło do THE END. Oczywiście natychmiast zameldowały o tym wyczynie.

Na wszelki wypadek proszę oderwać guziki od rękawów, oderwać tipsy i zsunąć pierścionki, by twarzy nie podrapać i ocząt nie wydłubać podczas ocierania łez.
Łez śmiechu i rozpaczy. A potem usiąść wygodnie, najlepiej w pampersie i z zapasem chusteczek lub ręcznikiem frotte, bo już… zaczynamy !

Na początek postaram się, krótko i na temat, napisać o sobie. Małe co nieco.

Mimo wszystko… życzę miłej lektury.
Choć można to wyłączyć i udać się na spacer albo zdrzemnąć pod kocykiem.