Strona główna

Kruche ciasto…

Dodaj komentarz

…  z malinami i aksamitną pianką.

Kopia P1170082

Mały przerywnik kulinarny. Dawno już nie było na naszym blogu żadnych przepisów. Proponuję coś słodkiego i przepysznego.

Pierwszy raz to ciasto przywiozła do domu moja córka. Zniknęło błyskawicznie, tym bardziej, że to było świąteczne spotkanie.

Ja piekłam je już kilka razy. W przepisie zalecają użycie malin, ale ja stosowałam różne owoce. Piekłam to ciasto z jeżynami, z wiśniami z kompotu, z brzoskwiniami z puszki, oczywiście z malinami, z jagodami, a nawet z rabarbarem. Zawsze wychodziło równie pyszne.

Wykonanie jest bardzo proste, a więc zapraszam do wypróbowania przepisu. Pianka jest rzeczywiście delikatna i aksamitna 🙂

Składniki na kruche ciasto:

2,5 szklanki mąki pszennej (mąka zwykła zmieszana z krupczatką)

250 g masła lub margaryny

2 łyżeczki proszku do pieczenia

3 łyżki cukru

5 żółtek

Mąkę, cukier  i proszek do pieczenia przesiać, dodać masło, posiekać nożem do momentu, kiedy ciasto będzie przypominać kruszonkę. Dodać żółtka i zagnieść . Jeśli ciasto będzie zbyt sypkie, dodać trochę śmietanki. Podzielić na 2 części – około 60% i 40%, każdą zawinąć w folię spożywczą, zamrozić. Tą czynność można zrobić dzień wcześniej, ale wystarczy kilka godzin (3 – 4 ).

Blachę o wymiarach ok. 35 x 22 cm wysmarować masłem lub wyłożyć papierem do pieczenia. Na spód zetrzeć na tarce większą część ciasta (60%), lekko przyklepać dłonią i wyrównać. Podpiec na złoty kolor w temperaturze 190ºC przez około 15-20 minut. Odstawić do całkowitego wystudzenia.

Delikatna budyniowa pianka:

5 białek

1 szklanka drobnego cukru do wypieków

1 opakowanie cukru wanilinowego (16 g)*

2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego, bez cukru (2 x 40 g)

1/2 szklanki oleju

Ponadto:

500 g malin (mogą być mrożone, nie rozmrażamy ich wcześniej)

cukier puder do oprószenia

Kiedy podpieczony spód jest wystudzony, zacząć ubijać białka. Po ubiciu na sztywno, powoli wsypywać drobny cukier i cukier wanilinowy, cały czas ubijając na najwyższych obrotach. Następnie powoli wsypywać proszek budyniowy, cały czas miksując, by dobrze się rozpuścił. Strużką wlewać olej, nie przerywając ubijania.

Na podpieczony, zimny spód ciasta wyłożyć ubitą pianę. Wyrównać i układać gęsto maliny lub inne owoce. Maliny łopatką lekko wepchnąć w pianę. Na wierzch zetrzeć resztę zamrożonego ciasta (40%).

Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 – 40 minut. Wyjąć, przestudzić, oprószyć cukrem pudrem.

image

Smacznego 🙂

 

 

Reklamy

Podróże Bazylki 2017 – II

Dodaj komentarz

KARLSKRONA

Jeszcze podczas powrotu z wycieczki na Podlasie próbowaliśmy wymyślić jakąś ciekawą wycieczkę na koniec wakacji. Wszystkim spodobał się pomysł rejsu promem do Szwecji . Ja osobiście nigdy jeszcze nie przepłynęłam naszego Bałtyku, nawet promem, więc taka wycieczka  była dla mnie wielką atrakcją. Wybraliśmy się zatem w podróż z Gdyni, liniami Stena Line, do Karlskrony , aby zwiedzić to miasto i okolice w ciągu jednego dnia.

Program wycieczki wyglądał następująco: w czwartek wieczorem wypływamy z portu w Gdyni do Karlskrony, rano następnego dnia jesteśmy już na miejscu i mamy cały dzień na zwiedzanie, a wieczorem znów wsiadamy na prom i wracamy do Gdyni.

1

Do  terminalu portowego  dotarliśmy ok. godziny 19, załatwiliśmy u przemiłej pani program wycieczki i karty pokładowe, i grzecznie, popijając kawkę z automatu, czekaliśmy na odprawę i wejście na prom.

Gdy wchodziliśmy na prom Stena Line- Stena Vision było już prawie ciemno, ale i tak jego wielkość  zrobiła na nas ogromne wrażenie.

2-1

/powyższe zdjęcie: Prom Spirit (źródło: www.stenaline.pl)   /

2-2

/postój promu w Karlskronie/

2-3

Przez taki sam rękaw jak na lotniskach wchodzimy do wnętrza promu. Lądujemy od razu na poziomie 7. Przy wejściu umundurowany marynarz pyta się nas o numer kajuty, a następnie kieruje przybyszy we właściwą stronę.

Po wejściu zajmujemy swoje kajuty, trafiły nam się nawet takie z oknami  (mimo wszystko to przyjemne spojrzeć przez okno i zobaczyć, że jesteśmy na pełnym morzu). Zaraz jednak wychodzimy na pokład, żeby patrzeć na wypłyniecie z portu, na światła portowe, i na światła oddalającej się Gdyni. Było już ciemno i padał deszcz, ale i tak było to dla nas ekscytujące przeżycie.

Gdy światła Gdyni znikły na horyzoncie, ruszyliśmy zwiedzać atrakcje promu.

3

SKLEP

Oczywiście ciekawość nas poprowadziła w pierwszej kolejności do sklepu wolnocłowego. Niestety, ceny nie były wcale niższe niż u nas, natomiast z pewnością były dużo niższe niż w Szwecji. W ofercie było sporo alkoholi, perfum i kosmetyków, a także szeroki wybór tradycyjnych, szwedzkich produktów spożywczych, oraz zabawek i słodyczy.

BARY I RESTAURACJE

Na statku znajduje się kilka barów i restauracji w zależności od preferencji. Można wybrać się na romantyczną kolację, wypić drinka przy barze, a także poszaleć w jeden z dyskotek. Ceny oczywiście wyższe niż w takich przybytkach na lądzie, ale przecież raz to nie zawsze 🙂

W końcu wracamy do naszej kabiny, pijemy piwo, rozmawiamy. Cieszymy się życiem i sobą. Jest przyjemnie i wesoło. Za oknem  otchłań morska i fale, w środku ciepło i przytulnie.

Czas do 23 upłynął nam bardzo szybko i panowie z ochrony przyszli nas upomnieć, że zaczyna się cisza nocna i naszą imprezę możemy kontynuować na pokładzie 8, w którymś z lokali. Oczywiście skorzystaliśmy z propozycji i resztę wieczoru spędziliśmy na imprezie w jednej z dyskotek. Wybawiłam się super i około drugiej grzecznie poszłam spać.

Noc, niestety, była krótka. Około szóstej rano obudziła nas piękna muzyczka jazzowa i miły głos zapraszający do wyjścia na pokład. Zbliżamy się do Szwecji.

Zaczynamy mijać wyspy, dziesiątki – tak mi się wydaje – małych wysepek. Na niektórych stoją domki. Ciekawe, czy ktoś w nich mieszka? Choć z wyglądu są jak małe dęby – silne i muskularne, mimo to przebywanie w nich podczas większego sztormu, niewątpliwie musi być ciekawym przeżyciem 🙂

4

Na szczęście bagaże możemy zostawić w kajutach, gdyż wracamy tym samym promem. Nie zawsze jest to możliwe i często te bagaże trzeba zostawiać w szafkach bagażowych, co generuje dodatkowe koszty.

Czekamy przed wyjściem z promu. Szwedzi z ogromnymi wózkami obładowanymi zakupami ze sklepu wolnocłowego, głównie alkoholami. My z małymi plecaczkami, w których znajdują się niezbędne do zwiedzania przez cały dzień akcesoria.

Wychodząc z promu widzimy ogromne ciężarówki i samochody wyjeżdżające z dolnych pokładów.

Przed wejściem do terminalu wita nas znak „UWAGA NA ŁOSIE” i czeka na nas pani przewodniczka, która prowadzi nas do autokaru. To ona spędzi z nami kilka godzin i pokaże nam miasto.

5

Karlskrona leży na trzydziestu trzech wyspach archipelagu Blekinge, na skalistym wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Miasto zostało założone w 1680 roku, gdy została tam przeniesiona siedziba Szwedzkiej Królewskiej Marynarki. Nazwa pochodzi od zestawienia imienia króla Karola XI i słowa korona (Karlskrona – Korona Karola). Centrum miasta położone jest na wyspie Trossö. Inna wyspa, Stumholmen była dawniej własnością Marynarki Wojennej, teraz znajduje się tam Muzeum Marynarki Wojennej – Marinmuseum.  Ponieważ Szwecja jest od dwóch wieków neutralna, ominęły ją zawieruchy wojenne XX wieku i może szczycić się doskonale zachowanymi, oryginalnymi zabytkami. W Karlskronie są to wzniesione w siedemnastym i początkach osiemnastego budynki, w tym wybudowany w latach 1720–1744 kościół Kościół Fryderyka. Inny, zaprojektowany przez tego samego architekta – Nicodemusa Tessina Młodszego – Kościół Świętej Trójcy, zwany także Kościołem Niemieckim powstał w latach 1697–1709. Jest to okrągły budynek z dachem kopułowym, co nie jest typową dla Szwecji konstrukcją. Bardzo ciekawym budynkiem jest Kościół Admiralicji – drewniana świątynia mogąca pomieścić aż 4000 osób – największy drewniany kościół w Szwecji.

W 1998 r. Karlskrona znalazła się na liście światowego dziedzictwa UNESCO jako najlepiej na świecie zachowane ufortyfikowane miasto i baza marynarki wojennej z XVII i XVIII w.

Najpierw pojechaliśmy na wzgórze Bryggareberget  – punkt widokowy – obejrzeć panoramę miasta.

6

A następnie zwiedzaliśmy kolejne atrakcje miasta:

Fisktorget – Targ Rybny, miejsce do którego dawniej codziennie rano przypływali rybacy i sprzedając świeżo złowione dorsze, śledzie i flądry – podstawa wyżywienia mieszkańców Karlskrony. Te czasu już minęły, ale do dziś na środku Targu Rybnego stoi ostatnia rybaczka, która zachwala swój towar – tak naprawdę pomnik autorstwa Erika Höglunda

7

Stortogret, czyli Wielki Rynek – to tutaj większość turystów kieruje swoje pierwsze kroki. Jest to największy rynek w Skandynawii o powierzchni 2 ha. Tutaj znajduje się Kościół Trójcy Świętej, Kościół Fryderyka oraz Ratusz. Znajdziemy tam także XIX-wieczny pomnik króla Karola XI, założyciela miasta.

8-1

8-2

8-3

Björkholmen – najstarsza dzielnica Karlskrony, położona w zachodniej części wyspy Trossö. Dzielnica składa się małych, kolorowych, drewnianych domków, w których kiedyś mieszkali stoczniowcy, rzemieślnicy i marynarze. Osada powstała w XVII wieku, a jej zabudowa częściowo przetrwała do dziś, pomimo pożaru, który pod koniec XVIII wieku strawił prawie wszystkie drewniane budynki w mieście, ponieważ kiedyś znajdowała się na osobnej wysepce.

9-1

Kiedy w Karlskronie zaczął rozwijać się przemysł stoczniowy potrzeba było coraz więcej rąk do pracy, a właściciele tych rąk musieli gdzieś mieszkać. Od końca XVII w. zaczęła rozwijać się dzielnica mieszkalna stoczniowców z charakterystycznymi malutkimi domkami – czyli właśnie Brzozowe Wzgórze, bo to właśnie znaczy po polsku Björkholmen. Dzisiaj spacerując uliczkami można obejrzeć zabudowania pochodzące nawet z XVIII w.

9-2

Domy z Björkholmen zbudowane są z wytrzymałego drewna dębowego, co przyczynia się do tego, że nadal są tak dobrze zachowane. W dodatku mieszkało tu wielu stoczniowych stolarzy, a budowa drewnianego domku była dla nich niczym w porównaniu z budową ogromnego statku.

Mówi się, że domki są tak małe, bo stoczniowcy budowali je z kawałków desek wynoszonych ze swojego miejsca pracy. Kawałki te musiały mieścić się pod płaszczem.

9-3

9-4

Przy oknach niektórych domów można nadal zobaczyć charakterystyczne lusterka pozwalające dyskretnie podejrzeć kto puka do drzwi. Miało to ułatwiać żonom marynarzy sprawdzenie, czy to aby na pewno mąż wraca z pracy.

Dawniej Björkholmen znajdowała się na oddzielnej wyspie (później usypano połączenie z wyspą Trossö), dzięki czemu malownicze domki uniknęły pożarów, które strawiły większość zabudowań dawnej Karlskrony.

W tych maleństwach mieszkały kiedyś całe rodziny. Dzisiaj to, co dawniej było całym domem, stanowi tylko jeden mały pokój większego mieszkania, dobudowanego gdzieś z boku.

Paradoksalnie dawna dzielnica biedoty jest teraz jedną z najbardziej pożądanych lokalizacji w Karlskronie, a ceny nieruchomości tutaj są bardzo wysokie.

Odwiedzającym Karlskronę z całego serca polecam spacer po tym miejscu.

Kościół Admiralicji, czyli największa drewniana świątynia Szwecji, mogąca pomieścić 4000 osób. Z zewnątrz kościół pokryty jest farbą koloru Falu rödfärg (czerwony falu), czyli w tradycyjnym szwedzkim kolorze. Świątynia ma kształt kwadratu położonego na planie krzyża greckiego, którego krzyżujące się ramiona mają długość 20 m. Wnętrze kościoła pomalowane jest w odcieniach koloru niebieskiego. W odróżnieniu od pełnych przepychu dekoracji polskich kościołów z epoki baroku, tu dominuje typowa dla protestanckiej Szwecji prosta i surowa forma.

10

Figura Rosenboma

Przed Kościołem Admiralicji stoi licząca ponad 200 lat, drewniana figura żebraka Matsa Rosenboma – legendarnej postaci, która podobno w noc sylwestrową 1717 roku zamarzła z wyciągniętą w żebraczym geście ręką. Na pamiątkę tego zdarzenia postawiono przed wejściem figurę Rosenboma, któremu można wrzucić pod kapelusz jakiś pieniążek. Zebrane datki są potem przekazywane na pomoc dla ubogich.

11

Druga atrakcja w pobliżu kościoła to pomnik chłopca, Nilsa Holgerssona. Jest on bohaterem książki „Cudowna podróż”, napisanej przez Selmę Lagerlöf. To pierwsza kobieta, która otrzymała literacką Nagrodę Nobla.

12

Nabrzeże Królewskie (Kungsbron) –  było dawniej miejscem, z którego szwedzcy królowie rozpoczynali oficjalne wizyty w Karlskronie. Dziś na brzegu stoi drogowskaz wskazujący odległości w kilometrach do niektórych stolic i miast siostrzanych (np. do Warszawy jest 560km.)

13-1

Jeszcze jedna konstrukcja na nabrzeżu przykuła nasz wzrok. To rekonstrukcja pierwszych latarni morskich. W podnoszonym do góry metalowym koszu palono ogień. Przypomina to trochę katapultę. W oddali na drugim brzegu prawdziwa latarnia morska na Wyspie Stumholmen.

13-2

13-3

Muzeum Marynarki Wojennej – muzeum sięga tradycją do roku 1752 roku i jest miejscem, w którym pokazana jest historia szwedzkiej marynarki wojennej z imponująca kolekcją modeli okrętów, podwodnym tunelem i ogromnymi figurami, a także interaktywnymi wystawami.

14-2 (2)

14-2 (1)

14-3

14-4 (1)

Spod muzeum można wsiąść na prom i wybrać się na wyspę Aspö z twierdzą broniącą dojścia do Karlskrony. Co oczywiście uczyniliśmy.

Promy na Aspö są bezpłatne i odchodzą co godzinę z przystani w porcie handlowym. Przejazd trwa niecałe 30 min. i pozwala zobaczyć Karlskronę od strony morza – prom mija Stumholmen z Muzeum Marynarki Wojennej i Bastionem Kungshall, port wojenny i wyspę Lindholmen ze zabudowaniami starej stoczni, a także wysepkę Godnatt z XIX-wieczną wieżą artyleryjską (zajmującą całą powierzchnię szkieru, obecnie wykorzystywaną jako latarnia morska).

Najciekawszym zabytkiem Aspö jest twierdza Drottningsskär. Twierdzę zbudowano na przełomie XVII i XVIII w. i jest to starsza z dwóch fortec broniących przejścia przez cieśninę Aspösund – jedyny żeglowny szlak, którym muszą przepłynąć wszystkie statki i okręty udające się do Karlskrony. Drottningsskär jest osobną wyspą, oddzieloną od Aspö cieśniną – przejście drewnianym mostem. Twierdza składa się z głównego budynku zbudowanego z grubych granitowych bloków z górnym piętrem przeznaczonym dla artylerii oraz czterech bastionów, w których umieszczone były kwatery załogi. Na dziedzińcu stoi dom komendanta. Wszystkie budynki zachowały się w niezmienionym stanie do dziś.

15 - 1

15- 2

Naprzeciw Drottningsskär, po drugiej stronie cieśniny, młodsza twierdza Kungsholmen. Do dziś używana przez wojsko jako ośrodek szkoleniowy, dostępna tylko w zorganizowanych grupach z miejscowym przewodnikiem.

Aspö jest świetnym miejscem na kąpiel i piknik – na wyspie jest kąpielisko, ale nawet w pobliżu przystani promowej sporo jest ustronnych zatoczek i skalistych fragmentów wybrzeża, pozwalających cieszyć się morzem bez tłumów ludzi. Jest tam także mnóstwo urokliwych szwedzkich, drewnianych domków, tak charakterystycznych dla tego kraju.

16-1

16-2

16-3

Po powrocie z wyspy udaliśmy się ponownie do Muzeum Morskiego na posiłek w restauracji serwującej dania kuchni szwedzkiej . Niestety, pozostały resztki, gdyż posiłki były wydawane do 16 i nie za bardzo poznaliśmy smak tych smakołyków.

Ostatnią godzinę pobytu w Karlskronie spędziliśmy w mieście, chodząc po sklepach. O ile w porannych godzinach na ulicach było prawie pusto, na górzystych ulicach (prawie jak w San Francisko) stały tylko samochody, o tyle w godzinach popołudniowych było mnóstwo ludzi. Starsi, młodzież po wyjściu ze szkoły, dzieci, biali i muzułmanie. Spokojnie, porządnie, bez ekscesów.

Wróciliśmy na prom autobusem nr 6, na który dostaliśmy bilety od naszej pani przewodnik.

Nasza wycieczka do Szwecji dobiegła końca, ale czekała nas jeszcze podróż powrotna. W Karlskronie dopisała nam piękna, słoneczna, letnia pogoda. Byliśmy zmęczeni chodzeniem i zwiedzaniem, ale bardzo zadowoleni i pełni wrażeń.

Podczas wypływania z portu poszliśmy na górne pokłady, żeby zrobić jeszcze trochę zdjęć i podziwiać ostatnie szwedzkie krajobrazy.

17-1

17-2

17-3

17-4

17-5

17-6

17-7

Ten wieczór spędziliśmy razem, integrując się przed końcem podróży. Nie mieliśmy już siły na dyskotekę. Zrobiliśmy jeszcze ostatnie zakupy w sklepie bezcłowym i po dniu pełnym wrażeń, solidnie zmęczeni zasnęliśmy ok. północy. Tej nocy bujało mocniej niż poprzedniej, a więc częściej się budziliśmy. Udało nam się nawet zobaczyć, mijające nas, jakieś okręty wojenne.

Nad ranem zobaczyliśmy także sam koniec Helu z latarnią morską.

18

Do portu wpłynęliśmy o 7.30. Nasza przygoda z morzem i  Szwecją dobiegła końca.

Czy warto było płynąć w ten rejs? Na pewno było warto!

A na koniec filmik z rejsu do Szwecji, który znalazłam na YouTube:

 

 

 

Gwałt

3 Komentarze

Zgwałcenie – zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę. Sprawca zgwałcenia nazywany jest gwałcicielem.

[   https://pl.wikipedia.org/wiki/Zgwa%C5%82cenie  ]

28b55d8b-91cd-4212-87e9-84f8fb09d939

Ostatnio w mediach elektryzują nas wiadomości o gwałtach dokonywanych w Polsce i w różnych częściach Europy. Najgłośniejsze z nich przypomnę:

„Do dramatycznych wydarzeń doszło w piątek późnym wieczorem, gdy polska para wybrała się na spacer na plażę w popularnym kurorcie Rimini. Około godziny 4 nad ranem para została brutalnie zaatakowana przez czterech napastników. Mężczyźni dotkliwie pobili mężczyznę, a potem na jego oczach dokonali wielokrotnego zbiorowego gwałtu na kobiecie.” (później wyjaśnię, dlaczego fragment pogrubiłam}

„Nie żyje ofiara zbiorowego gwałtu, do którego doszło na początku lipca w mieszkaniu przy al. Śmigłego–Rydza w Łodzi. 26-letnia kobieta była przez dziesięć dni więziona w jednym z mieszkań i brutalnie gwałcona przez trzech zwyrodnialców. Po ponad tygodniu tortur, cudem udało jej się uciec. Do szpitala trafiła 27 lipca. Jej stan był tak ciężki, że musiała przejść kilka operacji. Niestety – mimo wielkiego wysiłku – lekarzom nie udało jej się uratować. Zmarła 19 sierpnia.”

„4 października 2016 r. 12-letnia dziewczynka szukając drogi do metra, poprosiła o pomoc przypadkowego przechodnia – Pawła R.

Mężczyzna zabrał dziecko do jednej z podwarszawskich miejscowości, gdzie wynajmował pokój. To właśnie tam miał wykorzystać 12-latkę. – Krzyczałam, żeby tego nie robił, ale on nie słuchał. Starałam się myśleć, że to się nie dzieje, że mi się to śni – wspomina Karina.

Na szczęście zareagowali sąsiedzi, którzy wyważyli drzwi, gdy usłyszeli płacz i krzyki dziewczynki. W rozmowie z Polsatem wspominają, że Karina powiedziała im, że została zgwałcona.

Paweł R. został zatrzymany. Był podejrzany o gwałt, ale wołomińska prokuratura po kilku miesiącach umorzyła śledztwo.”

Po tych wydarzeniach w sieci wrze, a wypowiedzi są bardzo różne , w zależności od wydarzenia. Są też przerażające!

Dla mnie wszystkie zdarzenia są jednakowo okrutne i niewyobrażalnie bestialskie. W przypadku Rimini, ci którzy dyskutują, widzą to okrucieństwo  zwłaszcza, że „odbyło się na oczach partnera”. Zapewne, gdyby jego tam nie było, ten gwałt nie byłby chyba taki straszny. Oburzenie podsyca także fakt, że od razu za ten czyn obwiniono imigrantów, chociaż do tej pory nie wiadomo, czy to byli imigranci czy naćpani turyści.

Pewien polityk nawet zrobił przydział dla tych bestii na karę śmierci, a nawet tortury. Cytuję:

„Macie swoich imigrantów. (…) Chcecie ich w Polsce? Po moim trupie.”

„za Rimini dla tych bydlaków powinna być kara śmierci. Choć dla tego konkretnego przypadku przywrócił bym również tortury” .

Z powodu gwałtów mających miejsce w Europie, trzeba wszystkich imigrantów wyrzucić, potopić, a najlepiej wysłać do piekła.

O Polakach z Łodzi nie wspomina nic. Czyżby polskie gwałty były mniej okrutne? A może, skoro to łodzianie dokonali takiego makabrycznego czynu, to trzeba wszystkich Łodzian wyeksmitować z kraju? Czy dobrze rozumuję tokiem myślenia większości nawiedzonych Polaków, a zwłaszcza niektórych polityków?

Niestety, sprawa gwałtu w Polsce jest, jak się okazuje, zupełnie inna. W Polsce, jak zwykle, wszystkiemu winne są kobiety!

Krótki komunikat do znawców statystki (3)

Ciągle to kobieta jest winna, że ją zgwałcono. Albo się prowokacyjnie ubrała. Albo zawarła niewłaściwe znajomości. Biegała wieczorem w obcisłym ubraniu. Śmiała się głośno. Sama sobie winna, sama tego chciała. Dobrze jej tak! A gwałciciel tylko skorzystał z okazji. Przecież to nie jego wina.  A najgorsze w tym wszystkim jest to, że piszą w  ten sposób również kobiety!

Ludzie wieszają psy na ofierze. Piszą, że sobie zasłużyła. Że poznała przypadkowych mężczyzn w autobusie, że przyjęła zaproszenie od nieznajomych na imprezę i poszła do nich do domu. Tak, była naiwna i nieostrożna. To, że ofiara zachowała się nieostrożnie, nie umniejsza winy sprawców. Pewnie gdyby nie poszła do mieszkania przygodnie poznanych mężczyzn, nie zostałaby zgwałcona. Ale to, że z nimi poszła, nie oznacza, że wolno im było ją zgwałcić. Prawda jest taka, że została zamęczona na śmierć przez bestie! I te bestie powinny zgnić w więzieniu!

Nie potrafimy rozmawiać o gwałtach. Jad sączył się w przypadku śmierci Magdaleny Żuk, dzieje się tak w przypadku kobiety zgwałconej w Rimini. Bo po co wychodziły z domu, bo pewnie były źle ubrane, bo nie zachowywały się tak jak trzeba, bo opuściły kraj. Tu przecież do takich rzeczy nie dochodzi… ( Czyżby?)

Takich opinii znajdzie się jeszcze mnóstwo. I to nie tylko przy tej jednej historii. Wciąż, choć żyjemy w XXI wieku, wielu z nas uważa, że to kobieta w takiej sytuacji jest wszystkiemu winna. Bo nie była dostatecznie uważna i ostrożna.

A trzeci przypadek? Zgwałcone dziecko? Nasza święta prokuratura umorzyła śledztwo nie dopatrując się znamion przestępstwa. Gdyby nie dziennikarze, gwałciciel – nie imigrant –  cięgle by chodził sobie po świecie i krzywdził kolejne dziewczynki.

Ci sami politycy, którzy dziś krzyczą: „wieszać czarnych bydlaków” (bo to tak naprawdę wykrzykują), nie mieli żadnych oporów, odbierając państwowe wsparcie finansowe instytucjom udzielającym pomocy ofiarom swojskich, polskich domowych gwałcicieli. Stowarzyszeniom dającym schronienie matkom uciekającym z dziećmi przed przemocą i upowszechniającym wiedzę na temat przemocy w rodzinie.

Ci sami politycy uważają, że konwencja antyprzemocowa to wymysł szatana.

W czym wyraża się wściekłość rządzących w odpowiedzi na dramatyczne statystyki dotyczące przemocy domowej wobec kobiet w Polsce? Który z nich żądał wieloletniego więzienia dla partyjnego kumpla, radnego Piaseckiego, po tym, co ujawniła jego żona?

Nie miejmy złudzeń!. Gdy Polkę gwałci własny mąż, wujek lub ksiądz, ci politycy nie widzą większego problemu. Po co się tym zajmować? Ta biedota pomiatana przez wszystkich żadnych korzyści im nie przyniesie. Kapitału politycznego się na tym nie ugra, a kobiety jeszcze pomyślą, że mają jakąś wartość.

Przeraża mnie to. Przeraża mnie ta hipokryzja, klęczenie na mszach we wszystkich kościołach Polski, robienie świętych min, i lekceważenie potrzeb kobiet i pokrzywdzonych przez los.  A także wykorzystywanie ludzkich tragedii do propagandy politycznej.

Czuję smutek, zażenowanie, wstyd i przerażenie.

face-1852342_960_720

 

 

Jak wakacje…

3 Komentarze

…to wakacje.

Skoro wakacje, to wypada skorzystać z okolicznych wakacyjnych przyjemności 🙂  A te okoliczne przyjemności, to głównie żeglowanie po Jezioraku. Tym razem portem bazowym były Siemiany.

/kolorowe żaglówki na Jezioraku/

4

3

Już kiedyś trochę pisałam o Siemianach w poście „Gdzie ta keja…”. Dzisiaj rozwinę temat.

Siemiany, to prastara wioska rybacka leżąca na wysokiej skarpie brzegowej, w północnej części Jezioraka.   Słynie ze swych turystycznych atrakcji. Otoczona jest głębokimi lasami i nasycona aerozolami, jakie wiatr przynosi z szerokiego tutaj na 6 km rozlewiska Jezioraka.  Ze znajdującej się w sąsiedztwie baru „Na Skarpie” wieży widokowej, rozciąga się malowniczy widok otoczonego lasami rozlewiska Jezioraka. Dostrzec można zarysy leżących na przeciwległym brzegu wiosek Wieprz i Gubławki oraz wyspy: Lipową, Zieloną, Bukowiec i Gierczak (Duży i Mały).

/widok na Gierczaki/

6

W lasach otaczających Siemiany turysta pieszy lub rowerowy może znaleźć zagubione pośród leśnej gęstwiny bardzo urokliwe jeziora: Szwalewskie, Perkun, Urowiec, Czerwica, Januszewskie oraz słynące z wielkiej czystości wód Jezioro Jasne. Ostatnie z jezior, jak na swoją niewielką powierzchnię, posiada dość dużą głębokość maksymalną dochodzącą do 21 metrów. Kryniczna czystość wód Jeziora Jasnego, jest spowodowana prawie całkowitym brakiem planktonu, a także wielokrotnie niższym niż przeciętnie w innych jeziorach stężeniem pierwiastków takich jak węgiel, azot, fosfor i potas. To dlatego właśnie przeźroczystość wody w jeziorze jest tak duża, że przy normalnej pogodzie światło swobodnie przenika aż na głębokość 15 metrów.

Otoczenie przyrodnicze Jeziora Jasnego jest unikatowym zjawiskiem w skali kraju, a nawet w obrębie Europy środkowej. Warunki te powodują, że także pobliskie Siemiany, szczycą się swym specyficznym leczniczym mikroklimatem. W 1988 roku Jezioro Jasne razem z leżącym w jego pobliżu zarastającym Jeziorem Luba oraz otaczającym obydwa jeziora lasem, objęte zostały ochroną poprzez utworzenie rezerwatu przyrody.

W lasach siemiańskich spotkać można też wiele osobliwości przyrody, jak na przykład rosnącą niedaleko leśniczówki Rożek sosnę olbrzymkę o pniu ponad 2,5 m grubości i 35 m wysokości. Fenomenem tutejszych lasów jest także gniazdujący w nich bielik, największy w Polsce ptak drapieżny, mający skrzydła o rozpiętości 220 – 250 cm.

Główną jednak atrakcją Siemian jest największe rozlewisko Jezioraka, które przyciąga  mnóstwo żeglarzy i innych miłośników sportów wodnych.

Chyba z trzy lata nie byłam w Siemianach i trochę się tu pozmieniało.

Powstało dużo więcej pomostów dla żeglarzy i innych wodniaków. Restauracja „Szopa” działa jak działała. Często odbywają się tu koncerty szantowe, a także inne.  „Kurka wodna” nad samą wodą działa podobnie. Odbywających się tu koncertów można słuchać w marinie i na polu namiotowym. Nie działa natomiast „Chata za wsią” – gdzie, moim zdaniem, podawano najlepszą rybkę, i można ją było zajadać siedząc nad samą wodą. Pozostała, niestety, niszczejąca ruinka. Zaczęła natomiast działać restauracja  w ośrodku „Szyszka”, dawniej noszącym nazwę „Zamek”. No i blisko pola namiotowego i mariny działa klimatyczna restauracja i hotel „Cykada”.

/dziedziniec „Zamku – Szyszki”/

1

Na wysokiej skarpie powstała wieża widokowa, o której już wcześniej wspomniałam. Podobna wieża, tylko trochę niższa, jest także w marinie.

/widok na marinę/

2

/nasz jachcik w porcie,  z kawałkiem kapitana na pokładzie/

8

Można podziwiać widoki. Najpiękniejsze widoki są jednak, gdy płynie się pod żaglami, wieje wiatr, a słońce odbija się od wody. Tego piękna, zapachu, refleksów słonecznych nie oddadzą żadne zdjęcia. To trzeba zobaczyć i poczuć.

/widok z pola namiotowego na jezioro – w głębi kawałek wyspy Lipowy Ostrów/

7

W dobrym towarzystwie pływaliśmy na Czaplak, pod Matyty, w kierunku Kragi i po dużym obszarze Jezioraka przy Siemianach. Ostatniego dnia odprowadzaliśmy żaglówkę do Iławy, więc oczywiście przepłynęliśmy cały Jeziorak. I jak zwykle, z sentymentem, podziwiałam wszystkie miejsca, z którymi związane były kawałki mojego życia.

/w drodze do Iławy trzeba było halsować, więc trochę przechylało/

5

Pogoda dopisała. W dzień słońce i wiatr, wieczorem ognisko, dyskusje i śpiewanie piosenek. Śpiewaliśmy (jak dzieci) piosenki harcerskie, turystyczne, a w święto – 15 sierpnia – nawet patriotyczne.

 

Dostałam zastrzyk dobrej energii na kolejne miesiące, czego i Wam z całego serca życzę.

No, i zapraszam na Jeziorak !!!

 

Kto płaci?

13 Komentarzy

Znudziło mi się już pisanie o naszych grzechach, dlatego postanowiłam zająć się tematem, który w wielu przypadkach wywołuje kontrowersje.

Kto płaci rachunek na randce?

1

Jako bywalczyni „Sympatii” parę razy umawiałam się na randki. Niektóre odbyły się tylko raz, niektóre kilka razy. Zapoznając się z profilami mężczyzn na „S” nie raz spotkałam się z następującymi uwagami w opisie: „Panie, które umawiają się tylko po to, żeby zjeść darmowy podwieczorek lub darmową kolację, niech darują sobie pisanie listów.”

Na którymś kanale TV natknęłam się na program „Pierwsza randka”, gdzie płacenie rachunku po tejże randce sprawiało niektórym kłopot.

W naszym społeczeństwie utarło się, że za finanse na spotkaniu odpowiada mężczyzna. To on ma kupić bilety do kina, zapłacić za kolację i drinki. Czy jest to dobry zwyczaj? Ja uważam, że zależy dla kogo. Nigdy nie ukrywałam, że jestem feministką, konsekwentną feministką i uważam, że takie zwyczaje niekoniecznie są przyjemne dla panów.

Uważam, ze jeśli ludzie umawiają się na randkę, żeby się dopiero poznać, to każdy powinien płacić za siebie. Na miejscu mężczyzny, gdybym za każdym razem miała płacić rachunek na pierwszej randce, byłabym bardzo wkurzona. A ja, jako kobieta, za którą zapłacono, czułabym się zobowiązana do jakichś dalszych kroków. Jak wiadomo, lubię być niezależna i decyzje wolę podejmować bez żadnych, nawet urojonych, nacisków.

2

Co innego, jeśli spotkania odbyły się już kilka razy i jest nadzieja na ciąg dalszy. Wtedy mężczyzna może płacić rachunek na randce, lub można płacić na zmianę.

W czasach, kiedy i kobiety, i mężczyźni pracują i zarabiają, takie kwestie powinny być traktowane zgodnie z równouprawnieniem.

No cóż, pewnie naraziłam się niektórym paniom, ale takie jest moje zdanie na ten temat.

A oto zdanie pewnego sympatycznego mężczyzny:

 

Zazdrość

Dodaj komentarz

zaz - 1

Zazdrość jest nieodzowną towarzyszką naszego życia. Bywamy zazdrośni o partnerów, o to, że komuś lepiej się żyje niż nam, że ma więcej pieniędzy, więcej wie, ma lepszą pozycję społeczną czy zawodową.

Na ogół jednak zazdrość uważamy za przejaw słabości, wstydzimy się jej; nie chcemy się do niej przyznać w obawie, że odsłonimy się, przyznamy do jakiegoś braku. Najczęściej ukrywamy zazdrość pod maską podziwu dla czyichś dokonań albo buntu wobec niesprawiedliwości losu, a czasami mylimy ją z ambicją.

Gdy czujemy zazdrość, nasze uczucia ciągle się zmieniają: lęk przechodzi w złość, złość w agresję, agresją w poczucie winy, poczucie winy w autoagresję, autoagresja w krzywdę, krzywda w nienawiść, nienawiść w tęsknotę.

Zazdrość ma różne oblicza. Jest taka, która może być inspiracją do działania- np. chcemy być tacy, jak inni. Wtedy nie ma w niej zawiści, tylko podziw. Może oznaczać, że nam na czymś lub na kimś zależy; np. po uczuciu zazdrości możemy poznać, że jesteśmy zakochani. Jesteśmy zazdrośni o partnera, gdy widzimy że on np. flirtuje Brak zazdrości w związku świadczy o braku zaangażowania – dlatego jej ukrywanie może być dla partnera trochę przykre. Zazdrość może być pożyteczna, daje sygnał partnerowi, że nam zależy.

Ale bywa też, że zazdrość czyni nas nieszczęśliwymi, odbiera radość życia. Uczucie zazdrości bardzo wtedy boli, potrafi trawić od wewnątrz, doprowadzać do rozpaczy i zachowań, których możemy żałować przez resztę swojego życia. Zdarza się także, że wymyka się ona spod kontroli. Jest jak ogień, po którym pozostają zgliszcza; niszczy ludzi, związki, upokarza, czyni nieszczęśliwym, doprowadza do samobójstwa, a nawet  zabójstwa.

2

Wyrafinowana zazdrość może przybierać niekiedy szczególną formę, zwaną zawiścią. Chodzi wtedy o „bezinteresowne” pragnienie, by drugi człowiek czegoś nie miał, nawet jeśli zawistnemu niczego to nie przysporzy.

Jest taki kawał:

„Amerykanin modli się do Boga.

– Panie Boże sąsiad ma taką doskonałą krowę. Daje tyle mleka.

– I czego byś chciał synu?

– Chciałbym mieć taką samą.

Modli się Polak. Jego sąsiad też ma świetną, mleczną krowę. Ale kiedy Pan Bóg pyta go co by chciał, pada odpowiedź:

– A żeby mu zdechła!!”

I właśnie tacy są Polacy. Można postawić tezę, że zawiść to główna cecha narodowa Polaków. Zawiść bezinteresowna, zawiść aż do granic bólu. Zawiść wynikająca z zazdrości, że ktoś coś ma a my nie. Tyle, że sama zazdrość to tylko pozornie zła cecha. W kawale Amerykanin także zazdrości sąsiadowi. Ale jego zazdrość zamienia się w chęć posiadania, chęć zwiększenia swego majątku, dorównania sąsiadowi, który ma więcej niż my. W Polsce nie chcemy dorównywać lepszym. W Polsce chcemy ich dołować. Polska zazdrość to swego rodzaju mieszanka z nienawiścią czyli właśnie zawiść.

Trudno jest mówić o zazdrości. Znacznie prościej jest przyznać się do kłamstwa, gniewu, nienawiści, pożądania. Wygląda na to, że najbardziej zazdrośnie strzeżoną tajemnicą ludzką jest przeżywanie zazdrości. Najczęściej zazdrość ukrywamy pod maską podziwu dla czyichś dokonań, albo buntu wobec niesprawiedliwości losu, który sprawia, że jedni mają więcej od drugich. Czasami zazdrość mylimy z ambicją. Zazdrość nie pobudza nas do aktywności, nie mobilizuje do osiągnięcia celu. Nakazuje posiąść odbierając innemu. Skąd się bierze? Z niezaspokojonej miłości własnej. Z potrzeby brania bez dawania. Z egoizmu. Z niedostatku miłości bliźniego. Łatwo ulegamy tej pokusie, że to my na coś bardziej zasługujemy niż inni, że jesteśmy lepsi od innych. Uczucie stare jak ludzkość. Pół biedy, jeśli pojawia się tylko od czasu do czasu. Gorzej, gdy zatruwa naszą codzienność. Potrafi uczynić nas nieszczęśliwymi, zgorzkniałymi, nieczułymi na uroki życia.

Zazdrość niszczy również związek mężczyzny z kobietą. Prowadzi bowiem do niesłusznych podejrzeń, a w ostateczności do zerwania związku.

zaz - 3

W każdej epoce i kulturze zazdrość pokazuje nowe oblicze. Dzisiaj przedmiotem zazdrości jest samochód bliźniego, jego sekretarka, luksusowa willa i konto bankowe. Tak to już jest, że my zazdrościmy innym, a inni zazdroszczą nam i tak ślepe koło się zamyka. Problem zaś tkwi w nas samych i to my jesteśmy pierwszą ofiarą własnej zazdrości.

Cnotą przeciwną do zazdrości jest

5

Co to jest życzliwość? Uprzejmość, dobroć, pomaganie, pragnienie czyjegoś zadowolenia, przyjaźń, serdeczność, przychylność, troska, empatia- tak wszystkiego po trochu. Miły uśmiech, szczere spojrzenie i dobre słowo- i już postrzegamy osobę jako nam życzliwą. Lubimy takie osoby, lubimy przebywać w ich towarzystwie, czujemy się bezpiecznie i nie boimy się usłyszeć niczego złośliwego, nieprzyjemnego. Życzliwość to taka postawa, gdzie pragnie się tego, co pomyślne dla jakiejś osoby, tego co dobre, wyraża troskę o drugiego człowieka.

Każdy chciałby przecież być lubiany i doceniany przez innych.

Od zawsze wierzę w to, że co innym dobrego dajesz, to to samo odbierasz. Dobra energia dana innemu wraca w tej czy innej postaci od tego albo innego człowieka… To moja sprawdzona maksyma, którą kieruję się w życiu. Nie potrafię inaczej.

6

Jeszcze trochę statystyki:

zazdrosc_-_wykres - 4

I żeby nie było tak smutno, to na koniec stara, prawdziwa maksyma w piosence:

 „Nie ma miłości bez zazdrości”

Podróże Bazylki 2017 – I

24 Komentarze

PODLASIE

Jest, niestety, wiele miejsc w Polsce, których jeszcze nie odwiedziłam. Takim miejscem było również Podlasie. Tak naprawdę byłam tam może ze sto lat temu, czyli wtedy, gdy byłam nastolatką i chodziłam jeszcze do szkoły. Niewiele jednak z tej wycieczki pamiętałam.

Trafiła mi się jednak okazja, żeby z przyjaciółmi pojechać w tę piękną i ciekawą krainę. Nie była to może długa wyprawa, ale wypełniona po brzegi nowymi miejscami i ciekawymi historiami.

Dzień pierwszy.

Była to długa podróż ( prawie 400 km) w trakcie której pocieszyliśmy się regionalnymi potrawami. Ja pozwoliłam sobie na kartacze (lub inaczej cepeliny), i była nawet wersja wegetariańska – z pieczarkami.

Hajnówka przywitała nas zachodem słońca, a gospodarze, u których spaliśmy, ogniskiem, garem bigosu i innymi smakołykami.

Spaliśmy w podlaskim, drewnianym domu, których na Podlasiu jest przewaga w każdej miejscowości.

Takie wsie wyglądają niesamowicie, jakby wylądowało się w innych czasach. O tych domach możecie przeczytać na stronie

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zdobnictwo_drewnianych_dom%C3%B3w_na_Podlasiu

Stamtąd też pochodzą zdjęcia:

800px-Podlaskie_-_Narew_-_Trześcianka_Domy_20110910_02

Kotówka_003

Dzień drugi – Białowieża

Po obfitym śniadaniu, które miało dać nam siłę na większość dnia, ruszyliśmy najpierw do REZERWATU ŻUBRÓW.

IMG_20170603_103610

W rezerwacie, oprócz żubrów, przebywają również inne zwierzęta, np.:

Dziki – tego dnia wygrzewające się na słonku

IMG_20170603_094913

Wilki, które bardzo ładnie nam się zaprezentowały

IMG_20170603_100448

IMG_20170603_100544

Koniki polskie

IMG_20170603_100027

Żubronie – krzyżówka żubra i bydła domowego

zubron

Oczywiście żubry, które trochę nam się schowały

zubr

I mnóstwo innych zwierząt: żbiki, rysie, sarny, jelenie itd.

Zauważyliśmy też pierwszy raz wyschnięte świerki, zjedzone przez kornika drukarza, o których ostatnio jest tak głośno.

IMG_20170603_093416

Kolejny punkt naszej wycieczki to Białowieski Park Narodowy

IMG_20170603_110156

Najpierw udaliśmy się do Muzeum Przyrodniczo- Leśnego.

Muzeum to jest najstarszym muzeum w polskich parkach narodowych i równocześnie najstarszym, czynnym muzeum województwa podlaskiego. Jego tradycje sięgają okresu międzywojennego, a w swoich zbiorach posiada wiele cennych kolekcji naukowych i rzadkich okazów.

Siedzibą Muzeum Przyrodniczo-Leśnego Białowieskiego Parku Narodowego jest nowoczesny budynek, w którym w sposób innowacyjny i atrakcyjny prezentowane są zbiory przyrodnicze z dziedziny zoologii, botaniki, historycznego użytkowania Puszczy. Szczególnie silnie akcentowane są procesy ekologiczne charakterystyczne dla Białowieskiego Parku Narodowego.

Na uwagę zasługuje także Dworek Gubernatora Grodzieńskiego. Choć wygląda jak wyjęty z rosyjskiej bajki, istnieje naprawdę, i to od 1845 roku. Uroczy, drewniany Dworek Gubernatora Grodzieńskiego w Białowieży został wybudowany na terenie Parku Pałacowego i jest najstarszym budynkiem znajdującym się w polskiej części Puszczy Białowieskiej. Od lat przyciąga wzrok miejscowych spacerowiczów i zachwyca turystów tłumnie odwiedzających Białowieski Park Narodowy.

IMG_20170603_130706

Po krótkim odpoczynku i lekkim posiłku spotkaliśmy się z przewodnikiem, z którym to ruszyliśmy w Puszczę. Do ścisłego rezerwatu można wejść tylko z przewodnikiem i na szczęście udało nam się zdobyć przydział mimo, że wcześniej nie rezerwowaliśmy przewodnika ( po prostu nie wiedzieliśmy, że sytuacja jest tak skomplikowana).

IMG_20170603_141215

Przewodnik przekazał nam mnóstwo ciekawych wiadomości na temat drzew w puszczy i zwierząt tam żyjących. Opowiedział  ciekawe historie związane z polowaniami królewskimi i historie związane ze zmieniającym się stanem żubrów na przestrzeni lat. Przedstawił nam również sytuację  związaną z umierającymi świerkami w puszczy i kornikiem drukarzem. I przyznaję, że całkiem inaczej to sobie wyobrażałam i nie miałam pojęcia o sprawie. Ale zdanie tych, co się znają i tam mieszkają brzmi: NIE WYCINAĆ!

W puszczy spędziliśmy ponad 4 godziny i nie powiem, gdzie mi nogi wchodziły po tak długiej trasie.

To jeszcze jednak nie był koniec naszego zwiedzania.

Kolejny punkt naszej wycieczki to Skansen Sioło Budy. Skansen ten, to przeniesione, całkowicie autentyczne i ostatnie istniejące, chutorowe gospodarstwo kresowe z pierwszej połowy XIX wieku. W jego skład wchodzą: bardzo dobrze zachowana chata z 1836 roku, z jedynym zachowanym w Polsce czynnym drewnianym kominem, chlewik, stodoła, wozownia, studnia z żurawiem, bróg na siano oraz ogrodzenie z płotu tynowego.

IMG_20170603_183051

Po obejściu skansenu pojechaliśmy jeszcze na Szlak Dębów Królewskich. I chociaż nogi odmawiały już posłuszeństwa, to pokonaliśmy tę trasę podziwiając ogromne, kilkusetletnie dęby nazwane imionami królów i królowych polskich. Przed każdym dębem była tabliczka informująca o wymiarach i wieku dębu oraz o królu/królowej, których imieniem był dąb nazwany. Tak stronniczo wybrałam tabliczkę z imieniem Barbary.

IMG_20170603_180416

IMG_20170603_180604

Do domu , na nocleg, wylądowaliśmy ok. 20, ale znaleźliśmy jeszcze siłę, żeby smakować podlaskie smakołyki i integrować się z gospodarzami 🙂

Dzień trzeci – Białystok.

Tego dnia pożegnaliśmy Hajnówkę i wyruszyliśmy na północ, do stolicy województwa podlaskiego. Białystok jest  największym miastem północno-wschodniej Polski , mieliśmy jednak niewiele czasu na jego zwiedzanie, gdyż był to również dzień naszego powrotu do domu.

Zobaczyliśmy Pałac Branickich – czyli zabytkowy pałac w Białymstoku, który jest jedną  z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich epoki saskiej na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej w stylu późnobarokowym, określany mianem „Wersalu Podlasia”

IMG_20170604_110058

Obejrzeliśmy także ogród francuski i ogród angielski, roztaczające się wokół pałacu,

IMG_20170604_110648

Kolejnym obiektem, który odwiedziliśmy była tzw. Bazylika Mniejsza, czyli Zespół Bazyliki Archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Białymstoku – zespół świątynny w Białymstoku, złożony z dwóch połączonych ze sobą budynków kościelnych: starego (z początku XVII wieku) oraz nowego (z początku XX wieku).

Minor_basilica_in_Bialystok_1

Przepiękny kościół zrobił na nas ogromne wrażenie.

Posiedzieliśmy sobie także przy kawie, na Starym Mieście, pod Ratuszem po to, żeby poczuć atmosferę miasta. Pogoda była piękna, otoczenie przyjemne, mnóstwo spacerujących ludzi. Trafili nam się nawet piłkarze Jagiellonii Białystok przed meczem z Legią. Spacerowali sobie po deptaku, przy Ratuszu, w swoich klubowych strojach.

Przyszedł jednak moment, że trzeba było pożegnać Białystok i Podlasie, i ruszyć w powrotną podróż. Na pewno tam kiedyś wrócę, bo nie zobaczyłam jeszcze wielu ciekawych miejsc w tym regionie.

Was też zachęcam do podróży na Podlasie. Piękne, urokliwe wsie i miasteczka, mnóstwo zabytków, tajemnicza puszcza i smakowite regionalne potrawy.  Naprawdę warto!!!

 

 

 

Older Entries